Metal Gear Solid 2: Substance

Gra - legenda jednak trafiła na PC. Choć nie oszałamia, cieszymy się, że jest. W końcu rzadko mamy do czynienia z japońskimi produkcjami na komputery.

Gra - legenda jednak trafiła na PC. Choć nie oszałamia, cieszymy się, że jest. W końcu rzadko mamy do czynienia z japońskimi produkcjami na komputery.

Skośnookie mrówki

Widok FPP jest niezwykle przydatny podczas celowania. Gdy przeciwnik chroni się za tarczą, trzeba strzelać po nogach.

Widok FPP jest niezwykle przydatny podczas celowania. Gdy przeciwnik chroni się za tarczą, trzeba strzelać po nogach.

Jest czego żałować. Japończycy słyną ze skrupulatnego podejścia do pracy. Widać to w ich kreskówkach, gdzie jeden kadr ma więcej szczegółów niż cały odcinek Bolka i Lolka. Gracze komputerowi mieli jak dotąd dwie okazje zapoznania się z grami stworzonymi przez na-szych skośnookich braci. Mowa tu o pierwszym Metal Gear Solid oraz Final Fantasy VII. Pech chciał jednak, że w momencie pecetowej premiery obie produkcje zdążyły się już zestarzeć. Metal Gear Solid, pomimo fascynującego scenariusza - jednego z najlepszych, jaki kiedykolwiek powstał w grach elektronicznych, miał przeciętną grafikę. Final też nie wyglądał widowiskowo. Wizytę Metal Gear Solid 2 na PC zawdzięczamy zapewne Xboxowi, który przypomina peceta i opiera się niemal na zwyczajnych Windowsach. Konwersja nie była zbyt skomplikowana; w jej rezultacie na komputer przeniesiono nową i ciekawą grę.

Tygrysy w opaskach

Oto nasz zasłużony bohater. Tak jak Sam Fisher, ze Splinter Cella, Snake ma już swoje lata. Obaj stanowią wzór doświadczonego żołnierza. Czyżby wielki powrót autorytetów?

Oto nasz zasłużony bohater. Tak jak Sam Fisher, ze Splinter Cella, Snake ma już swoje lata. Obaj stanowią wzór doświadczonego żołnierza. Czyżby wielki powrót autorytetów?

Pomysł na serię Metal Gear Solid nie był prosty. Autorzy chcieli stworzyć grę: ładną, nowatorską, dającą wiele przyjemności z interakcji ze światem, zawierającą żywe, barwne postacie i ciekawy scenariusz. Nie ma co ukrywać - jak powiedzieli, tak zrobili. Dla użytkowników komputerów minusem jest bez wątpienia fakt, że brak jest w tej grze opcji multiplayer. Tym niemniej Metal Gear Solid 2: Substance jest doskonałym tytułem dla jednego gracza. Został tak napakowany dodatkami, że mało nie rozsadzi płyty DVD!

W parze ze skomplikowanym scenariuszem idą ciekawe przygody. Tu ciągniesz za sobą Emmę, która - jak to kobiety - wszystko tylko komplikuje. Najgorsze masz już za sobą - kiedy wioząc ją na plecach, musiałeś nurkować przez zalane wodą korytarze.

W parze ze skomplikowanym scenariuszem idą ciekawe przygody. Tu ciągniesz za sobą Emmę, która - jak to kobiety - wszystko tylko komplikuje. Najgorsze masz już za sobą - kiedy wioząc ją na plecach, musiałeś nurkować przez zalane wodą korytarze.

Całość składa się z dwóch części, które dzielą się na podgrupy. Jest więc kampania, w której zaczynasz grę jako Solid Snake, samotny superagent, genetycznie modyfikowany, z wszczepioną w ucho radiostacją (sic!). Penetrujesz pokład pewnego tankowca, w którego ładowniach ukryto potężną broń. Ta część pod względem scenariusza i zaskakujących rozwiązań bije Splinter Cella na głowę, ale jest bardziej zręcznościowa. W rogu ekranu widnieje mały radar, na którym widzisz położenie nie tylko najbliższych przeciwników, ale także zasięg ich wzroku. Fakt - mało to realistyczne, ale grywalność większa. MGS 2 ma posmak czegoś między grą taktyczną (zabawa w skradanie się) a zręcznościową. Dopóki nie uruchomisz alarmu, dopóty możesz działać powoli i z rozmysłem. Gdy dojdzie do otwartej walki, liczba wrogów rośnie w zastraszającym tempie i brniesz przez sterty trupów, jak kombajn przez kukurydziane pola. Interakcja ze środowiskiem jest na najwyższym poziomie. Jeśli chcesz, chowasz trupy w szafkach, wyrzucasz je za burtę i strzelasz w gaśnice. Praca zespołowa oddziałów wroga również robi wrażenie. No i zadbano o realistyczne szczegóły - wyobraź sobie, że jeśli strzelisz pociskiem usypiającym w nogi przeciwnika, zasypia on później niż trafiony w głowę (w takim przypadku pada natychmiast).

W spiżarkach można wywalać kartony z warzywami, w kantynie strącać butelki, a nawet usypiać mewy, które od czasu do czasu siadają na barierkach. Swoboda działania jest ogromna! Widać, że autorzy włożyli iście zegarmistrzowską pracę w dopieszczenie Metal Geara.

Trening węża

Metal Gear Solid 2: Substance
W grze znalazły się także dodatki, które sprawiają, że masz co robić nawet po zakończeniu kampanii. Są to: "Snake Tales" i misje wirtualne. "Snake Tales" zawiera pięć krótkich, dodatkowych scenariuszy rozgrywających się w lokacjach znanych z podstawowej kampanii. Zwykle należy kogoś odszukać, coś ukraść, gdzieś się przedostać. Wadą jest fakt, że nie masz radaru, na którym widać przeciwników. Musisz polegać tylko na wykrywaczu tętna. Misje stają się frustrujące, jednak przejście wszystkich pięciu powinno zająć nie więcej niż dwie godziny.

Ciekawą część gry stanowią misje wirtualne. Nagle zostajesz wrzucony do świata składającego się z prostych brył, pośród których latają roboty i przechadzają się wirtualni żołnierze. Powinieneś wykonywać określone zadania treningowe. Jest ich naprawdę dużo. Czuć powiew gier konsolowych, przy których, aby odkryć wszystkie sekrety, siedzi się czasami tygodniami. Misji wirtualnych jest łącznie ponad 200 i polegają zwykle na skradaniu się, strzelaniu na czas, eliminowaniu wrogów po kolei, bez wszczynania alarmu, przechodzeniu przez wrogi teren (twoje ślady świecą w mroku jak małe latarnie) i tak dalej. Jest dużo do roboty.

Władca marionetek

Konwersja z konsoli Xbox jest dobra. Brak co prawda kilku efektów, które pozostały tylko na PlayStation 2, ale trudno. Najgorzej wypada sterowanie. Jeśli masz dżojpada z dual shockiem - koniecznie podłącz go do swojego PC. To jest gra właśnie na dżojpad, na analogowe przyciski, a nie na klawiaturę i mysz. Jeśli więc nie masz tego urządzenia - szybko pożycz go od kumpla - konsolarza. Metal Gear jest zupełnie wyjątkowy i wciągający. Przed grą dobrze zapoznać się z pierwszą częścią, wydaną na PC jakiś czas temu. Scenariusz i zakończenie na pewno cię zaskoczą.

Czy jest sens wydawać prawie 160 zł i kupować grę na DVD? Na pewno warto. Niewiele jest tytułów tak dopracowanych, z tak wielką liczbą sekretów, ciekawostek i opcji. Warto mieć w swojej kolekcji tę grę jako jeden z nielicznych tytułów, o którym bez cienia przesady można powiedzieć: "mistrzowsko wykonany". Oby jak najwięcej japońskich produkcji trafiało na rynek komputerowy!


Zobacz również