Microsoft cenzorem

Microsoft dołączył do firm, które pomagają totalitarnym rządom w walce z wolnością słowa w Internecie. Tworząc internetowe pamiętniki na uruchomionym ostatnio portalu MSN Spaces, chińscy użytkownicy mają zablokowaną możliwość kategoryzacji tekstów przy użyciu słów takich jak "niepodległość Tybetu", "demokracja" czy "prawa człowieka". Twórcy blogów, którzy wykorzystają jedno z wielu niewygodnych sformułowań spotkają się z komunikatem: "Ta pozycja nie może zawierać zakazanych treści. Prosimy skorzystać z innego doboru słów kluczowych".

Zgodnie z wprowadzonym w marcu prawem, wszystkie działające w Chinach strony internetowe muszą uzyskać akceptację administracji państwowej lub zostaną zamknięte przez internetową policję. Rząd silnie nalega, aby ich administratorzy stosowali autocenzurę i nie dopuszczali do pojawiania się treści, które mogą zostać uznane za nielegalne. Wśród nich wylicza się między innymi pornografię i kwestie "politycznie delikatne", czyli wszelkie niewygodne dla dzierżącej władzę Komunistycznej Partii Chin. Regulacje nie zabraniają jednak używania konkretnych słów.

Microsoft jest więc kolejną firmą, która z własnej inicjatywy ogranicza funkcjonalność swoich witryn i w ten sposób unika drażnienia cenzorów. Trzeba zaznaczyć, że podobne działania podjęli już wcześniej inni giganci - Yahoo i Google. "W ten sposób czołowe amerykańskie korporacje przyczyniają się do kneblowania demokratycznej opozycji w Chinach i w bezpośredni sposób godzą w wolność wypowiadania się" - zaznaczają przedstawiciele międzynarodowej organizacji "Reporterzy bez granic".


Zobacz również