Microsoft straszy

Wygląda na to, że w listopadzie zeszłego roku Steve Ballmer nie żartował. Przedstawiciele Microsoftu ogłosili, że oprogramowanie o otwartych kodach źródłowych łamie 235 patentów korporacji. W środowisku Open Source zawrzało.

W ciągu ostatnich miesięcy wielu aktywistów spod znaku alternatywy (w tym Linus Torvalds, twórca Linuksa) wygłaszało publiczne prośby o wskazanie fragmentów kodu, które mogłyby łamać prawa Microsoftu. Odpowiedzi się doczekano, choć trudno uznać ją za satysfakcjonującą. Nie podano żadnych konkretów prócz liczby patentów: 42 zastosowano ponoć w kernelu, 193 w pozostałych aplikacjach.

Co na to użytkownicy?

Zadeklarowani przeciwnicy Redmond twierdzą, że firma znalazła kolejny sposób na walkę z alternatywnym oprogramowaniem. Zamiast zajmować się jednostkami, wysyła w eter komunikat, z którego jasno wynika, że z wykorzystywaniem aplikacji Open Source może się wiązać jakieś zagrożenie. Od tego momentu użytkownicy zaczną naciskać na deweloperów, aby rozwiązali problem - a ci, bez znajomości konkretów, będą mogli albo bezradnie rozłożyć ręce i żyć w trwodze, albo zdecydować się na podpisanie umowy z Microsoftem.

Pierwsze rozwiązanie doprowadziłoby do agonii oprogramowania o otwartych kodach źródłowych. Wbrew pozorom, nie jest to najwygodniejsze rozwiązanie dla producenta Windows. Znacznie lepsza jest opcja pobierania niewielkich opłat za dystrybucję aplikacji Open Source. Przedstawiciele Microsoftu podawali nawet przykład umowy Redmond z Novellem jako rozwiązania idealnego.

GPL3 nadzieją na ratunek

Richard Stallman, twórca projektu GNU, obiecał zwolennikom alternatywy, że porozumienie zostanie bardzo dokładnie sprawdzone, a następnie uwzględnione w trzeciej wersji licencji GNU GPL. GPL3 ma się stać torpedą wymierzoną nie tylko w akt współpracy Microsoft-Novell, ale i podobne umowy. Stopniowe przejmowanie wpływów w środowisku przez firmy niepożądane zostałoby zastopowane.


Zobacz również