Mindjack - wielkie nadzieje i wielka klapa?

Obiecujące idee zderzyły się z kiepskim wykonaniem - tak najkrócej można opisać tę produkcję. Da nam ona czasem niezłą frajdę, jednak ilość wad jest przytłaczająca. Przeczytajcie, czemu nie polecamy gry Mindjack.

Weź grę, w której trzeba się czaić, dodaj do tego strzelankę TPP, włóż to wszystko w świat science fiction, dorzuć możliwość porywania umysłów przyjaciół i wrogów, a otrzymasz Mindjack. Ambitną, lecz pokancerowaną wadami produkcję Square Enix. Czerpie ona z kilku ciekawych filmów takich jak TRON, Matrix czy nawet Incepcja. Wstrzyknięto więc w Mindjack dozę nienajgorszych pomysłów. Niestety, gra prezentuje słaby poziom i niedopracowaną rozgrywkę. Śmiało można rzec, że nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału.

Już na początku gracze zostają rzuceni w wir konspiracji. Jako obdarzeni kiepskimi dialogami tajni agenci, musimy borykać się z hordami przeciwników zlokalizowanych w mało oryginalnych sceneriach. Podczas wymiany ognia, można co prawda wykonywać różne ekwilibrystyczne akcje (wskoczyć w ciemny zaułek, przeturlać się jednocześnie strzelając czy też czasem zaatakować kogoś wręcz). Przez większość czasu wszystko działa jak należy, jednak niekiedy coś się psuje i wychodzą na jaw liczne wady. W tych problematycznych momentach znajdujesz się często w deszczu ołowiu posyłanym przez przeciwnika. Równie ryzykowne może okazać się strzelanie z ukrycia. Często okazuje się bowiem, że opróżniasz cały magazynek w niewidzialną przeszkodę.

No ale porzucając już to, co znane nam jest z wielu shooterów, wspomnijmy o czymś pozytywnym czyli zdolnościach specjalnych. Część z nich jest podobna do tych, które spotykamy w Gears of War czyli na przykład: zasłonięcie się przed ogniem nieprzyjaciół za pomocą ciała jednego z martwych przeciwników. Warto jednak wspomnieć o tytułowym hakowaniu umysłów. Kiedy "szperamy w mózgu" przeciwnika, możemy przejąć kontrolę nad jego ciałem i odsesłać swoje własne, prywatne zombie do walki. Dodatkowo, istnieje także opcja przejęcia umysłu sojusznika, cywila czy dron bojowych. Podczas, gdy naprawdę przyjemnie patrzy się jak nadzorca ruchu lotniczego staje się naszym prywatnym Terminatorem, to wykonanie całego procesu 'hakowania umysłów' pozostawia wiele do życzenia.


Zobacz również