Mistrz okładek

Zdziwiłem się bardzo, gdy redakcja Digita" zgłosiła się do mnie z propozycją przedstawienia mojej sylwetki w dziale "Warsztaty Mistrzów". Widać każdy ma swoje pięć minut sławy - teraz przyszła kolej na mnie.

Zdziwiłem się bardzo, gdy redakcja Digita" zgłosiła się do mnie z propozycją przedstawienia mojej sylwetki w dziale "Warsztaty Mistrzów". Widać każdy ma swoje pięć minut sławy - teraz przyszła kolej na mnie.

Nie uważam się za mistrza komputerowego obrazu. Nie jestem ilustratorem, nie interesuje mnie grafika dla samej grafiki - tym bardziej nie interesuje mnie grafika, której jedyną wartością jest ilość zastosowanych filtrów i innych "wodotrysków". Nie twierdzę, że przy użyciu Photoshopa czy Illustratora nie powstają bardzo ciekawe prace (wiele takich widziałem na stronach Digita), ale też mnogość funkcji tych programów może niedoświadczonego grafika zwieść na manowce - i wtedy zamiast czytelnego przekazu widzimy jakiś graficzny bełkot. Najprostszy przykład - spójrzcie na strony z ogłoszeniami. W jednej małej ramce 15 różnych fontów, jakieś cienie, rozbłyski, przejścia tonalne we wszystkie strony - kompletny chaos. Komputer i oprogramowanie graficzne to potężne narzędzia, ale tak naprawdę to tylko taki bardziej skomplikowany ołówek. Jeśli ktoś nie potrafi wykonać prostego szkicu zwykłym ołówkiem, to i komputer mu nie pomoże. Reszta jest kwestią temperamentu, wyobraźni i konkretnych potrzeb.

Taką bardzo konkretną pracą jest tworzenie okładki płyty CD. Niewielki obszar roboczy (przeważnie 120 na 120 mm) od razu narzuca pewną dyscyplinę. Do tego dochodzą oczekiwania wytwórni/producenta i artysty. Zauważyłem pewną zależność - im bardziej niezależne wydawnictwo, tym większą mam swobodę przy projekcie. Jeśli koncepcja się spodoba, wykonanie zostaje całkowicie w mojej gestii - duże wytwórnie (czy też producenci) narzucają sporo własnych rozwiązań, mają też pewne reguły (np. logo w tym miejscu i takiej wielkości), które nie zawsze pasują do koncepcji artystycznej. A jeśli jeszcze trafi się sponsor do jakiegoś wydawnictwa...

"Pięć oceanów" - moja pierwsza większa praca. Pierwszy w Polsce tak duży zbiór nagrań jednego artysty, konsekwentnie wybranych (przez samą panią Osiecką) i zaprezentowanych. Tytuł zbioru narzucił mi niejako konwencję graficzną całości - granat oceanu jako podstawowy kolor i delikatne morskie fale w tle.

"Piosenki Kabaretu Starszych Panów" - chyba najwięcej radości miałem z pracy nad tym projektem, gdyż po prostu uwielbiam piosenki panów Przybory i Wasowskiego. W projekcie starałem się nawiązać do scenografii Kabaretu - i dlatego poprosiłem o pomoc Eryka Nowaka, którego wspaniała kaligrafia oraz ilustracje świetnie pasują do charakteru tych piosenek.

"Dziwnonoc" - projekt dla przyjaciół. Ci niewiele mieli do gadania - zrobiłem, jak chciałem. Wykorzystałem zdjęcie zrobione z okna mego mieszkania - tym razem użyłem kilku filtrów w Photoshopie, żeby uzyskać efekt bardziej malarski. Jeśli ktoś jest zainteresowany, może sobie ściągnąć całą płytę wraz z okładką z Internetu: www.dziwnonoc.pr.pl


Zobacz również