Mobilne magazyny

Setki megabajtów zdjęć, gigabajty muzyki i filmów, mnóstwo dokumentów i jedno pragnienie: zmieścić wszystko w jednym miejscu i łatwo zabrać ze sobą. Klucze USB są najwygodniejsze w użyciu, ale jako tania i pojemna pamięć masowa wciąż najlepiej sprawdzają się stare, dobre twardziele.

Setki megabajtów zdjęć, gigabajty muzyki i filmów, mnóstwo dokumentów i jedno pragnienie: zmieścić wszystko w jednym miejscu i łatwo zabrać ze sobą. Klucze USB są najwygodniejsze w użyciu, ale jako tania i pojemna pamięć masowa wciąż najlepiej sprawdzają się stare, dobre twardziele.

Era mobilności zaczęła się na dobre pod koniec lat 90. ubiegłego stulecia wraz z upowszechnieniem telefonii komórkowej, Internetu i komputerów przenośnych. Dostęp do informacji w każdej chwili, niemal z dowolnego miejsca na świecie kiedyś wydawał się utopią, lecz w XXI wieku jest chlebem powszednim. Mobilność stała się codziennością z chwilą, gdy w naszych kieszeniach oraz teczkach znalazły się urządzenia pozwalające nie tylko na utrzymywanie kontaktu z bliskimi, ale też na pracę, rozrywkę oraz korzystanie z nieskończonych zasobów Internetu poza domem czy biurem.

OCZ

OCZ

Jako że apetyt rośnie w miarę jedzenia, pamięć urządzenia przenośnego szybko się zapełnia - bez względu na dostępną pojemność. Po jakimś czasie trzeba się zdecydować na jej powiększenie lub przeniesienie danych do zewnętrznego archiwum. Pierwsze rozwiązanie ma sens przede wszystkim w wypadku wymiennych nośników, czyli kart pamięci: jest szybkie i proste, chociaż niekoniecznie najbardziej ekonomiczne. W wypadku laptopów wymiana podstawowego magazynu, jakim jest twardy dysk, zwykle wymaga trochę zachodu, ale może zaowocować nie tylko większą przestrzenią na pliki, lecz także wyższą wydajnością czy nieco dłuższą pracą na baterii.

Drugie wyjście jest najwygodniejsze, bo sprowadza się zwykle do podłączenia kablem zewnętrznego napędu lub wypalenia płyty. Jednak archiwizacja oznacza pewną utratę mobilności, ponieważ niektóre dane nie będą już stale pod ręką, spoczywając w bezpiecznej, ale odległej przystani.

Dla przeciwników klasycznej alternatywy "albo-albo" istnieje jeszcze trzecia droga, będąca ucieleśnieniem idei mobilności rozumianej jako dostęp do informacji zawsze i wszędzie. Wystarczy skorzystać z tzw. e-dysków, czyli przestrzeni oferowanej przez internetowe serwery. Zdalne napędy mają jednak dwie wady: ilość dostępnego miejsca zależy od opłaconego abonamentu (chociaż podstawowa usługa, obejmująca kilkadziesiąt MB pojemności, jest zwykle bezpłatna), zaś użyteczność tej metody - od łącza internetowego.

Dwuipółcalowe twardziele są dziś najlepszym mobilnym magazynem danych: ich stosunek pojemności do ceny i gabarytów jest nie do pobicia. Pamięci półprzewodnikowe mają oczywiście jeszcze mniejsze wymiary i wagę; co więcej, niestraszne im wstrząsy czy upadki, dość często zdarzające się w podróży. Większość użytkowników odstrasza jednak znacznie wyższy koszt w przeliczeniu na 1 GB oraz dziesięciokrotnie mniejsza pojemność. Natomiast tańsze i najbardziej pojemne napędy 3,5-calowe średnio nadają się na prawdziwie przenośne magazyny.

Przyszłość w półprzewodniku?

W naszym teście napędów 2,5-calowych wzięły udział klasyczne dyski magnetyczne, zbudowane z obracających się talerzy i ruchomych głowic zapisu/odczytu, lecz ta półwiekowa technologia magazynowania danych coraz bardziej odczuwa konkurencję ze strony pamięci półprzewodnikowych. Dyskietki przegrały z pamięciami podłączanymi do portu USB, karty pamięci stały się standardowym nośnikiem w urządzeniach stricte mobilnych, takich jak komórki czy aparaty cyfrowe, a obecnie, dzięki osiągnięciu dużych pojemności za niewielkie pieniądze, karty flash podbijają segment kamer cyfrowych. Marsz półprzewodników na pozycje okupowane dotychczas przez dyski magnetyczne będzie trwał, bo pamięci flash są znacznie mniejsze, lżejsze i właściwie niewrażliwe na działanie czynników zewnętrznych. W porównaniu do nich twarde dyski są kolosami na glinianych nogach - olbrzymami pod względem oferowanej przestrzeni na dane, ale bardzo podatnymi na uszkodzenia mechaniczne.

Półprzewodniki mierzą coraz wyżej: następnym celem są komputery przenośne. To naturalna kolej rzeczy, gdy technologia pozwoliła uzyskać gigabajty pojemności niezbędne w mobilnych pecetach. Co prawda, jak na razie koszt 1 GB danych w wypadku pamięci większych niż 16 GB jest bardzo wysoki, nieporównywalny z tym, co oferują twardziele, ale w wielu zastosowaniach korzyści wynikające z użycia pamięci półprzewodnikowej są ważniejsze niż spora różnica cenowa.

W notebookach (oraz nowej kategorii: netbookach) zamiennikami twardych dysków są podobnie wyglądające moduły SSD. Mają te same wymiary, co napędy 2,5- lub 1,8-calowe, oraz interfejs SATA. Ich wady i zalety najlepiej przedstawić na konkretnym przykładzie: urządzenia firmy OCZ o pojemności 64 GB z interfejsem SATA 1,5 Gb/s będącego de facto produktem Samsunga. Przetestowaliśmy je dokładnie taką samą procedurą, jak klasyczne napędy 2,5-calowe i porównaliśmy wyniki.

Dysk SSD oczywiście pobiera dużo mniej mocy - średnio 20 procent tego, co zużywają dyski magnetyczne. Jest też nieprawdopodobnie szybki: moduł OCZ okazał się dwu-, a nawet trzykrotnie szybszy od magnetycznych rywali (patrz wykresy). Trzeba jednak pamiętać, iż testowane urządzenie jest przedstawicielem drugiej generacji modułów SSD, w której wyeliminowano ich największą wadę, jaką był powolny zapis danych. Obecnie jest on dużo wyższy niż w "magnetykach".

A wady SSD? Cóż, są tylko dwie, za to poważne: pojemność (która w zupełności wystarcza do typowej pracy na laptopie) i cena, wynosząca aż 3247 zł. Skutecznie ostudzą zapał większości potencjalnych nabywców.

Nie tylko napędy

Porównanie modeli

Porównanie modeli

W niniejszym numerze prezentujemy wyniki testów kilkunastu napędów 2,5-calowych mieszczących od 160 do 320 GB danych. Szukaliśmy modeli, które najlepiej sprawdzą się w notebooku zamiast dotychczasowego twardziela. Starego sprzętu nie trzeba się pozbywać - dyski wyjęte z laptopa można umieścić w zewnętrznej obudowie z interfejsem USB lub SATA i uzyskać w ten sposób dodatkowy, przenośny schowek na gigabajty plików. Przyjrzeliśmy się więc konstrukcjom, które umożliwiają wskrzeszenie napędu (również 3,5-calowego) w nowej roli. Sprawdziliśmy obudowy pod kątem m.in. funkcjonalności i wydajności interfejsu. Tym samym kryteriom poddaliśmy 2,5-calowe dyski zewnętrzne, które są gotowe do pracy zaraz po wyjęciu z pudełka, zaś ich użyteczność jest często wyższa dzięki dołączanemu oprogramowaniu narzędziowemu. A jako że sprzęt bez oprogramowania jest nic nie wart, zajęliśmy się najciekawszymi aplikacjami pozwalającymi na sporządzanie kopii zapasowych danych, w tym na tworzenie obrazów całych partycji dyskowych do szybkiego przywracania systemu do stanu sprzed awarii.

Mamy nadzieję, że ten kompleksowy przewodnik nie tylko ułatwi dokonanie właściwych wyborów, ale przede wszystkim uchroni cię przed zgubnymi skutkami lekceważenia potrzeby archiwizacji cennych plików.

Świat według Seagate'a

Największy producent twardych dysków prognozuje, że same napędy nie będą już atrakcyjne dla klientów, którzy poszukują kompleksowych rozwiązań obejmujących np. narzędzia do archiwizacji czy możliwość szyfrowania danych. Coraz większy udział w sprzedaży twardzieli będą więc miały zestawy z odpowiednim oprogramowaniem, jak również urządzenia wzbogacone o dodatkową funkcjonalność na poziomie sprzętowym (Seagate produkuje napędy Momentus FDE z układem szyfrującym).

Należy też spodziewać się wzrostu popularności dysków wyposażonych w interfejsy sieciowe (przewodowe lub Wi-Fi), które będą stanowiły centralny magazyn plików w domu. Zapotrzebowanie na takie urządzenia powinno zwiększać się wraz z upowszechnianiem się sprzętu cyfrowego nowej generacji (odtwarzacze i kamery HD, odbiorniki telewizji cyfrowej).


Zobacz również