Mortal Kombat - najlepsza krwawa jatka w serii

Mimo że Mortal Kombat głównie gra na naszych wspomnieniach, to w dalszym ciągu restart marki potrafi nas konkretnie zabawić. Do tego należy dodać niezwykle doszlifowane elementy wizualne, zawartość gry oraz hektolitry krwi.

Mortal Kombat nie jest dla wszystkich. Krew lejąca się wiadrami, brutalne "Fatality" czy też piersi o rozmiarach sterowców występujące u kobiecych postaci, mogą irytować lub też bawić. W pewnym stopniu, Mortal Kombat uderza w te same punkty, w które uderzyła pierwsza część gdy ukazała się na automatach. Jednak finalnie, łatwo mi stwierdzić: to jedna z najbardziej wciągających gier walki, w które grałem od czasów Street Fighter IV.

Co zaskakujące, fani tego tytułu trzymają się z nim na dobre i na złe. Nawet, gdy gra zaczęła tracić na znaczeniu; nawet, gdy filmowa marka umarła (Dziękujemy MK: Annihilation); i nawet, gdy oryginalna drużyna deweloperska się rozpadła - fani dalej tam byli i w dalszym ciągu wspierali markę, choć wypuszczano coraz bardziej absurdalne produkty. Dla tych ludzi, Mortal Kombat będzie cudem zesłanym z niebios, będzie oazą na środku pustyni średniości i powrotem do formy.

Jeżeli jeszcze nie wiecie, to Mortal Kombat - nazwany dokładnie tak samo jak pierwsza część - zagrywa kartę "zróbmy wszystko od nowa". Zupełnie jak w przypadku filmów pokroju Rambo, Szybcy i Wściekli czy też Star Trek, ten nowy MK jest "sequelem, który tak naprawdę sequelem nie jest".

Mając na względzie tę formułę, historia w Mortal Kombat zaczyna się dokładnie tam, gdzie kończy się fabularna strona MK: Armageddon. Raiden, mający zginąć z rąk Shao Khana wysyła wiadomość w przeszłość do młodszego siebie. Wiadomość ta zawiera wszelkie informacje dotyczące tego, co się wydarzy i kto ma szanse zniszczyć cały świat. Fabuła zawija zatem z powrotem do pierwszej odsłony gry i Raiden zaczyna starać się zmienić przyszłość, by zapobiec katastrofie.

Fabuła jest absurdalna i niepotrzebnie pogmatwana, zupełnie jak w przypadku poprzednich części Mortal Kombat, jednak w jakiś sposób także interesująca. Jakby chciało się zobaczyć co się stanie dalej. Innymi słowy: jest to seria walk, podzielonych cutscenkami, z całością historii podzieloną na akty - każdy koncentrujący się na prowadzącej postaci.

Story Mode można przejść w około 5 godzin, a Mortal Kombat od czasu do czasu rzuca nam jakąś ciekawą walkę, byśmy mogli odpocząć od monotonii. Najtrudniej było z finałowym bossem, w zasadzie tak trudno, że człowiek zastanawia się czy aby gra nie oszukuje delikatnie na niekorzyść gracza.


Zobacz również