Można już próbować "wypisać" się z wyszukiwarki Google

Firma Google udostępniła formularz, który pozwala osobie prywatnej złożyć wniosek o usunięcie wskazanych pozycji z wyników wyszukiwania.

Kilkanaście lat temu Hiszpan Mario Costeja González zalegał z opłatami za ubezpieczenie społeczne. Koniec końców jego dom został zlicytowany, o czym poinformował jeden z hiszpańskich dzienników. Kilka lat później informacja o tym wydarzeniu zamieszczona została przez dziennik również w Internecie, co było równoważne z tym, że nazwisko mężczyzny pojawiać się zaczęło w wyszukiwarce Google wraz z niepochlebną dla niego informacją o zaleganiu z opłatami.

Costeja zwrócił się do gazety z prośbą o usunięcie wspomnianej informacji tłumacząc, że uregulował zaległości. Nie spotkał się ze zrozumieniem, więc zwrócił się w tej sprawie również do Google. Tutaj również nic nie zdziałał więc w końcu zdecydował się na zgłoszenie sprawy hiszpańskiemu odpowiednikowi naszego GIODO (Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych), który uznał, że gazeta nic nie musi robić, zaś Google zobowiązał do usunięcia pojawiających się w wyszukiwarce spornych danych.

Z kolei Google odwołał się od tej decyzji do hiszpańskiego sądu. Ten zaś przekazał sprawę do unijnego Trybunału Sprawiedliwości z prośbą o opinię na temat tego, czy internauci mają prawo żądać od Google usunięcia swoich danych.

13 maja Trybunału UE wydał orzeczenie uznając w nim, że w pewnych okolicznościach, jeżeli internauta zechce, Google musi usunąć z wyników wyszukiwania pozycje zawierające jego imię i nazwisko.

Google udostępnia formularz

Oczywiście decyzja ta jest bardzo nie na rękę firmie Google. Postanowiła ona jednak podjąć współpracę z UE, co potwierdziła udostępniając formularz "Wniosek o usunięcie wyników wyszukiwania zgodnie z europejskim prawem z zakresu ochrony danych osobowych".

"Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej niedawno uznał, że niektórzy użytkownicy mogą wnioskować o usunięcie z wyników wyszukiwania pozycji zawierających ich imię i nazwisko, jeśli wyniki te są „niewłaściwe, niestosowne czy też nadmierne w stosunku do celów, dla których są one przetwarzane”. W związku z tą decyzją wszystkie prośby będziemy rozpatrywać indywidualnie, aby chronić prywatność osób, a jednocześnie nie naruszać praw o dostępie do informacji publicznej lub ich udzielaniu. W celu rozpatrzenia prośby weźmiemy pod uwagę, czy wyniki wyszukiwania zawierają przestarzałe informacje, czy wzrosło publiczne zainteresowanie tymi informacjami – np. czy dotyczą nadużyć finansowych, nieprawidłowości w pracy zawodowej, postępowania karnego albo publicznego zachowania przedstawicieli rządowych." - tłumaczy Google.

Do wypełniania wniosku potrzebny jest skan ważnego dokumentu ze zdjęciem. Obecnie niestety nie wiadomo ile będzie trwało jego rozpatrywanie. Wiemy już jednak, że ma w tym pomagać zespół doradców składający się z ekspertów z zakresu prawa, filozofii i internetu.

Duże kontrowersje

Warto zauważyć, że tzw. "prawo do bycia zapomnianym" niesie ze sobą również pewne zagrożenia. Można bowiem sobie wyobrazić, że teraz do Google zaczną napływać masowo wnioski, wśród których znajdą się również wnioski od przestępców chcących usunąć z Internetu wszelkie informacje o ich przeszłości. Podobno w Wielkiej Brytanii zamierza z tej możliwości skorzystać polityk, który został skazany za posiadanie dziecięcej pornografii.

___________________

Co o tym sądzicie?


Zobacz również