Mubarak odszedł. Ile było w tym Facebooka?

Były prezydent Egiptu Hosni Mubarak zrezygnował z urzędu na skutek 18-dniowych, masowych protestów opozycji. Dlaczego rewolucja się powiodła? Dzięki serwisom społecznościowym - mówią analitycy.

Po osiemnastu dniach burzliwych protestów, rządzący w państwie od 30 lat Hosni Mubarak zrezygnował z urzędu prezydenta. W czasie niepokoju władze starały się zablokować serwisy Facebook i Twitter. Służyły one jako kluczowe narzędzie komunikacji i planowania działań opozycji.

Prezydent USA Barack Obama, w przemówieniu do Egipcjan, zwrócił uwagę na rolę technologii w zwycięskiej rewolucji. Amerykański przywódca pochwalił protestujących za kreatywność, talent i umiejętność wykorzystania komunikacji internetowej w podjętych działaniach.

Nie sądzę, by Mubarak zrezygnował z urzędu, gdyby nie było narzędzi społecznościowych - powiedział Brad Shimmin, główny analityk Current Analysis. - Myślę, że władze chciały, by wszystkie oczy odwróciły się od rewolucji, ale próba rozprawienia się z dostępem do Internetu nie powiodła się. W związku z tym, Mubarak i jego podwładni wiedzieli, że nie ma już innego wyjścia, jak tylko ustąpić.

Aktywiści spotykali się głównie na Facebooku, a zwłaszcza na stronie "We are all Khaled Said" zachęcającej do protestów, które przerwać mogłyby jedynie wolne wybory. Jej nazwa odnosi się do postaci 28-latka, który zmarł ciężko pobity przez egipską policję.

Badacze podkreślają, że serwisy społecznościowe nie służyły tylko do wyrażenia frustracji i smutku. Użytkownicy planowali konkretne działania i szybko przenosili je z Internetu na ulice egipskich miast.

Wirus rewolucji rozprzestrzenia się w kolejnych krajach północnej Afryki. Reporterzy londyńskiego "The Telegraph" informują, że w Algierii - drugim największym państwie na tym kontynencie - trwają zamieszki i społeczny niepokój. Pierwszym działaniem podjętym przez władze była próba odcięcia mieszkańców od serwisów społecznościowych.


Zobacz również