Muniek Staszczyk: "Internet to medium dla mentalnych onanistów"

"Niektórzy internauci to tacy 'potajemni bohaterowie', którzy czują sie dobrze jak anonimowo na kogoś nabluzgają" - mówi w rozmowie z PCWK Online Muniek Staszczyk, lider i wokalista rockowego zespołu T-Love.

PCWK Online: Powiedz, jakiego komputera używasz?

Muniek Staszczyk: Powiem szczerze: nawet nie wiem. Używam komputera, który mój syn dostał w prezencie. Ostatnio był nawet polepszany. Wydaje mi się też, że korzystamy z systemu Windows 2000. Używam komputera ale nie podniecam się jego możliwościami, mocą procesora i innymi takimi rzeczami. Powiem brutalnie: mam to gdzieś. Wiem, jak szybko się to wszystko zmienia. Ta branża jest taka, że jeżeli chcesz mieć nowoczesny sprzęt musisz w niego inwestować na okrągło. Ja komputera używam do sprawdzenia pogody w Internecie, przeczytania maili czy newsów - chociaż te ostatnie raczej rzadko. Wolę przeczytać gazetę. Wchodzę też na stronę fanklubu zobaczyć, co mówią o nas fani.

Muniek Staszczyk

Zygmunt "Muniek" Staszczyk: urodzony 5 listopada 1963 roku w Częstochowie. Absolwent IV Liceum Ogólnokształcącego oraz wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Założyciel i lider znanego rockowego zespołu T-Love (początkowo zwanego T-Love Alternative).

Przed założeniem zespołu, Staszczyk udzielał się między innymi jako wokalista zespołu Atak (inna nazwa - Opozycja). Uczestniczył albo wciąż uczestniczy także w innych projektach muzycznych - między innymi Paul Pavique Movement, Rege Inna Polish Stylee, Szwagierkolaska. Razem z muzykami zespołu Habakuk wykonywał również covery największych polskich i światowych przebojów muzyki punk i reggae.

Oprócz działalności muzycznej, Muniek jest również autorem książki "Dzieci Rewolucji", tomiku poezji "Gandża".

Jakie są Twoje ulubione strony?

Muniek Staszczyk: Nie ma chyba takich. Jako stronę startową mam ustawiony Onet ale jest to chyba raczej dzieło przypadku. Surfuję dosyć mało, Internet mnie nie kręci. Wiesz, kiedyś przypadkowo kliknąłem na jakąś reklamę strony o tematyce seksualnej czy też porno. Oczywiście otworzyło mi się ich bez liku itp. Może jestem starej daty, ale jeżeli chodzi o wirtualne przeżycia to generalnie wolę je w rzeczywistym życiu. Podobnie jest z różnymi komunikatorami, forami czy czatami. Ja wolę człowiekowi spojrzeć w oczy, face to face, porozmawiać na żywo. Korzystam więc z absolutnego minimum, chociaż doceniam siłę Internetu czy komputerów.

Powiedziałeś, że odwiedzasz stronę fanklubu. Śledzisz opinie na temat T-Love w Internecie? Z jakimi się spotykasz?

Muniek Staszczyk: Pewnie, że śledzę. Opinie są oczywiście rozmaite. Czasami wydaje mi się, że wzbudzamy niezdrowe kontrowersje. Jedni mówią: "Co za badziewie, po co oni w ogóle grają", inni - "super zespół" itp. Internet jest na tyle wolny, że każdy może wyrazić swoje zdanie. Czasami wydaje się, że jest to trochę medium dla takich mentalnych onanistów, którzy mogą ci napisać, za przeproszeniem, "o ty ch..." a prosto w oczy nigdy Ci tego nie powiedzą. To tacy potajemni bohaterowie, siedzący za swoimi komputerami, którzy czują sie dobrze jak anonimowo na kogoś nabluzgają. Oczywiście, mamy wolność i nie zabraniam im tego.

Co sądzisz o ludziach wymieniających się muzyką w Internecie i o pomyśle dobrowolnej opłaty rekompensacyjnej? To dobry pomysł?

Muniek Staszczyk: To chyba za poważne pytanie, żeby odpowiedzieć na nie "Tak" lub "Nie". Musiałbym to dokładnie przemyśleć. W sumie 4 czy 5 złotych to nie jest dużo, ale czy ma to sens? Nie wiem. My zawsze jesteśmy w tej kwestii "hojni". Staramy się, żeby nasi fani, ludzie, którzy interesują się zespołem mieli dostęp do niepublikowanych na innych nośnikach materiałów, nagrań z koncertów. Wydaje mi się, że wymiany muzyką w Internecie nie da się powstrzymać. Tak teraz wygląda świat. Sądzę, że można podzielić ludzi na tych, którzy chodzą do sklepów i kupują płyty - są to generalnie ludzie trochę starsi, z mojego pokolenia. Druga grupa to dzieciaki, które mają zupełnie inne jazdy. Zgrywają empetrójki, robią sobie składanki. Muzyki słuchają z iPoda czy jakiegoś odtwarzacza MP3. Nie interesują ich całe płyty. Nie osądzam ich. To zupełnie inne pokolenie. Jako muzyk mogę powiedzieć, że fajnie by było, gdyby artyści zarabiali na sprzedaży płyt ale nie można się obrażać na rzeczywistość. Są oczywiście zespoły, które nadal sprzedają masę albumów, U2 czy Coldplay ale to zupełnie inna skala. David Bowie powiedział chyba z 15 lat temu, że muzycy nie będą już zarabiać na sprzedaży płyt tylko na graniu koncertów. Być może to właśnie się dzieje. Pewnie w przyszłości płyty nie będą żródłem dochodów a jedynie informacją dla odbiorców, że artysta żyje i nagrywa. Co do wymiany w Internecie, to nie mam na to w ogóle wpływu. Pęd ludzi do wiedzy i rozwój techniki jest zbyt duży, żebym ja, Muniek Staszczyk, starał się go wyhamować.

Jak oceniasz inicjatywę niektórych amerykańskich zespołów, które na swoich stronach zamieszczają informacje jak ominąć zabezpieczenia na płytach?

Muniek Staszczyk: Amerykański rynek jest specyficzny. Tam wiele osób kupuje płyty w Internecie, często z tego powodu, ze po prostu nie chce im się wyjść z domu. U nas jest spora scena klubowa, która w bardzo dużej części opiera się na utworach pobranych z Internetu. Jeżeli chodzi o zespoły takie jak na przykład Bajm - są one w zupełnie innej sytuacji. T-Love jest gdzieś pomiędzy. Część naszych fanów kupuje płyty, część nie. Nie wiem ile sprzedam egzemplarzy nowej płyty, fajnie jakby było tego sporo, ale chodzi o to, żeby grać koncerty.

Czy udzielasz się w internetowych dyskusjach na temat zespołu?

Muniek Staszczyk: Jeżeli taka dyskusja odbywa się na stronach naszego fanklubu to czasami się wtrącam. Zawsze występuję jako Muniek, bez żadnej ściemy. Jeżeli ktoś ocenia jakieś wydarzenie a ja się z tym nie zgadzam, to zdarza mi się odpisać, że według mnie było inaczej. Jeśli jednak widzę dyskusję na temat jakiegoś utworu, to nie wtrącam się. Każdy może mieć przecież swoje zdanie a muzyka nie musi się podobać każdemu. Zresztą to, ze powiem o jakimś kawałku, że jest dobry, nie zmieni faktu czy jest on rzeczywiście niezły lub nie. Muzyka powinna bronić się sama.


Zobacz również