Muzyka i filmy w sieci. Biznes a użytkownicy

5 marca w warszawskim Centrum Nauki Kopernik z inicjatywy ministra administracji i cyfryzacji, Michała Boniego, zorganizowany został Kongres Wolności w Internecie. Jeden z tematów kongresu dotyczył roli biznesu w zapewnieniu powszechnego dostępu do dóbr kultury w sieci.

Na Kongresie Wolności w Internecie dyskutowano m.in. o nowych modelach biznesowych w sieci.

Kontynuacją sesji dyskusyjnej o reformie prawa autorskiego był panel pod hasłem "Otwarty dostęp i biznes w sieci". Wzięli w nim udział Piotr Lipiński (reporter, selfpublisher książek elektronicznych), prof. Marek Niezgódka (matematyk, inicjator projektu Biblioteki Wirtualnej Nauki), Grzegorz Wójcik (dyrektor generalny Grupy Allegro) i Michał Wroczyński (prezes Fido Intelligence). Rozmawiali o modelach dostępu do zasobów (i jakie modele mogłyby się sprawdzić w Polsce) oraz o roli biznesu i sektora publicznego w zapewnianiu dostępu do zasobów.

Poniżej wybrane wypowiedzi dyskutantów:

Piotr Lipiński: Nie ma sensu walczyć z piratami. Trzeba próbować zrobić biznes mimo tego i próbować zarobić. Nie widzę problemu z tym, że ktoś wrzuci mojego e-booka do sieci: jedni za niego zapłacą inni nie. Ściąganie z sieci to wykroczenie, ale zdarza się każdemu. Można je porównać to przekraczania prędkości. Na szybką jazdę istnieje przyzwolenie społeczne. Problem powstaje wtedy, gdy ktoś robi to notorycznie. Tak samo problemem jest, gdy ktoś korzysta wyłącznie ze źródeł pirackich do zdobywania zasobów.

Wielu z nas mnóstwo rzeczy pozyskiwało w ten sposób, ale z roku na rok robimy to coraz rzadziej, m.in. dzięki temu, że wydania cyfrowe są bardziej dostępne. Sądzę, że przyzwolenie na piractwo będzie istniało, ale będzie coraz mniejsze.

Prof. Marek Niezgódka: Chciałbym podejść do tematu z punktu widzenia edukacji. Wiedza jest dobrem publicznym, nie towarem. Dzielenie się wiedzą nic nikomu nie zabiera. Jeśli ochrona dzieła byłaby doskonała i jakaś publikacja nie uzyskałaby kontynuacji (dzielenia się), znikłby cały sens wydawania dzieła naukowego. Dzięki wielokrotnemu wykorzystywaniu powstają dzieła pochodne, rozwijające dzieła wcześniejsze.

Powstaje pytanie, jaką stworzyć kulturę dzielenia się wiedzą w miejsce kultury ochrony zawartości. Wiem, że mówię w sposób skrajny, ale jeśli myśleć o efektach działalności naukowej, to ich istotą jest propagacja. Sam efekt publikowania powinien zachęcać do wyników publikacji i tworzenia dalszego ciągu.

Michał Wroczyński: Używamy terminów stworzonych przez lobbystów. Ja się nie zgadzam ze słowem "piraci". Wyjdźmy poza ten dyskurs i pomyślmy zupełnie w inny sposób. Kradzież oprogramowania to nie jest kradzież samochodu. To nie jest kradzież - powstaje nowa kopia.


Zobacz również