Muzyka w wersji XXL

Deja Vrooom zespołu King Crimson to dla fanów zakup obowiązkowy, a dla tych, którzy nie znają tej muzyki, świetna okazja, by nadrobić zaległości.

Deja Vrooom zespołu King Crimson to dla fanów zakup obowiązkowy, a dla tych, którzy nie znają tej muzyki, świetna okazja, by nadrobić zaległości.

Promująca album Thrak trasa koncertowa King Crimson z 1995 roku była wydarzeniem niezwykłym. Prezentowana muzyka łączyła elementy minimalistyczne, które dominowały w brzmieniu formacji z lat osiemdziesiątych, z niemal thrashmetalową dynamiką i industrialnymi brzmieniami - wszystko w perfekcyjnym wykonaniu i okraszone sporą dawką jazzowej improwizacji. Zespół, zawsze znany z muzycznej ekstrawagancji, funkcjonował w tym okresie w składzie sześcioosobowym: dwóch perkusistów, dwóch gitarzystów i dwóch basistów. Takie określenie ról poszczególnych członków jest zresztą dużym uproszczeniem: basiści (Tony Levin i Trey Gunn) obsługiwali wszelkie instrumenty strunowe odpowiedzialne za dolne rejestry; perkusiści (Bill Bruford i Pat Mastelotto) dysponowali gigantycznymi zestawami, z których jeden w znacznym stopniu składał się z elementów elektronicznych, pozwalających na zaawansowane konstrukcje harmoniczne; gitarzyści (śpiewający Adrian Belew i lider zespołu Robert Fripp) korzystali zaś z brzmień opartych na elektronice.

Zespół mieliśmy okazję oglądać w Warszawie, w czerwcu 1996 roku. Prezentowany w tym okresie repertuar składał się w większości ze świeżych kompozycji, wzbogaconych kilkoma wcześniejszymi utworami. Ich dokonania zostały szeroko udokumentowane: poza porcją nagrań studyjnych wydano też podwójny album koncertowy 'B'Boom: Live in Argentina', a nagrania na żywo z Meksyku udostępniono w Internecie. Krótko po zakończeniu trasy ukazała się też taśma VHS z zapisem występów w Japonii zatytułowana Live In Japan. Omawiana płyta DVD opiera się na tym samym materiale, jest więc świetna okazja do porównań.

Koncert przedstawia się niezwykle interesująco. Przede wszystkim odpowiada za to bardzo "gęsta" muzyka: złożone, urozmaicone brzmieniowo kompozycje (rozbudowane instrumentarium nie służy bynajmniej za rekwizyt) i niesamowity wprost poziom wykonania. Wzbogacenie dźwięku obrazem pozwala jeszcze bardziej docenić ten aspekt: fascynujące jest obserwowanie, jak w swobodny i pozbawiony wysiłku sposób ta szóstka przelatuje przez niezwykłe meandry utworów. Scena, mimo skąpych efektów specjalnych, prezentuje się okazale - dwie wielkie perkusje, pomiędzy nimi profesor Fripp z gitarą podłączoną do skrzynki efektów ponadmetrowej wysokości, po lewej Gunn ze swoimi wielostrunowymi wynalazkami, po prawej rozstawiony kontrabas i basówki Levina, a pośrodku dynamiczny Adrian Belew. Szczególnie efektownie prezentuje się para Bruford - Levin, ich zagrania ciągle napędzają puls muzyki. Koncert nie był doświetlany, przez co udało się zachować naturalny klimat całego wydarzenia. Praca kamer została poprowadzona z dużym wyczuciem dramaturgii muzycznej.

Sam koncert znam ze wspomnianego wcześniej wydawnictwa VHS. Śmiało mogę jednak powiedzieć, że wersja DVD wprowadza zupełnie nową jakość. Oglądanie koncertów z magnetowidu to zajęcie często interesujące, ale u zarania skażone niedostatkiem: jakość dźwięku jest zdecydowanie niższa od tej, do której przywykliśmy w wypadku płyt kompaktowych. Na DVD zarówno jakość obrazu, jak i dźwięku jest bardzo wysoka, a systemy dookólne wprowadzają dodatkowy stopień realizmu. Mamy niemalże poczucie rzeczywistego uczestniczenia w koncercie.

Omawiane wydawnictwo, mimo paru niedociągnięć, jak na przykład niewygodna obsługa menu, jest przygotowane pod tym względem bardzo ciekawie. Do wyboru mamy dźwięk AC-3 lub DTS, jeśli zaś w ogóle nie dysponujemy systemem surround, to mamy do dyspozycji sygnał dwukanałowy. W utworze Vrooom Vrooom możemy dowolnie wybrać kamerę i oglądać w akcji tego akurat muzyka, którego partia wydaje się szczególnie interesująca (w kilku innych utworach mamy do wyboru dwie kamery). Co więcej, po dokonaniu wyboru ścieżka audio wybranego instrumentalisty zostanie przesunięta do głośnika centralnego - odnosimy więc wrażenie, jak gdybyśmy podeszli do muzyka.

Poza koncertem mamy też na płycie ciekawe dodatki: przepojone specyficznym humorem komentarze Roberta Frippa, szefa zespołu, o jego długoletniej historii; amatorskie filmy z pobytu zespołu w Japonii, zdjęcia oraz możliwość złożenia własnej wersji najsłynniejszego utworu grupy, 21st Century Schizoid Man ze ścieżek nagranych w różnych okresach - od roku 1969 do 1996.


Zobacz również