NEP à rebours

Zrobiono kiedyś brutalny eksperyment, wychowując małe kocięta w otoczeniu wyłącznie pionowych linii. Okazało się, że jako dorosłe koty nie widziały one w ogóle linii poziomych, tak jakby te nie istniały. Podobno Pigmeje, żyjący na sawannie, gdzie właściwie jest tylko jedna jedyna pozioma linia horyzontu, przeniesieni do nowoczesnego miasta czują się tam nieswojo, bo nie postrzegają dominujących linii pionowych. Podobnie rzeczy z otaczającego nas świata, które widzimy codziennie, po jakimś czasie tak powszednieją, że ich już nie rejestrujemy. Dopiero przerwa spowodowana zmianą otoczenia może z powrotem przywrócić ostrość widzenia. ale trwa to jakiś czas.

Zrobiono kiedyś brutalny eksperyment, wychowując małe kocięta w otoczeniu wyłącznie pionowych linii. Okazało się, że jako dorosłe koty nie widziały one w ogóle linii poziomych, tak jakby te nie istniały. Podobno Pigmeje, żyjący na sawannie, gdzie właściwie jest tylko jedna jedyna pozioma linia horyzontu, przeniesieni do nowoczesnego miasta czują się tam nieswojo, bo nie postrzegają dominujących linii pionowych. Podobnie rzeczy z otaczającego nas świata, które widzimy codziennie, po jakimś czasie tak powszednieją, że ich już nie rejestrujemy. Dopiero przerwa spowodowana zmianą otoczenia może z powrotem przywrócić ostrość widzenia. ale trwa to jakiś czas.

Tak się złożyło, że przez ostatnie dziewięć lat mieszkałem po za Polską. Staram się ją jednak odwiedzać przynajmniej raz na rok. W czasie niedawnego pobytu zdałem sobie po raz pierwszy sprawę z chaosu estetycznego, jaki zapanował w kraju. Nie myślę tu akurat o wesołej palmie z warszawskiego skrzyżowania im. generała de Gaulle'a, bo choć przeniesiona z zupełnie innej bajki, jednak jest ona konsekwentna w swej stylistyce realizmu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości: gdyby w naszym klimacie udawało się hodować palmy, to kto wie, czy podobnymi okazami nie byłyby ocienione liczne polskie ulice. Jest zastanawiające, jak wielu ludziom palma przeszkadza, niczym przysłowiowe źdźbło w oku, a nie widzą oni olbrzymich wideł bałaganu estetycznego gdzie indziej. Bałaganu, który opanował przede wszystkim ściany domów, pokrytych wszędzie, gdzie się tylko da, nachalnymi reklamami.

Nie byłoby nic złego w wykorzystaniu przestrzeni publicznej do informowania obywateli o możliwościach, jakie stwarza im realny kapitalizm: nabywania dóbr wszelakich, korzystania z usług rozmaitych, inwestowania w świetlaną przyszłość, dbanie o zdrowie i wygląd, popieranie uczciwych polityków, a nawet picie i palenie. Choć te ostatnie raczej bogacą państwo kosztem zdrowia społeczeństwa. Niestety, forma, w jakiej przyszło nam otrzymywać owe przekazy reklamowe, jest przerażająca. Przerażająca, gdyż - niestety - reklamy są wykonywane za pomocą nowoczesnych technik komputerowych (cyfrowych) bez żadnego szacunku dla tradycyjnego ładu estetycznego naszej strefy kulturowej. Komputery mają bowiem to do siebie, że nie stwarzają żadnych barier. Także estetycznych.

Myślę, że warto tu przypomnieć historię polskiej szkoły plakatu, kiedyś uznawanej w świecie za przodującą. Działo się to w czasach siermiężnego socjalizmu gomułkowskiego. Plakaty drukowano na papierze pewnie tylko o klasę lepszym niż pakowy: brunatnym, nierównym i ponurym. Tymczasem reszta świata wykorzystywała kredówkę najlepszego rodzaju, o której polscy artyści mogli tylko marzyć w snach, bo nawet zobaczyć rolę w drukarni było trudno (kreda szła na dzieła klasyków marksizmu). A jednak owa reszta świata zachwycała się polskimi plakatami, bo były takie inne, ekologiczne i rustykalne. Na każdym biennale wyróżniały się i wybijały z kolorowego tłumu. Dziś plakaty wiszące na billboardach w Polsce są drukowane tak jak wszędzie na świecie i taką samą technologią, tyle tylko, że ich projektanci nie stosują żadnych subtelnych kolorów. Najdobitniej pokazała to kampania prezydencka: bialo-czerwono-niebieskie, czasami z dodatkiem pomarańczowego, bo to taki modny kolor w tym sezonie. Zgroza!

Podobnie rzecz ma się z typografią w reklamie. Wprawdzie znikły już potworki w rodzaju etykietki wody Nałęczowianka (przypominam: kreseczka ł zrobiona z akcentu, ogonek ę jako lustrzane odbicie cedilli), bo ktoś wreszcie je przerobił, ale w dalszym ciągu straszą tu i ówdzie koślawe ogonki, za które - niestety - biorę osobiście odpowiedzialność. Jeszcze na początku października na warszawskim placu Konstytucji można je było zobaczyć na płocie ogródka pubu U Szwejka, choć minęło już 15 lat, od kiedy, przyznaję ze skruchą, skopałem ogonek w kroju Futura Bold.

Na moje usprawiedliwienie mogę dodać, że krój przeznaczony był wyłącznie do drukowania tzw. żywej paginy w stopniu 10 punktów w dawno zapomnianym tygodniku "Spotkania". Gdybym wiedział, jak długo ów garb na ogonku będzie mnie straszył na ulicach, to bym się bardziej do niego przyłożył.

Myślę, że nadeszła już pora, aby ogłosić polski NEP. Oryginalny NEP (Novaja Ekonomiczeskaja Politika) wprowadzono w roku 1921, aby uratować rewolucję rosyjską przed nieuniknionym bankructwem oraz nadchodzącym głodem http://pl.wikipedia.org/wiki/NEP . Zaowocował on nie tylko chwilową poprawą na rynku, ale także rozkwitem sztuki, bo artyści muszą najpierw najeść się, nim zaczną tworzyć arcydzieła. Nasz NEP (Novyj Esteticzeskij Pariadok), czyli Nowy Estetyczny Porządek, należy ogłosić natychmiast, aby jeszcze zdążyć uratować polskie miasta, wsi i przysiółki od zalewu tandety graficznej. Powinniśmy zrobić to w naszym piśmie, bo nowy ład musi być cyfrowy, jak przystało na XXI wiek. Pewnie trzeba będzie zacząć od podstaw: ograniczyć ustawą paletę dopuszczalnych kolorów, zakazać powielania obcych nam trendów typograficznych (rzygam, kiedy na plakacie widzę kolejny zestaw Futura Bold + pochyły Garamod), szeroko propagować swojskie pasiaki i parzenice.

Nie wiadomo tylko, kto mógłby stanąć na czele naszego estetycznego Czeka. Feliks Edmundowicz http://pl.wikipedia.org/wiki/Feliks_Dzierżyński , zwolennik NEP-u, niestety, nie pozostawił potomków. Na szczęście wrogów nowego ładu będziemy mieli gdzie zesłać. Na zachód. Niech pracują, psując tamtejszy ład estetyczny. Technologię już opanowali, więc pracę w Unii Europejskiej dostaną bez problemów. Przeciwnikom rodzimej, narodowej estetyki mówimy stop. Już dziś!


Zobacz również