Na marginesie wizyty Kevina Mitnicka

Książkę Kevina Mitnicka czyta się z wypiekami na twarzy i rosnącym przerażeniem. Okazuje się, że sprawny socjotechnik jest w stanie wykorzystać naturalne luki w bezpieczeństwie, wynikające z zakodowanych od tysięcy lat odruchów i norm społecznych, nakazujących elementarną ufność wobec innych, szacunek dla drugiego człowieka, życzliwe zrozumienie dla jego problemów.

W świecie, w którym sam się obracam, wykorzystanie ufności drugiego człowieka do własnych celów jest wysoce naganne. Nie musi być ono nawet związane z przestępstwem - wystarczy, aby było nieetyczne, by w razie zdemaskowania stało się przyczyną infamii dotykającej taką osobę. Powiedzieć o kimś, że w dobrym towarzystwie nie podaje mu się ręki, jest wyrazem najwyższego potępienia.

Kevin Mitnick wykorzystywał tę ufność wielokrotnie. To, iż jest on przestępcą "skruszonym", nie zmienia moralnej oceny jego działań, choć nawrócony grzesznik cieszy ponoć Stwórcę bardziej niż niejeden święty. Jeśli teraz odkupuje swoje grzechy najwyższej próby fachową wiedzą, korzystajmy z niej, ucząc się, że jako ułomni ludzie jesteśmy bezbronni. Nie rozumiem jednak zachwytu, z jakim autor jest witany w środowisku, tak jak nie rozumiałem nigdy masowych akcji poparcia dla Mitnicka wtedy, gdy siedział w więzieniu, jakby był ludowym bohaterem.

Nie wiem, jakie skutki przyniesie opublikowanie tej książki. Czy w większej mierze wykorzystają ją potencjalni hakerzy, czy też ludzie odpowiedzialni za systemy bezpieczeństwa przyłożą się bardziej do ich uszczelniania. Obawiam się, że to pierwsze, że chętniej sięgną po nią "źli faceci" niż "dobrzy faceci". Ludzkiej natury nie da się zmienić, a choć to w dalszym ciągu będzie narażać na szwank poufność informacji, cieszę się z góry, że człowiek pozostanie sobą. Nie chciałbym żyć w świecie, w którym najpierw się do mnie strzela, a potem pyta o nazwisko. Ciągle chcę wierzyć, że jako społeczeństwo nie utracimy nigdy swoistej niewinności.

Jeśli czegoś mi w tej książce zabrakło, to przedmowy jasno tłumaczącej, że nie mamy tu do czynienia z żadną neutralną etycznie grą, że od razu poruszamy się w sferze elementarnych norm moralnych, których naruszanie powinno być bezwględnie potępiane. Te normy narusza choćby stale Andrzej Lepper, demonstrując pogardę dla prawa i danego publicznie słowa. Jeśli przeciw temu protestujemy, to nie możemy także dawać przyzwolenia na socjotechniczne zabawy, bo to nie są zabawy. To naruszenie najżywotniejszych zasad funkcjonowania każdej społeczności. Tak elementarnych, że wiele osób, zwłaszcza młodych, zapomina o ich istnieniu.

Wiecej informacji na temat książki "Sztuka podstępu" znajdziecie pod adresem:

http://www.pcworld.pl/ksiazki/ksiazka.asp?nr=454


Zobacz również