Na skróty - skandalista Wojciech Korkuć

- Nie czuję się mistrzem. Posługuję się intuicją. Lubię coś wymyślić. Jeżeli plakat zawiśnie na ulicy, to jest po wszystkim.

- Nie czuję się mistrzem. Posługuję się intuicją. Lubię coś wymyślić. Jeżeli plakat zawiśnie na ulicy, to jest po wszystkim.

Rodzi się obraz

Najciekawszy, a często najtrudniejszy, jest proces "dochodzenia" do pomysłu. Pracę nad plakatem traktuję jako pewne wyzwanie.

Odpowiedzialność i zazwyczaj krótki termin powodują "adrenalizację" takiego zlecenia. Jest to rodzaj gry z samym sobą. Zdarza się, że dobry pomysł rodzi się już w trakcie pierwszej rozmowy z osobą zamawiającą, która często nie wie, czego chce (warto wtedy ustalić, czego na pewno nie chce). Są też sytuacje, dla których mam opracowanych kilkanaście pewnych propozycji, ale w ostatnim momencie robię zupełnie coś innego. W ten sposób zgromadziłem niezłe archiwum pomysłów w szkicowniku. Jeżeli pomysł jest zaakceptowany, ja też nie mam do niego zastrzeżeń, opada ciśnienie.

<CENTER>

</CENTER>

Meandry prostoty

Późniejsza egzekucja pomysłu jest dla mnie pewnym epigonizmem, ale i dużą przyjemnością. Wiadomo wszak, że bez odpowiedniego warsztatu nie powstałoby żadne dzieło sztuki. Każdy pomysł można zrealizować na wszelkie sposoby, lepiej lub gorzej. To bardzo atrakcyjna faza. Żeby plakat był komunikatywny i zauważalny, musi być jak najbardziej uproszczony. Trzeba się pozbyć wszystkich elementów zbędnych, a przede wszystkim dekoracyjnych.

Odrzeć pomysł z garnituru konwenansów i skupić się na esencji. Ważne, by plakat miał siłę wyrazu, krzyczał, prowokował - tego można się nauczyć.

Próbuję zawsze iść na skróty. W ten sposób dobór środków wyrazu sam się określa: czy robimy fotkę, czy coś "od łapy", potem i tak wszystko trafia do komputera.

<CENTER>

</CENTER>


Zobacz również