Nasze DVD i zwykłe proszki

Prędzej czy później każdy specjalista wpada w rutynę. Ważniakom z branży reklamowej trudno więc zrozumieć, że możemy mieć już dosyć produktów "wiodących na rynku" i bajdurzenia o realistycznym dźwięku... przelatujących statków kosmicznych!

Prędzej czy później każdy specjalista wpada w rutynę. Ważniakom z branży reklamowej trudno więc zrozumieć, że możemy mieć już dosyć produktów "wiodących na rynku" i bajdurzenia o realistycznym dźwięku... przelatujących statków kosmicznych!

My, użytkownicy DVD, jesteśmy szalenie enigmatyczną grupą docelową albo - żeby wyrazić to bardziej fachowo - stanowimy stosunkowo słabo zbadany target. Specjaliści zajmujący się statystyką, osoby odpowiadające za kreację i zakup mediów w agencjach reklamowych oraz producenci sprzętu - wszyscy oni chcieliby wiedzieć, kim jesteśmy, co najbardziej lubimy, a przede wszystkim, jak skutecznie można na nas wpłynąć i przekonać do wyboru konkretnego produktu. Fakty są takie: na początku 2001 r. Ośrodek Badania Opinii Publicznej przeprowadził na losowej próbie 1128 osób powyżej 15 roku życia badania pod hasłem "Wyposażenie polskich domów". DVD uzyskało 4 proc. wskazań, wyprzedzając o jeden punkt procentowy takie osiągnięcia myśli technicznej, jak pralkę-suszarkę i zmywarkę do naczyń. Pomiędzy respondentami deklarującymi posiadanie DVD znaleźli się kierownicy i specjaliści (12 proc.), za nimi absolwenci szkół wyższych (10 proc.) oraz osoby w wieku od 20 do 29 lat. Badanie OBOP-u, niestety, nie uwzględniało dość istotnej różnicy pomiędzy rozbudowanym zestawem kina domowego a zwykłym, komputerowym napędem DVD-ROM. Jest to znaczny mankament, kino domowe kupują prawdziwi pasjonaci filmu, natomiast DVD-ROM to najczęściej propozycja dla ludzi związanych z subkulturą komputerową.

Jedno jest pewne. Mamy fantastyczne hobby, z którego możemy być dumni i, podobnie jak wszyscy hobbyści, na upatrzone urządzenie albo film nie zawahamy się wydać nawet największych pieniędzy. Najlepiej wiedzą o tym spece od reklamy.

Jeśli ktoś pragnie najbardziej realistycznych doznań...

Jeśli ktoś pragnie najbardziej realistycznych doznań...

Film w domu zaczyna pojawiać się coraz częściej - od czasu ekspansji VHS, przed piętnastu mniej więcej laty. Czy pamiętacie karne opłaty za zwrot do wypożyczalni nie przewiniętej taśmy? Od tamtej pory sporo się zmieniło, a wraz z wprowadzeniem DVD można mówić o prawdziwym, cyfrowym pokazie, nie tylko zwyczajnym zaliczeniu tytułu, który zdarzyło się nam przegapić, kiedy wszedł do kin. Gra toczy się o znacznie większe pieniądze, bo wydatek rzędu 10-20 tys. zł związany z zakupem kina domowego - to już poważna decyzja i stąd zapewne wynika, widoczny gołym okiem, wzrost aktywności reklamowej producentów oraz dystrybutorów związanych z tym formatem zapisu. Nie ma ścisłych, standardowych reguł reklamowania DVD za pomocą danego typu haseł, kreacji, czy nośników. Wspólne są tylko dwa, tyleż podstawowe, co oczywiste założenia, że technologia DVD przewyższa analogową lepszą jakością obrazu i dźwięku oraz, po drugie, że zakup DVD automatycznie sytuuje po stronie komfortu i luksusu. Na całym świecie eksponują to prawie wszyscy. Ponieważ znaczna część reklam - zwłaszcza telewizyjnych - powstaje za granicą i jest u nas później adaptowana, zwykle zostają pominięte lokalne różnice upodobań i zwyczajów. Rynek reklamowy w tej dziedzinie jest zastanawiająco homogeniczny, z jednym może wyjątkiem. Chodzi o dość typową w polskich warunkach ofertę reklamową, adresowaną do specyficznej grupy odbiorców, którzy chcą uchodzić za posiadaczy DVD. Jej twórcy zdają się mówić: "Możesz mieć to samo, ale za niższą cenę" (ewentualnie "bądź sprytny" , "po co przepłacać?" etc.). Rynek homogeniczny to rynek nudny i tak jest często postrzegana reklama DVD - jako jednolita i nieciekawa. Obowiązują właściwie tylko dwa trendy. Jeden jako atutową cechę produktu przedstawia tę, która wyróżnia na tle konkurencji jakość doznań wizualnych i dźwiękowych. Najczęstsze są odwołania do realizmu, namacalności i autentyzmu. Trzeba przyznać, że na ogół są to reklamy efektowne i zapadające w pamięć. Oczywiście, nie wtedy, gdy dwudziesty z rzędu producent gwarantuje, że to właśnie jego brzmienie jest najbardziej realistyczne. Poza tym - o jaki realizm chodzi, kiedy chcemy zobaczyć na przykład Piąty element albo kolejny epizod Gwiezdnych wojen? Realistyczne odwzorowanie Jabby takiego, jakim jest w rzeczywistości, albo autentyzm dźwięku, który towarzyszy przelotowi taksówki na wysokości 75 piętra to nonsens.


Zobacz również