Netflix ma gorszy moment?

Marzec nie był dobrym miesiącem dla Netflixa. Stało się coś niespodziewanego: po raz pierwszy produkowany przez tę platformę we współpracy z Marvelem serial został zmiażdżony przez krytyków.

Najlepsze seriale Marvela

Przypomnijmy: „Daredevil” zadebiutowal 2 lata temu i był wymieniany jednym tchem obok „House of Cards” jako jeden z powodów, dla których trzeba subskrybować Netflixa. „Jessica Jones”, chyba jeszcze bardziej niepasująca do obrazu stereotypowego filmu o superbohaterach, mimo wysoko postawionej poprzeczki też zachwyciła.

Zapowiedzi kolejnych produkcji przyjęto więc z entuzjazmem. Następne w kolejce były „Luke Cage” i „Iron Fist”, a potem łączące wątki i bohaterów „The Defenders”.

Zobacz również:

„Luke Cage”? Znowu zupełnie inny niż produkcje Marvela znane z kina, trochę inny niż poprzednie dwa seriale. Ale znowu świetny.

A potem recenzenci obejrzeli pierwsze sześć odcinków „Iron Fist” i w zdecydowanej większości go zmiażdżyli.

Sam nie tak dawno pisałem, że umieszczone koło siebie logotypy Netflix i Marvel są stuprocentową gwarancją najwyższej jakości i „Iron Fista” obejrzę na pewno. Wygląda na to, że się myliłem. Na razie jestem po trzech odcinkach. I na ten moment za najlepszy superbohaterski serial marca uznaję jednak „Legion” stacji FX.

Interaktywny Netflix

Niedługo po miażdżących recenzjach sieć obiegła informacja o pomyśle Netflixa na możliwość wyboru różnych wariantów zakończeń w serialach. Na razie to tylko koncept, nie wiemy na jakim etapie są przygotowania do realizacji, ale też spotkałem się z umiarkowanie pozytywnymi reakcjami. Ja uważam, że to niezły pomysł w przypadku seriali dla dzieci (gdzie zresztą Netflix, zgodnie ze wspomnianymi zapowiedziami, miałby je wprowadzić testowo w pierwszej kolejności).

W przypadku takich flagowych produkcji Netflixa jak „House of Cards” czy „Daredevil” chcę mieć jedną wersję historii, zamkniętą, tak jak to widzieli reżyser i scenarzysta.

I to w zasadzie jest dziwne, bo przecież wyrosłem na grach wideo, interaktywnych historiach, często z więcej niż jednym zakończeniem. A przypadku seriali nie mogę sobie tego wyobrazić.

Co ciekawe, miałem okazję porozmawiać na ten temat z Wojtkiem Smarzowskim, reżyserem znanym między innymi z „Wołynia” czy „Drogówki”. Ostatnio stworzył on krótki film dla platformy ShowMax (właśnie z tej okazji się widzieliśmy) i powiedział mi, że… jako twórca nie miałby nic przeciwko kilku zakończeniom. Co więcej, podobno już dobrych kilka lat temu miał w głowie koncept właśnie takiej historii filmowej z więcej niż jednym finałem. Spodziewałem się, że jako reżyser będzie chciał forsować swoją jedną, jedyną wizję.

Netflix na smartfonach

Inny zakomunikowany światu pomysł Netflixa to osobne wersje seriali na smartfony. Skoro dużo ludzi ogląda ich produkcje na swoich iPhone’ach i Samsungach Galaxy, czemu nie podmienić im niektórych scen na takie, które będą lepiej wyglądać, bardziej pasować do takich ekranów i sposobu odbioru z jego udziałem?

Odważny pomysł. Ale właściwie dlaczego nie?

Netflix w 2017 roku

Nie traktowałbym tych pomysłów jakoś bardzo poważnie. To znaczy nie spodziewałbym się, że zostaną wprowadzone jakieś rewolucyjne zmiany teraz, natychmiast. Ale na pewno firma nie chce bazować wyłącznie na starych, sprawdzonych rozwiązaniach i cały czas eksperymentuje.

A czy wpadka z Iron Fistem będzie sygnałem, że może nie wszystkie kury znoszące złote jajka trzeba zaganiać do pracy 24 godziny na dobę? Zobaczymy, czy opinie krytyków przełożą się na oglądalność. Netflix może ją mierzyć z niesamowitą precyzją i ona jest na pewno ważniejsza niż recenzje w internecie.

A w maju zobaczymy nowy sezon „House of Cards”. Trzymam kciuki, żeby utrzymał wysoką jakość. Ale po tym, co się stało z „Iron Fist”, nie mam już stuprocentowej pewności, że tak będzie.


Zobacz również