Nie lubimy legalnej muzyki?

Polskie e-sklepy muzyczne sprzedające utwory w postaci MP3 wciąż walczą o większą klientelę. Mimo całkiem ciekawej oferty nie udaje im się zdobyć wielkiej popularności. Czy Polacy aż tak bardzo przywykli do kradzieży muzyki z Sieci?

iplay.pl to najstarszy polski sklep oferujący nagrania w postaci cyfrowej. Przez niemal 6 lat działalności zgromadził bazę ok. 1 miliona plików.

iplay.pl to najstarszy polski sklep oferujący nagrania w postaci cyfrowej. Przez niemal 6 lat działalności zgromadził bazę ok. 1 miliona plików.

Od kilku lat przemysł fonograficzny oraz organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi do twórczości audiowizualnej narzekają na spadek dochodów płynących ze sprzedaży nośników z muzyką. Całe odium spada na galopujące piractwo, przyczyniające się do niższej globalnej sprzedaży płyt CD. Jednocześnie rośnie liczba legalnie nabytych za pośrednictwem Sieci utworów, o czym świadczy najnowsze wydanie badania Międzynarodowej Federacji Przemysłu Fonograficznego (IFPI) - Digital Music Report 2009. W ubiegłym roku z muzycznych e-sklepów pobrano ok. 1,4 mld utworów w postaci cyfrowej, co stanowi 24-procentowy wzrost w porównaniu z rokiem 2007. Liczba kompletnych albumów sprzedanych online wzrosła w jeszcze większym stopniu, bo o 36%. Odnotowano również podobną dynamikę wzrostu wpływów ze sprzedaży muzyki cyfrowej - były one w ubiegłym roku o 25% wyższe niż w 2007 r. i wyniosły łącznie ok. 3,7 mld USD. Warto zauważyć, że trend wzrostowy utrzymał się już szósty rok z rzędu.

Tymczasem w Polsce sytuacja jest wręcz odwrotna - kompakty trzymają się zadziwiająco nieźle, a o internetowym sklepie oferującym muzykę do pobrania prosto na dysk komputera mało kto słyszał. A jeśli słyszał, to nie korzysta. W marcu br. ING Bank Śląski opublikował wyniki analizy dokonanej na jego zlecenie przez Millward Brown SMG/KRC, z której wynika, że regularnych zakupów w ten sposób dokonuje niewielki odsetek polskich użytkowników Sieci. Badanie przeprowadzone na tysiącosobowej grupie, złożonej w połowie z internautów, a w połowie z osób bez dostępu do WWW wykazało, że aż 87% polskich internautów w ogóle nie kupuje plików muzycznych w Internecie. 4% czyni to kilka razy w roku, 2% - raz w roku, zaś systematycznych, cotygodniowych zakupów dokonuje zaledwie jeden na pięćdziesięciu Polaków z dostępem do Sieci.

Polacy bez iTunes

W sklepie OnetPlejer muzyka sklasyfikowana jest w 30 głównych kategoriach.

W sklepie OnetPlejer muzyka sklasyfikowana jest w 30 głównych kategoriach.

Dlaczego tak się dzieje? W Polsce działa przecież kilka mniejszych lub większych e-sklepów sieciowych. Śledząc fora internetowych serwisów można jednak dojść do przekonania, że internauci deprecjonują ofertę rodzimych przedsięwzięć, dając jednocześnie dowody, jak niewielką wiedzę mają na ten temat. Część użytkowników wierzy w magię koncernu Apple i należącego doń internetowego giganta iTunes Store (największy na świecie e-sklep multimedialny). Ich zdaniem tylko wejście wielkiego gracza na rodzime podwórko wprowadzi normalność oraz zapewni dostęp do najlepszej jakościowo oferty po konkurencyjnej cenie. iTunes Store PL z muzyką i filmami szybko się jednak nie doczekamy (póki co Polacy mogą kupić jedynie programy na iPhone'a lub iPoda). Dla Apple jest to po prostu nieopłacalne, a nasz rynek zbyt mały, aby poniesione koszty i wysiłek organizacyjny miały szanse zostać zrekompensowane. Tak przynajmniej wynika z dokumentów przedstawionych przez koncern Komisji Europejskiej pod koniec 2008 r.

Rynek polskich sklepów internetowych z muzyką liczy już kilka lat. Pierwsze przedsięwzięcie tego typu pojawiło się nad Wisłą w 2003 r. - mowa o iplay.pl - a rok później przybyli mu dwaj konkurenci: Soho.pl i Melo.pl (ten ostatni działa w ramach portalu INTERIA). W 2005 r. dołączył do nich OnetPlejer. Stosunkowo niedawno ustabilizowaną, wydawałoby się, stawkę uzupełnił sklep Solfa.pl, uruchomiony w listopadzie 2008 r. Trzeba też wspomnieć o usłudze mp3.pl, otwartej w wyniku współpracy Wirtualnej Polski i iplay.pl (obecnie sklep oferuje, zgodnie z nazwą, tylko nagrania w postaci empetrójek, jego funkcjonalność pod tym względem jest więc ograniczona w porównaniu z pierwowzorem), oraz fulmido.pl, należącej również do INTERII platformie dystrybucji multimediów. Przedstawiciele wspomnianych dystrybutorów są jednak zgodni, że rynek jeszcze nie dojrzał do tego, aby można go było porównywać z ofertą podobnych usług działających w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej.

Propozycje współpracy spotykają się z nieufnością ze strony samych artystów, którzy często obawiają się, że udostępnienie muzyki w postaci MP3, choć odpłatne, spowoduje jej szybkie, nielegalne rozprzestrzenienie w Internecie. Piotr Kosiński z Solfa.pl twierdzi, że równie powszechna jest niewiara w powodzenie tej formy sprzedaży w Polsce, czego konsekwencją jest odkładanie przez twórców decyzji dotyczących tej formy współpracy na nieokreśloną przyszłość. Przemysław Danielewski, prezes zarządu firmy iplay.pl, operatora sklepu internetowego o tej samej nazwie, jest jednak odmiennego zdania, przekonując, że muzycy są najczęściej otwarci na współpracę, a przypadki, w których artysta nie zgadzał się na sprzedaż, należą do rzadkości. Więcej problemów stwarzają wytwórnie, w tym również niezależne, stawiając wygórowane warunki w zamian za zgodę na rozpoczęcie współpracy lub w ogóle podchodzą nieufnie do takiego modelu dystrybucji muzyki.

Liderzy

Spośród aktywnych w Polsce e-sklepów wyłania się dwójka liderów: iplay.pl oraz OnetPlejer. Serwisy te mogą pochwalić się znacznie większymi niż u konkurencji zasobami - odpowiednio 1 mln i 800 tys. plików. Użytkownikom z pewnością przypadnie do gustu ich szata graficzna, struktura, sposób nawigacji.

W błędnym kole

Wydaje się, że branża muzyczna ze swą chorobliwą podejrzliwością zabrnęła w ślepy zaułek. Dla artystów, wytwórni fonograficznych i dystrybutorów wszyscy jesteśmy potencjalnymi złodziejami. Podmioty te sądzą, że jeśli uda im się całkowicie zlikwidować piractwo (co jest niemożliwe), to ich dochody od razu wzrosną do niebotycznych wartości. Naiwnie wierzą, że niemożność ściągnięcia muzyki z sieci P2P automatycznie przekłada się na wzrost liczby klientów w e-sklepach z legalną muzyką. Nic bardziej mylnego. Proste zależności w rodzaju "brak 1000 pirackich plików = 1000 nowych klientów w e-sklepie" są wyssane z palca, to tylko pobożne życzenia. Muzyka, jak każda sztuka, nie jest artykułem pierwszej potrzeby, ludzie nie kupują jej tak jak pieczywa czy kiełbasy. Jeśli zabroni się komuś pobrania nielegalnego utworu z Sieci, to wcale nie oznacza, że ten ktoś od razu ustawi się w kolejce po wersję legalną.

W całym tym niezdrowym klimacie wytworzyło się błędne koło. Producenci nam nie ufają, więc udostępniają utwory zabezpieczone przed kopiowaniem i/lub obwarowane licznymi ograniczeniami licencyjnymi. To oczywiście zniechęca kupujących, którzy wolą ściągnąć plik z Sieci, dodatkowo mając do wyboru różne formaty, łącznie z MPC, który zaspokoi wymagania nawet najbardziej wybrednych melomanów. Skoro sprzedaż nie wzrasta, producenci uważają, że to wina piractwa... i koło się zamyka.

Serwis działający w ramach portalu Onet.pl należy pochwalić za profesjonalne podejście do klienta - tuż po zalogowaniu się w sklepie na elektroniczną skrzynkę pocztową bezzwłocznie zaczynają przychodzić powiadomienia o podejmowanych przez użytkownika czynnościach. Gdy wykupuje pakiet punktów, potrzebnych do zakupu utworów, otrzymuje potwierdzenie rozpoczęcia realizacji transakcji; system informuje również o doładowaniu konta odpowiednią kwotą, wreszcie - o potwierdzeniu zakupu. Pomocny w obsłudze sklepu okazuje się udostępniany przez Onet program MediaBar - menedżer pobierania plików uruchamiany bezpośrednio w oknie przeglądarki. Aplikacja wyświetla m.in. listę próbek, które zostały odsłuchane w sklepie oraz informuje o statusie pobierania utworów. Niestety strona sklepu działa wyłącznie w przeglądarce Microsoftu. Za pomocą aplikacji konkurencyjnych nie można nawet przeglądać zasobów serwisu! Ponadto znalezienie odnośnika do sklepu na stronie głównej Onetu graniczy z cudem - dla czystej oszczędności czasu lepiej wpisać plejer.onet.pl od razu w pasku adresu przeglądarki.

Z kolei oferta iplay.pl skierowana jest nie tylko do melomanów, ale również do użytkowników telefonów komórkowych. Oprócz muzyki z witryny można pobrać m.in. dzwonki na komórki (polifoniczne, real music, wideodzwonki), tapety, gry Java. P. Danielewski tłumaczy wybór tego modelu biznesowego w następujący sposób: "W Europie brakuje tak dużego podmiotu jak Apple, który inwestowałby potężne fundusze w rynek muzyczny. Możliwości rozwoju w Polsce są więc związane z operatorami komórkowymi i ich silnym zaangażowaniem w redystrybucję muzyki, a najważniejsze jest dotarcie do klientów na masową skalę (dostęp do nich mają telekomy). Potrzebne na to są wielkie budżety, a tymi dysponują właśnie operatorzy." Zaletą iplay.pl jest m.in. system oznaczeń produktów - już na etapie przeglądania zasobów katalogu użytkownik wie, w jakim formacie zapisane są utwory pochodzące z interesującego go albumu (nad miniaturką okładki płyty widnieje nazwa formatu, np. WMA). Za pewne niedopatrzenie operatora sklepu należy uznać zapis sugerujący, że nie wszystkim artystom w katalogu została przypisana kategoria, czyli gatunek muzyczny. Na szczęście przewidziano system tagów - dzięki oznaczeniom przyznawanym przez samych użytkowników poruszanie się po zasobach iplay.pl jest łatwiejsze.


Zobacz również