Nie mylić z karierą Nikodema

Szczupły Pazura przypomina kwiatowi polskiego biznesu o czasach, kiedy portfele dopiero zaczynały się zaokrąglać. Nowicki jak zawsze - cyniczny i w golfie. Reszta obsady to krewni, znajomi i naturszczycy, wedle najlepszych wzorców wziętych z Piwowskiego.

Szczupły Pazura przypomina kwiatowi polskiego biznesu o czasach, kiedy portfele dopiero zaczynały się zaokrąglać. Nowicki jak zawsze - cyniczny i w golfie. Reszta obsady to krewni, znajomi i naturszczycy, wedle najlepszych wzorców wziętych z Piwowskiego.

Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, że golonka waży kilo dwadzieścia?

Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, że golonka waży kilo dwadzieścia?

Nie, to nie mafia dała pieniądze na realizację filmu. Olaf Lubaszenko i pozostali członkowie ekipy filmowej długo po premierze Sztosa musieli udzielać takiej odpowiedzi. Pojawiały się też pytania, czy to, co oglądamy na ekranie, jest fragmentem nieco zmienionej biografii jednego z najsłynniejszych polskich przestępców. Zainteresowanie mediów tą stroną najnowszej produkcji, debiutującego w roli reżysera Lubaszenki miało swoje podstawy. Nie dość że w filmie wystąpił sam Nikodem S., znany szerzej jako Nikoś, to jeszcze "Wieczór Wybrzeża" z czerwca 1997 roku opublikował taką wiadomość: Ponad pół roku temu na terenie województwa gdańskiego policja zlikwidowała profesjonalną drukarnię fałszywych dokumentów (...) po wydrukowaniu zawartości jednego z komputerów, prokuratorzy ujrzeli... scenariusz filmu Sztos. Na ile można temu wierzyć i co by z tego wynikało, gdyby informacja okazała się prawdziwa - nie ma już chyba znaczenia. W każdym razie Prokuratura Wojewódzka w Gdańsku scenariusz zbadała wnikliwie.

Na niby mamy lata siedemdziesiąte

Autorski tekst Jerzego Kolasy, obecnie wziętego malarza i właściciela Salonu Tatuażu Artystycznego, powstawał przez dziewięć miesięcy. Kolasa, w latach siedemdziesiątych postać dobrze znana w sopockim półświatku, okazał się niezłym dramaturgiem. Kiedy więc pewnego dnia położył przed Olafem Lubaszenko gotowy maszynopis, tamten niemal bez wahania zgodził się przystąpić do realizacji filmu. Pieniądze zbierano przez dwa lata. Canal+, Polsat i Agencja Produkcji Filmowej wyłożyły w sumie około piętnastu miliardów złotych. Naprędce założona firma producencka Sting (Pazura, Kolasa, Lubaszenko) przystąpiła do dzieła i rozległ się pierwszy klaps.

Cała ekipa musiała stanąć na wysokości zadania, mając do dyspozycji zaledwie dwadzieścia osiem dni zdjęciowych. Mimo że wydawało się to niemożliwe, film powstał. Być może dzięki bardzo dobrej atmosferze, jaka panowała na planie. Nie mogło być inaczej, skoro reżyser zaprosił do współpracy pół swojej rodziny i niemal wszystkich przyjaciół. Główną rolę u boku Jana Nowickiego zagrał więc Czarek Pazura. W rolę Markiza, który pomógł przyjaciołom zemścić się na oszuście, wcielił się ojciec Olafa - Edward Linde-Lubaszenko. Pojawiła się też jego matka Asja Łamtiugina. W niewielkich epizodach wystąpili Przemysław Saleta, Janusz Józefowicz, Janusz Stokłosa, Michał Milowicz, Dariusz Kordek.

Wcale nie oszałamiający budżet i niecały miesiąc na kręcenie zdjęć zmusiły Lubaszenkę do posłużenia się najprostszymi rekwizytami markującymi lata siedemdziesiąte. Z lamusa wyciągnięto kilka starych samochodów, w tym jeden z napisem MO, spodnie-dzwony i koszule z kołnierzykami ş la Słowacki. Zdjęcia kręcono w Tczewie, Sopocie, Malborku, Pułtusku i Warszawie. Pałac Kultury tak sfilmowano, żeby nie było widać hotelu Marriott, stoliki z baru mlecznego odszukać było nietrudno. Miłośnicy gierkowskich klimatów nie znajdą w Sztosie dokumentu epoki, bo całość jest ewidentną stylizacją i puszczaniem oka do widza, który powinien zwrócić uwagę na wielką męską przyjaźń. Ach, bo gdyby ktoś nie zauważył - film jest właśnie o tym - i o lojalności. No i jeszcze przypomina starą cinkciarską prawdę, że można ćwiknąć Niemca-inwalidę, ale nie kozaka, w dodatku swojego kumpla. A na kobiety nie ma co liczyć, bo im chodzi tylko o pieniądze.


Zobacz również