Nie tylko Flash

Mimo dominującej pozycji formatu SWF na rynku, Macromedia nie powinna cieszyć się z łatwego zwycięstwa. Konkurencja bowiem pracuje nad własnymi rozwiązaniami.

Mimo dominującej pozycji formatu SWF na rynku, Macromedia nie powinna cieszyć się z łatwego zwycięstwa. Konkurencja bowiem pracuje nad własnymi rozwiązaniami.

Działania firm i organizacji (m.in. Microsoft, Adobe, IBM oraz W3C) zwiastują szybkie i spektakularne powodzenie nowych standardów. Przede wszystkim jednak proponowane formaty lepiej funkcjonują w zróżnicowanym (pod względem wykorzystywanego sprzętu i oprogramowania) środowisku sieciowym.

SVG

Scalable Vector Graphics to relatywnie nowy język opisu grafiki wektorowej, a zarazem najpoważniejszy rywal Flasha. Dlaczego? Był on projektowany, tak by sprostać wymaganiom stawianym przez projektantów i programistów tworzących aplikacje sieciowe. Pozbawiony jest wielu wad, którymi obarczony jest format Macromedii. SVG to język znacznikowy zgodny ze specyfikacją XML. Fakt ten ma duże znaczenie dla jego rozwoju: ponieważ dokumenty SVG mają postać zrozumiałą dla człowieka, łatwo jest je edytować ręcznie. Stosunkowo łatwo (i zarazem tanio) można stworzyć też edytor czy walidator składni dokumentów SVG. Kolejnym argumentem przemawiającym za SVG jest jego otwartość i łatwość rozszerzania. Wszystkie systemy typu back-end czy middleware obsługujące format XML mogą być przystosowane do obróbki (tworzenia, edycji) rysunków zapisanych jako SVG. Język ten doskonale współpracuje z istniejącymi standardami wykorzystywanymi do konstruowania serwisów WWW, takimi jak HTML, języki skryptowe (JavaScript, VBScript), ASP czy XML. Stwarza to nadzieję na pojawienie się dynamicznych, multimedialnych serwisów sieciowych z prawdziwego zdarzenia. Obecnie ich egzystencja zależy od niedoskonałych jeszcze narzędzi, takich jak Flash Generator czy Swift. SVG może wpłynąć na usprawnienie indeksowania zasobów multimedialnych przez wyszukiwarki internetowe. Dzisiaj szybko rosnąca liczba witryn wyposażonych we flashowe animacje skutecznie opiera się próbom indeksowania treści przez mechanizmy wyszukujące. Dokumenty SVG mogą być łatwo i precyzyjnie (znacznie skuteczniej niż np. dokumenty HTML) indeksowane pod kątem treści (tekst, odnośniki do innych dokumentów) czy wyglądu (liczba i rodzaj wykorzystanych w scenie obiektów oraz ich atrybuty) dokumentu. Trudno dziś ocenić, jakie możliwości niesie ten nowy standard. Są już przeglądarki SVG, które poprawnie renderują obrazy statyczne (z uwzględnieniem tekstur, gradientów i przezroczystości), zaś kolejne ich wersje powinny obsługiwać animację i interaktywne elementy sceny. Największe możliwości w tej dziedzinie stoją dzisiaj przed działającymi przeglądarkami internetowymi, mają one bowiem rozbudowane "zaplecze" programistyczne w postaci parsera XML, obsługi języków skrypowych i dostępu do źródeł danych (np. poprzez mechanizm databinding).

VML

VML (Vector Modelling Language) to odpowiedź Microsoftu w walce o dominację na rynku prezentacji internetowych. Po początkowych (niezbyt udanych) próbach wprowadzenia technologii LiquidMotion (służącej podobnie jak Flash do przygotowywania wektorowych animacji na stronach WWW), projektanci oprogramowania z Redmond spróbowali stworzyć swój język na podstawie znanej, sprawdzonej specyfikacji XML. W efekcie powstał język składniowo podobny do SVG: poszczególne elementy sceny oraz wzajemne relacje między nimi opisane są przy użyciu znaczników przypominających nieco te znane z języka HTML. Jakkolwiek początkowo język ten miał służyć do opisu nieskomplikowanych obrazów statycznych (takich jak wykresy czy schematy blokowe), w połączeniu z już istniejącymi technologiami zaimplementowanymi w przeglądarce Internet Explorer (ona to bowiem odpowiada za renderowanie scen VML) okazał się silnym i przydatnym narzędziem. Niestety tworzenie dokumentów VML wymaga od projektanta sporej wiedzy programistycznej oraz biegłej znajomości składni języka, gdyż na razie jedynym, szeroko dostępnym edytorem VML jest... Notatnik. Trudno więc liczyć na dużą popularność tego standardu wśród "rasowych" grafików czy projektantów WWW, warto jednak rozważyć zastosowanie go, gdy zachodzi potrzeba np. graficznej prezentacji danych liczbowych w postaci (animowanego) wykresu czy dynamicznego tworzenia mapy prognozy pogody. Dzięki skutecznemu połączeniu możliwości renderera VML z modelem obiektowym DOM i platformą skryptową przeglądarki oraz zaletami technologii ActiveX (databinding, ADO/RDO) tego typu scenariusze można zrealizować znacznie prościej niż za pomocą Flasha. Należy jednak pamiętać, iż obecnie tylko Internet Explorer prawidłowo obsługuje pliki VML, choć niewykluczone że pojawią się wtyczki do innych przeglądarek (np. Netscape czy RealPlayer).

SMIL

Język ten (smile - uśmiech) od dawna wzbudza emocje w środowisku projektantów WWW i multimediów. Wymóg ustalenia spójnej specyfikacji na potrzeby synchronizacji zdarzeń medialnych w obrębie dokumentu internetowego istniał od czasu, gdy przeglądarki "nauczyły się" obsługiwać pliki dźwiękowe i wideo. Szybko okazało się, że języki skryptowe, takie jak JavaScript, nigdy nie poradzą sobie w zadowalającym stopniu z tym zadaniem, podobnie jak popularne technologie serwerowe (ASP, ColdFusion). Dlatego ok. 3 lat temu organizacja W3C, odpowiedzialna za wdrażanie i standaryzację technologii WWW, zaproponowała wprowadzenie nowego języka o nazwie SMIL (Synchronized Multimedia Integration Language - języka integrującego zsynchronizowane multimedia). Podobnie jak przedstawione wcześniej standardy, SMIL zgodny jest ze specyfikacją XML. Każdy dokument opisany za pomocą tego języka opisuje zarówno przestrzenny układ elementów prezentacji, jak i zachowanie poszczególnych fragmentów w czasie. Standard ten dopuszcza stosowanie skomplikowanych relacji czasowych, włączając w to sekwencyjne bądź jednoczesne (symultaniczne) wykonywanie zdarzeń oraz reakcję na działania użytkownika i przeglądarki. Pierwsza wersja tego formatu została uznana za faktyczny standard w dziedzinie synchronizacji multimediów, obecnie trwają prace na kolejnym wcieleniem SMIL-a (projekt otrzymał nazwę kodową Boston).

HTML+TIME

Jak zwykle podejście Microsoftu różni się od rozwiązań proponowanych przez pozostałe firmy, a ten przypadek nie jest wyjątkiem. Projektanci z Redmond postanowili raczej wzbogacić HTML-a w niezbędne funkcje, niż tworzyć od podstaw i rozwijać nowy język. Rozwiązanie to powinno przypaść do gustu wszystkim znającym DHTML. Elementami składowymi multimedialnej prezentacji są bowiem znane od dawna obiekty HTML, wzbogacone w atrybuty, pozwalające określić zachowanie dokumentu w czasie. Technologia ta zapewnia dużą elastyczność, gwarantuje też dobrą współpracę z innymi elementami platformy programistycznej Microsoftu. Trudno przewidzieć przyszłość tego języka, biorąc pod uwagę fakt, iż rozwiązanie to funkcjonuje wyłącznie w środowisku Internet Explorera (wersja 4.0 i wyższe).

Wszystkie przedstawione propozycje mają sporo istotnych zalet, których brak Flashowi, czyli elastyczność i otwartość specyfikacji, możliwość łatwego wykorzystania na dowolnej platformie programistyczno-rozwojowej oraz zgodność z obowiązującymi obecnie standardami. Może się jednak okazać, iż cechy te nie wystarczą, by wypromować najlepszy nawet standard. Do pełnej asymilacji nowych technologii z istniejącymi potrzebna jest akceptacja użytkowników i środowiska twórców (graficy, webmasterzy, webdeveloperzy). Dopóki brakuje prostych w obsłudze edytorów tych formatów i skutecznych przeglądarek do ich obsługi, trudno spodziewać się ekspansji SVG czy SMIL-a w skali globalnej.

Nie należy także bagatelizować nieco bardziej egzotycznych formatów przeznaczonych np. do modelowania scen trójwymiarowych, takich jak XSI, MetaStream, B3D czy 3DML. Przyszłość pokaże, który format zwycięży.


Zobacz również