Niedole produkcji

Czemu w najbogatszych krajach wybuchła panika wokół sektora produkcji – próbuje wyjaśniać The Economist.

Sektor produkcji w bogatych państwach wykazuje tendencję spadkową od tak dawna, że aż dziw bierze, iż politycy, związki zawodowe i dziennikarze wciąż znajdują argumenty na jego obronę. Po latach ciszy, choć wypełnionej przekonaniem, że produkcja jest tematem specjalnym, dzwony zaczęły bić na alarm głośniej niż kiedykolwiek. Amerykańscy politycy spieszą na pomoc grupom lobbującym na rzecz tego sektora. W Wielkiej Brytanii związki zawodowe zwracają się do rządu o wsparcie dla produkcji.

Politycy kochają sektor produkcji, ponieważ dostarcza on wielu widocznych i w granicach rozsądku dobrze płatnych miejsc pracy. Dlatego amerykańskie stany prześcigają się w staraniach o pozyskanie dotacji na wybudowanie na swoim terenie japońskich fabryk montujących samochody. Podobnie zachowują się zresztą kraje naszego regionu, dobrze wiedząc, że w Europie Zachodniej nie powstanie żadna nowa fabryka aut.

W Japonii opłakiwana przez polityków i wyraźnie widoczna jest tendencja przemysłu do wyprowadzania się poza granice kraju. W Europie, Francuzi zwyczajowo najgłośniej krzyczeli w obronie narodowych czempionów. Teraz dołączyli do nich Niemcy, kanclerz Gerhard Schroeder podjął walkę z Komisją Europejską, oskarżając ją o anty-przemysłową postawę, ponieważ chce wstrzymać dotacje dla niemieckiego przemysłu. Być może w odpowiedzi Romano Prodi napisał niedawno na łamach francuskiego Le Monde o „deindustrializacji Europy”.

Jednak największy hałas podniósł się w USA. W latach 80. wrogiem była Japonia, teraz stały się nim Chiny. Ostatnio amerykańskie National Asscociation of Manufacturers (NAM) skierowało prośbę do Kongresu o sankcje dla Chin za „manipulowanie” rynkami walut. George Bush podjął pewne inicjatywy aby pomóc przemysłowcom, m.in. utworzył przy Departamencie Handlu biuro, mające monitorować handel i powołał sekretarza do koordynowania polityki dotyczącej sektora produkcji.

Produkcja dopiero niedawno i z pewnym opóźnieniem zaczęła wychodzić z recesji. Jeśli jednak przyjrzeć się dokładnie jej wynikom, okazuje się, że od 1970 roku amerykańska produkcja w sektorze przemysłowym podwoiła się. Tym więc, co naprawdę ożywia chińskich wytwórców jest nie zmniejszenie produkcji u bogatych konkurentów, ale zmniejszenie liczby miejsc pracy w tym sektorze w zamożnej części świata. Firmy redukują zatrudnienie wprowadzając wydajniejsze systemy produkcji. W 1947 roku 35% pracujących w USA zatrudnionych było w sektorze produkcji. Do 2002 roku odsetek ten spadł do 12%. Przy malejącym zatrudnieniu i rosnącej produkcji, USA mają niezwykle wysokie wyniki wskaźniki wydajności pracy. Z jednej strony NAM sugeruje, że „amerykańska produkcja jest zagrożona”, z drugiej zaś że jest „innowacyjna, wydajna i skuteczna”.

Sytuacja w Chinach jest jeszcze bardziej dziwaczna. Pesymiści, dostrzegający co prawda przenoszenie amerykańskich fabryk do Chin, mówią jednak także o masowym transferze firm na rynki innych bogatych państw. Jednak mimo szybkiego wzrostu, amerykańskie inwestycje w produkcję w Chinach są wciąż znacznie mniejsze niż w innych bogatych krajach.

Mimo taniej siły roboczej w Państwie Środka, przedsiębiorstwa znajdują wiele powodów, aby zatrzymać większość produkcji w domu. Fabryki w bogatych krajach zatrudniają mniej robotników, więc koszty pracy nie są już czynnikiem decydującym. Na przykład Dell buduje swoje fabryki komputerów w pobliżu najważniejszych klientów – a więc zarówno w państwach bogatych i biednych, ponieważ koszty dystrybucji i dostawy są ważniejsze niż koszty pracy. Rosnące naciski na szybką dostawę ze strony wielkich detalistów (takich jak Wal-Mart w USA czy Carrefour we Francji) również zatrzymują produkcję w pobliżu rynków zbytu.

Na podstawie The Economist „The misery of manufacturing”


Zobacz również