Nielegalnie pobierasz filmy i muzykę? Szybko odetną cię od Internetu...

Ostateczny tekst porozumienia w sprawie ochrony praw własności intelektualnej w Internecie został przyjęty i otwarty do podpisu. Co to oznacza? Między innymi to, że dostawcy usług internetowych będą zmuszeni do wyręczania organów ścigania i odłączania od dostępu do Internetu osób ("przedmiotów porozumienia"), które naruszają wspomniane prawa.

Porozumienie w sprawie ochrony praw własności intelektualnej w Internecie zostało przyjęte i otwarte do podpisu na przeprowadzonym wczoraj spotkaniu Grupy Internet, czyli międzybranżowej platformy działającej przy Ministerstwie Kultury.

Proponowane przez organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi porozumienie ma na celu przede wszystkim wymusić na podmiotach gospodarczych takich jak dostawcy usług internetowych i dzierżawcy łączy zaangażowanie w ściganie naruszeń praw autorskich. Chodzi o to, aby m.in. przekazywali oni właścicielom praw autorskich informacje o przypadkach ich naruszenia, "eliminowali stwierdzone naruszenia" oraz odłączali od Internetu osoby, które się takich praktyk dopuszczą.

Dokument zostanie podpisany przez Stowarzyszenie Autorów ZAiKS, Grupa Allegro (jako przedstawiciel KPP Lewiatan), Stowarzyszenie Wydawców Repropol, Izba Wydawców Prasy, Fundacja Ochrony Twórczości Audiowizualnej FOTA, Zawiązek Producentów Audio-Video (ZPAV) oraz Polskie Stowarzyszenie Wydawców Muzycznych.

Porozumienie a związane z nim obawy

Porozumienie było negocjowane od 2009 roku przez organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi oraz firmy z branży telekomunikacyjnej. W ostatniej jego fazie reprezentująca branżę internetową Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji (PIIT) oraz Związek Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska wycofały jednak swoje poparcie dla tej inicjatywy wystosowując wspólne oświadczenie:

"Stoimy niezmiennie na stanowisku, że wyręczenie organów ścigania oraz wymiaru sprawiedliwości przez podmioty gospodarcze, takie jak firmy, które reprezentujemy, nie jest dobrą metodą walki z naruszeniami tych praw. W polskim systemie prawnym istnieją metody egzekucji tych praw i należy z nich korzystać".

Oczywiście sygnatariusze porozumienia zastrzegają, że wszystko odbywać ma się w granicach prawa. Fundacja Panoptykon, która została założona w 2009 r., aby działać na rzecz ochrony praw człowieka w kontekście rozwoju "społeczeństwa nadzorowanego", ma jednak spore obawy z tym związane. Jej zdaniem niemożliwa bowiem będzie realizacja wszystkich postanowień porozumienia bez naruszenia obowiązującego prawa, czyli np. ustawy o ochronie danych osobowych, Prawa Telekomunikacyjnego, ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną czy samej Konstytucji.

O swoich obawach fundacja napisała w liście otwartym do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

"Podzielamy przekonanie, że nie bez powodu to właśnie policja i sądy - a nie prywatne firmy - zostały powołane do ścigania i sądzenia naruszeń prawa. Chodzi o ochronę konstytucyjnych praw i wolności jednostki. Firmy działają zgodnie z logiką rynku, policja i sądy - w granicach prawa i w służbie społeczeństwu. Podobnie jak rząd, przynajmniej w teorii. Właśnie dlatego nasz list skierowaliśmy do Ministerstwa, a nie do branży rozrywkowej czy telekomunikacyjnej. Jako obywatele uważamy, że rząd powinien stać na straży prawa, w szczególności naszych praw podstawowych. Ministerstwo Kultury z tą tezą nie polemizuje, jednak nie widzi najmniejszego problemu w tym, że pod jego egidą i z jego "techniczną pomocą" zostało wynegocjowane porozumienie, które budzi dość fundamentalny sprzeciw środowisk internetowych i organizacji społecznych." - czytamy w komunikacie prasowym Fundacji Panoptykon.

MKiDN stoi z boku

Fundacja prosząc o wyjaśnienia roli MKiDN w negocjacjach została zaproszona na posiedzenie Grupy Internet. Niestety okazało się, że mogła wystąpić jedynie w roli obserwatora, gdyż dyskusja została już przecież zamknięta, zaś samo porozumienie gotowe do podpisu.

"W kontekście wyrażonych przez nas obaw i wcześniejszej krytyki, takie ustawienie dyskusji było sporym zaskoczeniem. Dość szybko zrozumieliśmy jednak, że nikt z obecnych nie ma mocy narzucenia negocjującym stronom takiego niewygodnego dialogu. Samo Ministerstwo - formalny gospodarz spotkania - stało się "zakładnikiem" swojej bezstronności. Skoro jego rola w całym procesie jest wyłącznie techniczna, nie może się przecież wtrącać w wypracowanie treści porozumienia, nawet w imię ochrony praworządności. Może jedynie - i to skwapliwie czyni - wyrazić aprobatę dla celów i rezultatów tej inicjatywy. Kilkakrotnie usłyszeliśmy, że rolą Ministerstwa Kultury jest wspieranie egzekwowania praw autorskich w środowisku cyfrowym i wszelkich inicjatyw, które do tego celu zmierzają." - czytamy dalej w komunikacie prasowym Fundacji.

Użytkownik, czyli "przedmiot porozumienia"

Fundacji zwraca również uwagę na fakt, że Grupa Internet traktuje użytkowników jako "przedmiot porozumienia" odmawiając im możliwości zabrania głosu, na co przecież pozwala istniejący proces legislacyjny w naszym kraju. Każdy obywatel może się przecież wypowiedzieć w sprawie, która go dotyczy.

O ile jednak takiemu postawieniu sprawy ze strony organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi nie ma się co dziwić, o tyle zdaniem Fundacji zdumienie budzi zachowanie Ministerstwa, które tego typu praktyki uważa za "przyjazne użytkownikom" i "w pełni transparentne".

Czytelników zainteresowanych głębszym poznaniem zagadnienia zachęcamy do zapoznania się z treścią "Porozumienia o współpracy i wzajemnej pomocy zawarte pomiędzy SYGNATARIUSZAMI w sprawie ochrony praw własności intelektualnej w środowisku cyfrowym".


Zobacz również