Nowa polityka prywatności Google - czego możemy się spodziewać?

Dzisiaj debiutuje nowa polityka prywatności Google. Jest ona ujednolicona dla wszystkich usług giganta z Mountain View. Nie brakuje wobec niej zastrzeżeń, a różne organizacje wskazują, że może być ona niezgodna z prawem unijnym. Co budzi tyle kontrowersji?

O nowej polityce Google usłyszeliśmy kilka miesięcy temu. Oficjalne powody dla jej wprowadzenia to chęć ujednolicenia warunków korzystania z usług Google. Z założenia ma ona uprościć dotychczasową politykę prywatności oraz z założenia spowodować, że dostaniemy usługi lepszej jakości. Nowe zasady dotyczą więc w takim samym stopniu wyszukiwarki Google jak i serwisu YouTube czy też poczty Gmail. Zasady budzą jednak więcej zastrzeżeń niż pochlebnych opinii. Jakie są tego przyczyny?

Pomimo tego, że zmiany dotyczą tylko zalogowanych użytkowników a jeśli korzystamy tylko i wyłącznie z wyszukiwarki, nie logując się przy tym, nie musimy obawiać się nowej polityki prywatności - zmiany i tak budzą zastrzeżenia. Po pierwsze dla tego, że większość użytkowników jednak, przegląda zasoby sieci będąc zalogowanym a na przykład użytkownicy smartfonów z systemem Android są zmuszeni do logowania. Największe kontrowersje budzą informacje mówiące o zbieraniu danych o użytkownikach.

Oczywiście było już tak i przed wprowadzeniem nowej polityki. Na podstawie odwiedzonych przez nas stron były na przykład wyświetlane reklamy. Nigdy jednak nie było to czynione na tak szeroką skalę. Jedna polityka Google to zmienia. Przedstawiciele firmy Google tłumaczą, że nie mają żadnych złych intencji. Chodzi o jak najbardziej precyzyjne wyszukiwanie. Całość z założenia polega na tym, żeby po wpisaniu słowa Egipt mieć pewność, że jeśli chcemy wyszukać informacji politycznych o tym kraju, to nie wyskoczą nam w pierwszej kolejności oferty last minute. Czy też, że jeśli wpiszemy słowo The Fall to wyskoczą nam informacje o grupie muzycznej dowodzonej przez Marka E. Smitha a nie szczegóły filmu z 2006 roku i odwrotnie. Brzmi nieźle? No więc w czym problem?

Rzecz w tym, że przepisy wykraczają daleko poza wyszukiwarkę. Nie wiadomo także jak Google wykorzysta te informacje? Czy nie udostępni ich na przykład na życzenie służb specjalnych? Gigant z Mountain View będzie mieć także szczegółowy wgląd w naszą korespondencję i tematykę poruszanych przez nas mejli. Na tej podstawie zaoferuje nam reklamy, konkretny filmik w serwisie YouTube czy też ofertę restauracji, która znajduje się w naszym pobliżu. Ponadto dzięki naszemu smartfonowi, Google będzie znał nasze dokładne położenie (nadajnik GPS) czy też dostanie wgląd w nasz kalendarz. A co jeśli z danego sprzętu korzysta więcej niż jedna osoba? Wtedy w posiadanie danych mogą wejść także i inne niepożądane osoby.

Nie trzeba było czekać na protesty. Swoje zastrzeżenie wyraziła unijna Grupa Robocza Artykułu 29, która wezwała Google do zmiany polityki prywatności. Podobnego zdania jest francuska komisja nadzoru bezpieczeństwa danych CNIL, która napisała w tej sprawie list do Larry'ego Page'a - szefa Google.

CNIL stwierdza, że nowa polityka może być niezgodna z prawem unijnym, dlatego Google powinien się wstrzymać z jej wdrażaniem, do czasu przeanalizowania jej przez urzędników. Nic takiego jednak nie nastąpiło i nowa polityka prywatności Google stała się faktem.

Nietrudno sobie wyobrazić sytuację, kiedy ktoś wchodzi w posiadanie tajnych danych dotyczących zachowań danego użytkownika w internecie, a następnie szantażuje tę osobę. Nowe przepisy budzą poważne zastrzeżenia w zakresie wolności obywatelskich

Niektórzy powiedzą, że przecież nie wszyscy muszą korzystać z usług Google a "jak się nie podoba, to droga wolna". Obecnie gigant z Mountain View, posiada w swoim portfolio przeszło 70 usług. Wśród nich najpopularniejszą wyszukiwarkę, najpopularniejszy serwis wideo, jedną z najczęściej użytkowanych przeglądarek internetowych czy też portal społecznościowy posiadający ponad 90 milionów użytkowników. Unikanie usług Google to tak naprawdę unikanie internetu. To tak jakby ktoś zaproponował bojkot chińskich produktów. Jest to rzecz w obecnym świecie praktycznie niemożliwa do zrealizowania.

Co nam więc pozostaje? Może wzorem w tym przypadku powinna być zachowanie internautów w sprawie ACTA? Jak myślicie?


Zobacz również