O prawdziwym obliczu CSR

CSR to działka PR-owców i posiada wartość jedynie medialną - dowodzi raport przedstawiony na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. Publikacja przedstawia kilka przykładów rażącego odstępstwa od zasad społecznej odpowiedzialności jakie są udziałem korporacyjnych gigantów ideologii CSR jak Shell, Coca-Cola czy British American Tobacco.

Przedstawiony podczas Światowego Forum Ekonomicznego raport dowodzi, że CSR (Corporate Social Responsibility - czyli odpowiedzialność społeczna firm) to w ostatnich latach "działka działań PR" i potrzebne są międzynarodowe regulacje aby uczynić go narzędziem skutecznym czy choćby faktycznym.

Autor raportu, Andrew Pendleton stwierdza, że CSR stało się w ostatnich latach po prostu gałęzią PR i tym samym nie stanowi odpowiedniego sposobu radzenia sobie z problemami świata w erze globalizacji.

Christan Aid wzywa polityków do wzięcia odpowiedzialności za etyczną kondycję firm w obliczu całkowitej nieskuteczności i nieszczerości pięknych słów na temat CSR. Jako przykład działań idących w dobrym kierunku Pendleton wskazał np. konwencje OECD dotyczące ukrócenia przekupstwa urzędników w ubogich krajach, w których działają firmy. "Rządy muszą zaadoptować zestaw międzynarodowych praw ustanawiających standardy zachowania firm. Bogate państwa, jak np. Wielka Brytania, potrafią zmusić swoje firmy do dobrego zachowania "w domu". Dlaczego więc te firmy nie są obowiązane przestrzegać tych standardów kiedy działają w biednych krajach? Zamiast rozmawiać o dobrodziejstwach dobrowolnego CSR, rządy powinny zastanowić się jak nowe prawa mogą podnieść jakość standardów zachowania korporacyjnego - powiedział Pendleton.

CSR to świetne narzędzie poprawy wizerunku, tymczasem rzeczywiste działania skryte pod tą maską przynoszą wiele cierpienia społecznościom, w których działają wielkie korporacje. Raport stwierdza, że w ciągu ostatniej dekady korporacje szermowały hasłem CSR po to, aby zapobiec regulowaniu kwestii odpowiedzialności społecznej za swoją działalność i wmówić rządom w bogatych krajach, że biznes sam potrafi sobie poradzić z problemem. I podaje następujące przykłady:

Shell w Nigerii wezwał w 1990 r. policję do demonstrantów: w efekcie spłonęło pół miasta Umuechen i zastrzelono 80 manifestujących. Teraz obiecywał taktykę "dobrego sąsiedztwa", jednak nie radzi sobie z wyciekami ropy niszczącymi wsie położone w pobliżu eksploatowanych pól naftowych. Projekty rozwoju społeczności lokalnych, w które się angażuje są nieskuteczne i jeszcze pogłębiają trudną sytuację.

British American Tobacco podkreśla wagę utrzymywania wysokich standardów zdrowia i bezpieczeństwa wśród pracujących na plantacjach, np. upowszechniając szkolenia wśród rolników czy dostarczając odzież ochronną itp. Pracujący na plantacjach w Kenii i Brazylii, do których dotarli autorzy raportu, twierdzą, że jako żywo z niczym takim się nie spotkali i cierpią na chroniczne choroby związane z uprawami tytoniu.

Coca-Cola chwali się wykorzystaniem naturalnych zasobów w sposób odpowiedzialny. Jej oddział w Indiach oskarżony jest tymczasem o doprowadzenie do wysuszenia obszarów znanych z kłopotów z dostępem do wody pitnej; sąd zakazał firmie wykorzystywania pokładów wód podskórnych.


Zobacz również