Od jutra zero tolerancji dla opieszałych

Po dziesięciu latach działalności europejskiego wspólnego rynku, kraje członkowskie wciąż podważają słuszność jego praw i opóźniają ich wprowadzanie. Bruksela planuje teraz ostre zmiany mające ukrócić biurokrację, która ogranicza handel w wielu dziedzinach – pisze The Economist.

To z pewnością dobry moment. Odkąd zaczął działać europejski wspólny rynek – od 31 grudnia 1992 roku – powstało ok. 2,5 mln nowych miejsc pracy, szacuje się również, że przyniósł on dodatkowe 877 mld euro (ekwiwalent 5,7 euro na gospodarstwo domowe). Wzmocniona konkurencja sprawiła, że wiele towarów i usług staniało – np. od zakończenia procesu liberalizacji prawa telekomunikacyjnego (1998 r.) w Unii Europejskiej, opłaty za usługi tanieją o ok. 7,5% rocznie. Korzyści powinny wzrosnąć w przyszłym roku, kiedy nowe państwa dołączą do UE, a liczba konsumentów na największym światowym rynku wzrośnie z 370 mln do 452 mln.

Korzyści wzrosną, ale niekoniecznie dla państw, których rządy opóźniają wprowadzanie zasad wspólnego rynku. Jak podała w raporcie z 5 maja br. Komisja Europejska, państwa członkowskie ostatnio coraz wolniej implementują prawa wspólnego rynku, więcej też jest spraw o ich łamanie. W tym ostatnim przodują dwa kraje, które uznawane są za euroentuzjastów – Francja i Włochy - popełniają one łącznie 30% wszystkich naruszeń tych praw.

Podczas szczytu w Barcelonie, w marcu 2002 r., europejscy przywódcy zgodzili się przyjąć postawę „zero tolerancji” dla państw, którym wdrożenie praw wspólnego rynku zajmuje więcej niż dwa lata. Jednak w ciągu roku jedynie 4 spośród 15 krajów członkowskich – Wielka Brytania, Dania, Finlandia i Portugalia - spełniły warunki tego paktu. Pozostałej jedenastce wciąż nie udało się wdrożyć u siebie wspólnorynkowych przepisów, które miały zacząć funkcjonować już od marca 2001 roku. I tu znów Francja jest najbardziej z tyłu.

Wprawdzie większość towarów przekracza europejskie granice już bez specjalnych trudności, jednak liberalizacja w sektorze usług wciąż pozostawia wiele do życzenia. Europejscy dostawcy usług są nękani wszelkimi rodzajami biurokratycznych utrudnień, które zniechęcają ich do wchodzenia na nowe rynki. Jak wynika z raportu opublikowanego przez Komisję Europejską w lipcu 2002 r., austriacki piekarz musi ubiegać się o 8 różnych pozwoleń, aby móc otworzyć sklep po drugiej stronie granicy, we Włoszech.

W związku z tym 7 maja br. KE wypowiedziała wojnę pozostałym barierom wolnego handlu, zwłaszcza tym ograniczającym sektor usług. Nowa dyrektywa Unii Europejskiej służąca walce z biurokracją ma zostać przedstawiona rządom państw członkowskich do końca br. Komisja rozważa również utworzenie agencji, które pilnowałyby przestrzegania praw wspólnego rynku w poszczególnych krajach UE, ułatwiając firmom i konsumentom składanie zażaleń na niezgodności z zasadami wolnego handlu.

Dla europejskiej gospodarki usprawnienie działania wspólnego rynku byłoby bardzo korzystne. „Wewnętrzny rynek jest ogromną siłą dla gospodarki i zamożności UE. Jednak większość jego potencjału jest marnowana – to tak, jakbyśmy prowadzili Ferrari na drugim biegu” - powiedział Frist Bolkestein, komisarz UE, odpowiedzialny za wspólny rynek.

W niektórych wypadkach KE sama spowalniała rozwój wspólnego rynku, poprzez wyłączanie niektórych gałęzi przemysłu z zasad konkurencji. Jednak teraz te wyjątki zaczynają być likwidowane. Jednym z najjaskrawszych przykładów jest sprzedaż nowych samochodów: przez wiele lat ceny nowych aut w Wielkiej Brytanii były o wiele wyższe niż na Kontynencie, zaś podejmowane przez Brytyjczyków próby kupienia samochodu w innym kraju europejskim były często nieudane, z powodu możliwości nakładania przez producentów sankcji na sprzedawców. W ubiegłym roku jednak KE zdecydowała zliberalizować ten rynek. Od 2005 roku producent samochodów nie będzie już mógł straszyć wstrzymaniem dostaw belgijskiego dealera, który chce sprzedawać samochody taniej i bezpośrednio w Wlk. Brytanii.

Przez ostatnie lata kraje, którym najlepiej udało się zliberalizować rynek przemysłu energetycznego (np. Wlk. Brytania), naciskały KE aby przyspieszyła stworzenie wspólnego rynku dla elektryczności i gazu. Francja pozostawała jednym z najzagorzalszych przeciwników tego rozwiązania, nie chcąc dopuścić konkurencji dla swojego państwowego monopolisty EDF, mimo, że ta sama firma korzysta z dobrodziejstw zliberalizowanego rynku w innych krajach. Jednak w końcu, w listopadzie 2002 r. rządy krajów członkowskich uzgodniły, że klienci biznesowi w UE będą mogli wybierać sobie dowolnego dostawcę energii od lipca przyszłego roku, zaś gospodarstwa domowe zaczną mieć wolność wyboru od 2007 roku.

Mimo, że niektóre firmy wciąż korzystają ze specjalnej ochrony swoich rządów, większość dużych europejskich przedsiębiorstw popiera ideę wspólnego rynku. Sondaż przeprowadzony w ubiegłym roku przez UPS wśród 1500 europejskich menedżerów pokazał, że chcieliby oni usprawnienia zasad działania wspólnego rynku - 58% respondentów stwierdziło, że KE powinna skoncentrować się na zakończeniu wprowadzania na nim przepisów.

Wielka Brytania, która uważa, że trzyma się tych zasad bardziej niż pozostałe kraje, niewątpliwie zgodziłaby się z tą opinią. Jednak byłoby to niezgodne z poglądami 44% ankietowanych menedżerów twierdzących, że dla dalszego rozwoju wspólnego rynku KE powinna naciskać Wielką Brytanię, Szwecję i Danię, aby przystąpiły do strefy euro. Zaś większość respondentów spytanych, jakie przepisy dotyczące wspólnego rynku pomogłyby najbardziej ich firmie, wskazała harmonizację podatków w UE.

Na podstawie artykułu „Actions speak louder than words” z The Economist, 7 maja 2003


Zobacz również