Ofensywa atramentowych kombajnów

Producenci kombajnów wielofunkcyjnych oferują nowości coraz częściej. Jednak wśród dziesięciu nowych urządzeń jest tylko sześć różnych drukarek i aż dziewięć rozmaitych skanerów. Siedem modeli ma gniazda do pamięci aparatów cyfrowych.

Producenci kombajnów wielofunkcyjnych oferują nowości coraz częściej. Jednak wśród dziesięciu nowych urządzeń jest tylko sześć różnych drukarek i aż dziewięć rozmaitych skanerów. Siedem modeli ma gniazda do pamięci aparatów cyfrowych.

Duża liczba nowych modeli opartych na atramento wej technice druku zmusiła nas do podzielenia testowanych urządzeń wielofunkcyjnych właśnie według tego kryterium. Moment podziału musiał wreszcie nadejść, bo różnice powiększały się z każdym rokiem i przestały się ograniczać do rodzaju druku, a zaczęły sięgać fundamentów. Zmieniło się przeznaczenie urządzeń. Tradycyjne kombajny laserowe z reguły są przeznaczone do prac biurowych, gdzie najważniejsza jest wydajność, niskie koszty eksploatacji, jakość biurowa, ale o drukowaniu fotografii na takim sprzęcie nikt poważnie nie myśli. Modele do druku atramentowego są coraz lepiej przystosowane do wymagań fotograficznych hobbystów, więc ich test został uzupełniony oceną jakości oraz tempa drukowania i skanowania fotografii.

Sprintem do klienta

Wielofunkcyjne urządzenia atramentowe są najszybciej rozwijającym się segmentem rynku komputerowego. Oczywiście w niektórych konstrukcjach znajdziemy tradycyjne, biurowe elementy: automatyczny podajnik papieru do skanera, dupleks do druku dwustronnego, mało dynamiczny skaner, wystarczający zaledwie do pracy z drukowanymi dokumentami, ale cały impet tej branży jest skierowany na coraz lepszą obsługę amatorów fotografowania. Coraz częściej kombajny są przystosowane do pobierania zdjęć z dwóch źródeł: albo przez skanowanie ich wersji papierowej, albo w formie cyfrowej, bezpośrednio z kart pamięci w aparacie fotograficznym. Obsługa licznych typów kart, charakterystyczna również dla drukarek fotograficznych, w kombajnach została wzbogacona o możliwość wydrukowania zawartości całej karty w postaci serii miniaturek na specjalnym formularzu i zaznaczenia na nim na przykład parametrów druku, które są następnie odczytywane przez część skanującą urządzenia i przekazane do wykonania. Oprócz modeli HP w taki system sterowania wyposażane są obecnie kombajny Epsona.

Poza drukiem miniaturek część modeli umożliwia również przeglądanie zawartości kart pamięci na niewielkim wyświetlaczu LCD. Taką opcję mają tylko najdroższe modele z HP: PSC 2410 i PSC 2510, które być może z tego powodu dostały dodatkowy przydomek "Photosmart". Znacznie więcej modeli wyposażono w znakowe wyświetlacze monochromatyczne LCD, które znakomicie ułatwiają nawigację po stosunkowo skomplikowanym menu urządzenia. Z testowanych modeli takich wyświetlaczy nie miały jedynie HP PSC 1350 i Lexmark X1150. Coraz bardziej popularnego w drukarkach systemu PictBridge, przeznaczonego do sterowania drukiem z aparatu fotograficznego, jeszcze nie zastosowano w żadnym z kombajnów. A szkoda, bo pozwala skorzystać z wyświetlacza i przycisków w cyfrówce, oszczędzając na niepotrzebnym już oprzyrządowaniu w urządzeniu wielofunkcyjnym. Uzyskuje się podobny komfort pracy, ale z dużą oszczędnością zawartości portfela.

Już z tego pobieżnego przeglądu widać, że najnowsze pomysły znajdują zastosowanie przede wszystkim w drukarkach, a do kombajnów trafiają nieco później. To dziwne, bo urządzenia wielofunkcyjne są w większości dziełem firm produkujących oba najważniejsze składniki, skanery i drukarki. Oferując po kilka wersji z obu asortymentów, można zestawić wiele różnych urządzeń. Wystarczy do nowego skanera dodać starą drukarkę lub odwrotnie, ubrać to w efektowne plastiki i nowość gotowa. W teorii modeli wielofunkcyjnych powinno być bardzo dużo, w praktyce jest ich sporo mniej.

Poza PictBridgem można jeszcze wymienić kilka nowości sprzętowych stosowanych nawet w niedrogich skanerach czy drukarkach, a jeszcze niestosowanych w kombajnach wielofunkcyjnych. Ogólnie rzecz ujmując, uzupełnienie wyspecjalizowanych urządzeń biurowych o lepszą obsługę fotografii nie zostało przeprowadzone do końca. Praktycznie żaden z producentów nie montuje w kombajnach takich modułów, które podczas druku zdjęć spisują się najlepiej. W HP nie ma systemów ośmiokolorowych, znanych z Photosmartów 7960. W Epsonie i Lexmarku są tylko moduły CMYK, chociaż obie firmy oferują drukarki sześcio- i więcej kolorowe. To samo można powiedzieć o Canonie. W oba jego modele wbudowano najnowsze głowice z dwu- i pięciopikolitrowymi dyszami, których konstrukcja raczej sprzyja szybkiemu drukowaniu, ustępując jednak jakością sześciokolorowym modelom tego producenta.

Skanerowy lament

Na ogół najnowszych rozwiązań nie ma także w częściach skanujących.

Opłacalność

Opłacalność

Z dwóch najważniejszych parametrów skanerów: rozdzielczości i dynamiki, pierwszy nie musi być szczególnie wysoki. Jeśli skany nie będą powiększane, wystarczy rozdzielczość czterokrotnie mniejsza niż w drukarce - praktycznie do 600 ppi, co skanery już od wielu lat osiągają bez trudu. Gorzej ze spełnieniem drugiego warunku. Fotografie nie tak łatwo zeskanować, jak np. tekst. Mogą mieć praktycznie nieograniczoną liczbę kolorów, charakterystyczną dla obiektów pochodzenia naturalnego. Intensywność barw może się zmieniać od bardzo jasnych aż do bardzo ciemnych. Wywoływanie analogowe i przenoszenie wizerunku na papier ogranicza znacznie tę rozpiętość, ale nawet to, co pozostaje, może sprawić skanerom sporo kłopotów. Brak wystarczającej dynamiki powoduje, że sąsiednie kolory, a za nimi niektóre szczegóły fotografii znikają z zeskanowanego wizerunku.

Z tego powodu giną klapy w marynarkach, a subtelnie podkreślone czarną kreską oczy w zacienionej twarzy mogą zamienić się w makabryczny oczodół. Przyjmuje się, że wystarczy ośmiobitowa głębia na każdą z trzech barw podstawowych, aby mieć gwarancję przeniesienia wszystkich szczegółów z papierowej fotografii do jej cyfrowej postaci. Teoretycznie taką głębię skanery oferują już od dawna, ale praktycznie osiągnięcie jej w czystej postaci, bez wymieszania sygnału ze szkodliwymi szumami, nie jest takie proste.

Ocena końcowa

Ocena końcowa

W teście okazało się, jak wiele dzieli pod względem jakości nawet niezbyt drogie, samodzielne skanery od modułów w kombajnach. Zapanowała niewytłumaczalna moda na montowanie skanerów CIS, które od początków stosowania tej technologii były mniej dynamiczne od konkurencyjnych urządzeń CCD. Co prawda, technologia CIS po dłuższym zastoju ruszyła z miejsca, ale tylko jej najnowsze, drogie realizacje mają dynamikę wystarczającą do skanowania fotografii. Kombajn z cienkim CIS-owym modułem wygląda o wiele lepiej, ale na wyglądzie i ewentualnie niskim zużyciu energii kończą się zalety takiego rozwiązania. Nowych i dobrych modułów CIS nie udało się nam znaleźć, wytworzył się za to wyraźny związek między wynikiem testu a stosowaną technologią skanowania. Na czele znalazły się modele CCD, a w ogonie CIS-y.

Słabe części skanujące to przyczyna zajęcia niewysokich miejsc przez kombajny Canona. Niedostateczna okazała nie tylko dynamika, ale i tempo pracy. Skanowanie zdjęcia formatu A5 zabrało tym modelom ponad 40 sekund, dwa razy więcej niż siedmiu najlepszym. Urządzenia Canona okazały się pełne kontrastów: najszybsza, bardzo dobra drukarka, słaby i wolny skaner, uzupełnione bardzo dobrym wyposażeniem. Tak nierówne rozłożenie akcentów w kombajnach Canona nie zdarza się w naszych testach po raz pierwszy, wygląda na celową politykę firmy, znanej przecież z modeli nowatorskich, szybkich i dynamicznych, i to w obu technologiach. Mimo wyposażenia obu Canonów w czytniki kart pamięci do aparatów cyfrowych zaliczanie ich do grupy urządzeń fotograficznych nie byłoby słuszne. Znacznie lepiej sprawdzą się w małym biurze, zwłaszcza że po wielu latach prowizorki urządzenia Canona zostały wyposażone w programy do rozpoznawania polskiego tekstu.

Nadmierne zaufanie do technologii CIS stało się także przyczyną porażki Epsona. Producent wyposażył najnowsze dzieło, CX6400, w skaner systemu CIS, chociaż wszystkie jego samodzielne modele, zresztą wielokrotnie nagradzane w różnych testach, pracują w technologii CCD. Eksperyment niezbyt się udał, skaner okazał się za mało dynamiczny w stosunku do wymagań naszego zdjęcia testowego. Oprócz słabej dynamiki wyraźnie widoczne były przebarwienia z nadmiarem błękitu. Znacznie lepiej z fotografiami radził sobie drugi model, CX5400, z tradycyjnym skanerem CCD. Może zadziwić polityka firmy, która wyposażyła w czytniki kart pamięci aparatów cyfrowych tylko model z gorszym skanerem, opartym na technologii CIS. Niewątpliwą zaletą Epsonów jest niska cena i niewysokie koszty atramentu - oba kombajny uzyskały dobre noty za opłacalność.

Skanery wbudowane w Lexmarki okazały się różnej klasy. W tańszym X1150 umieszczono urządzenie tak słabe, że w celu osiągnięcia dynamiki potrzebnej do właściwego oddania zdjęcia poziomy między jasnym a ciemnym zostały w sposób sztuczny rozciągnięte kosztem niektórych intensywności pośrednich. Korzyść z takiego zabiegu jest tylko pozorna, bo zwiększa się, co prawda, odstęp między światłem a cieniem, ale liczba zarejestrowanych szczegółów pozostaje niewielka. Dobrze wypadł skaner z droższego Lexmarka, X6150 - znalazł się wśród najlepszej czwórki.

Z czterech kombajnów produkcji HP trzy wyposażono w skanery CCD, a najtańszy - w urządzenie CIS. Do cen dopasowały się wyniki. Z modeli tego producenta skaner CIS z PSC 1350 wypadł najsłabiej, ale lepiej od obu Canonów i taniego Lexmarka. Wyższe oceny uzyskała pozostała trójka, jedynie w skanie PSC 2410 zauważyliśmy nadmiar czerwieni.

Skanerom poświęciliśmy wyjątkowo dużo miejsca, bo nimi urządzenia różnią się najbardziej. Nawet najlepsze nie zeskanują najtrudniejszych zdjęć bez strat. Druk fotografii nie sprawił aż tylu problemów. Oprócz dwu najtańszych modeli i z zastrzeżeniami co do Lexmarka X6150, pozostałe kombajny poradziły sobie nieźle. Z wojny między większą kroplą i sześciokolorową paletą w produktach HP a mniejszą kroplą i skromniejszą liczbą barw podstawowych w Canonach i Epsonach zwycięsko wyszedł pierwszy producent. W mniej wymagających trybach druku najwyższe oceny za jakość także uzyskały urządzenia HP, ale po wymianie sześciokolorowej palety na czterobarwną. Tempo pozostało domeną Canona.

HP PSC 2410 Photosmart

HP wróciło na podium z parą kombajnów o fotograficznych możliwościach. Oprócz zdjęć radzą sobie także z faksami.

HP PSC 2410 Photosmart

HP PSC 2410 Photosmart

Zwycięzca testu zalicza się do najlepiej wyposażonych urządzeń. System druku może pracować w dwóch konfiguracjach: z cztero- lub sześciokolorową paletą barw podstawowych. Pierwszej używaliśmy do testów i grafiki, drugiej do druku fotografii. Są jeszcze czytniki kart pamięci zapisanych w aparatach cyfrowych i szybki faks, który może obsługiwać kilka linii, z pamięcią na 60 numerów i 50 stron.

Samodzielnie

Bez użycia komputera można sterować wydrukiem z kart pamięci na dwa sposoby, za pomocą wbudowanego kolorowego wyświetlacza LCD albo po wypełnieniu i zeskanowaniu specjalnego formularza z miniaturkami zdjęć. Wyświetlacz służy też do przekazywania informacji kontrolnych. Model 2510, który zajął drugie miejsce, ma dodatkowo przewodową i bezprzewodową kartę sieciową.

Pod względem jakości druku Photosmarty były bezkonkurencyjne, ale przede wszystkim dzięki żonglowaniu nabojami i dobieraniu optymalnej konfiguracji do rodzaju tematu.

Skanowanie zostało potraktowane przez HP bardzo poważnie. Czasy testów były najkrótsze, a jakość na tle wpadek konkurentów - najlepsza. Niemniej jednak możliwości kończą się na skanowaniu niezbyt trudnych fotografii. Zastrzeżenia budzi rozpoznawanie tekstu. Stosowany przez HP Readiris jeszcze raz przegrał z FineReaderem.

Wielki pakiet oprogramowania

Razem z urządzeniem użytkownik dostaje wielką porcję, blisko 1 GB oprogramowania, nad którego instalowaniem nie można w pełni zapanować. Z części obowiązkowych wyżej oceniamy sterownik drukarki z wieloma funkcjami retuszerskimi, niżej sterownik skanera, który ma, co prawda, wersję dla zaawansowanych, ale mniejsze możliwości wyboru.

Informacje: HP, tel. (22) 5657700

http://www.hp.pl

Cena: 1549 zł


Zobacz również