Open source - nie tylko Linux

Większość z nas, słysząc określenie 'open source' od razu myśli o Linuksie - systemie operacyjnym, który zdobywa ostatnio coraz większą popularność i serca wciąż nowych użytkowników. Open source to jednak coś więcej - to alternatywne systemy operacyjne, oprogramowanie z każdej praktycznie dziedziny, ruch, a nawet filozofia życia... Popularność open source zaowocowała stworzeniem 'otwartych' odpowiedników większości popularnych, ale za to 'zamkniętych' programów, a nawet powstaniem 'otwartego' odpowiednika... Coca Coli.

Wolne czy otwarte?

Wolna dokumentacja

Wolne może być nie tylko oprogramowanie, ale i dokumentacja (ang. Free documentation, Open documentation lub Open content). Pojęcie to określa dowolny rodzaj pracy twórczej (np. teksty, obrazy, dźwięk, filmy itp.) publikowane pod nieograniczającą licencją i w formacie, który jawnie pozwala kopiować (kopiowanie jest dozwolone zarówno w celach niekomercyjnych jak i komercyjnych) oraz edytować dane dzieło. Otwartą dokumentacją są m.in. Wikipedie (wolne encyklopedie), czy publikacje wydawane przez agencje administracji amerykańskiej. Zgodnie bowiem z tamtejszym prawem, materiały tworzone przez administrację nie podlegają prawu autorskiemu.

Nazwa open source pojawiła się w 1998 r., wraz z rozpowszechnieniem przez Netscape Communications Corporation kodu źródłowego przeglądarki Mozilla, opartej na licencji gwarantującej każdemu prawa do dowolnego użytku, modyfikacji, redystrybucji kodu. Otwarte oprogramowanie, czy też otwarte źródła, to odłam starszego ruchu wolne oprogramowanie. Free software, którego twórcą jest Richard Stallman, kładzie główny nacisk na strony moralne i etyczne dostępności oprogramowania, natomiast open source podkreśla bardziej kwestie organizacyjne i znaczenie techniczej doskonałości kodu. Jego założycielami i orędownikami są Eric Raymond (esr), Bruce Perens, a także Linus Torvalds, zaś propagowaniem idei i rozwojem projektu zajmuje się m.in. organizacja Open Source Initiative (OSI).

Otwarte znaczy dostępne

Otwartość źródeł oznacza, iż każdy z nas ma do nich swobodny dostęp. Prawa te określają najczęściej spotykane licencje wolnego oprogramowania, takie jak Public Domain (własność ogółu, np. dzieła, które na skutek decyzji twórcy, lub upływu odpowiedniego czasu stały się dostępne do dowolnych zastosowań bez konieczności uwzględniania praw autorskich), licencja BSD, (m.in. systemy FreeBSD, NetBSD, OpenBSD.), licencja MIT, czy też najpopularniejsza - Powszechna Licencja Publiczna GNU (GPL), zabraniająca zamykania kodu, która została stworzona w 1988 przez Richarda Stallmana i Ebena Moglena na potrzeby Projektu GNU. W praktyce oznacza to, że nie tylko możemy swodobnie korzystać z tworów czyjejś pracy (w tym przypadku systemu operacyjnego czy programu komputerowego), ale i dowolnie go modyfikować, kopiować, a także udostępniać innym użytkownikom.

Filozoficzne rozterki

Wiele osób wymiennie używa określeń otwarte oprogramowanie (open source) i wolne oprogramowanie (free software). Jednak mylenie tych dwóch pojęć potrafi niektórych doprowadzić do białej gorączki. Taką osobą jest np. Richard Stallman (znany jako rms), który zapoczątkował ruch na rzecz tworzenia wolnego oprogramowania (szerzej sylwetkę prezentowaliśmy przy okazji przeprowadzonego z nim wywiadu). Stallman swego czasu skrytykował open source, gdyż, jego zdaniem, pragmatyczny charakter tego ruchu odwraca uwagę użytkowników od zasadniczych kwestii moralnych i wolności oferowanych przez wolne oprogramowanie. W ogromnym uproszczeniu można bowiem powiedzieć, iż ruch open source kładzie większy nacisk na kwestie techniczne i organizacyjne kodu, ruch free software - na kwestie moralne i etyczne dostępności oprogramowania. Ruchem free software twardą ręką kieruje niezwykle kontrowersyjny Stallman, w ruch open source, na bardziej demokratycznych zasadach, zaangażowani są m.in. Bruce Perens, Eric Raymond (znany jako esr, haker, autor książki "The Cathedral and the Bazaar", opiekun słownika żargonu hackerskiego Jargon File), czy Linus Torvalds, któremu świat zawdzięcza istnienie systemu Linux, i to wbrew temu, co sądzą niektórzy sceptycy .

Nie tylko Linux

Tak się złożyło, że największą popularność wśród użytkowników zyskał system operacyjny Linux, w różnych odmianach (dystrybucjach). Warto byłoby jednak pamiętać, że nie jest to jedyny system operacyjny open source. Ogromną popularnością wśród bardziej zaawansowanych użytkowników cieszą się również systemy uniksowe FreeBSD czy NetBSD. Ten pierwszy, reklamowany hasłem Potęga gotowa służyć (The power to serve) ze względu na swą wydajność i niezawodność często stosowany jest jako serwer lub firewall, choć równie dobrze sprawdza się jako system operacyjny na komputery biurkowe. NetBSD, system operacyjny z uniksowej rodziny BSD, dostepny jest z kolei na rekordową ilość platform sprzętowych, dzięki czemu zyskał ogromną popularność, m.in. jako system operacyjny w środowiskach akademickich i edukacyjnych (oferuje m.in. możliwość korzystania z jednej platformy softwarowej na najróżniejszych systemach). Często wykorzystywany jest również jako system dla serwerów i ścian ogniowych oraz jako system typu embedded dla urządzeń przenośnych. Waro podkreślić, iż obok FreeBSD częściowo stał się także podstawą systemu Darwin (uniksowy fundament Mac OS X). Mniej popularnym, choć ciekawym projektem jest ReactOS, mający na celu stworzenie systemu pod względem funkcjonalności równoważnego z Windows NT i 2000. Wśród założeń projektu znaleźć można m.in. możliwość korzystania z aplikacji i sterowników Windows, OS/2 i Java. Na razie jednak ReactOS wciąż znajduje się w fazie rozwoju.

Od przybytku... głowa boli

OpenCola

To pierwszy na świecie napój gazowany typu open source, smakiem przypominający Coca-Colę lub Pepsi. Zgodnie z ideą open source, producent zgodził się na udostępnienie każdemu zainteresowanemu receptury na ten napój. Każdy może go też wyprodukować, dowolnie modyfikować recepturę pod warunkiem, że sam przepis pozostanie jawny. Projekt OpenCola miał w zamierzeniu stanowić część akcji promującej ideę oprogramowania open source, jednak po pewnym czasie zaczął żyć swoim własnym życiem, a firma stała się znana jako producent napoju, a nie oprogramowania. Jak dotąd OpenCola nie stała się jednak zagrożeniem dla żadnego z gigantów takich, jak Coca-Cola czy Pepsi. Jeśli ktoś ma ochotę spróbować wolnodostępnego napoju, to recepturę znaleźć można tutaj.

Najlepszy nawet system operacyjny byłby jednak niczym bez odpowiedniego oprogramowania. W przypadku open source jedynym problemem może być jedynie... nadmiar tego oprogramowania i związana z tym trudność dokonania wyboru. Praktycznie w każdej dziedzinie - od narzędzi systemowych poprzez pakiety biurowe do rozrywki - znajdziemy od kilku do kilkudziesięciu alternatywnych projektów, które na dodatek otrzymujemy wraz z pakietem instalacyjnym systemu.

Oczywiście, zgodnie z filozofią open source, mamy wolność wyboru i nikt nie każe nam przyjmować zgromadzonych w dystrybucji programów, za jedynie słuszne rozwiązanie. Co z tego, że najpopularniejsze są środowiska graficzne KDE i GNOME? Możemy wybrać również Xfce. Złożone z wielu modułów, proste w obsłudze, ładne i szybkie. Popularny pakiet Mozilla zawiera co prawda moduły do obsługi poczty elektronicznej czy tworzenia stron, ale dlaczego by nie zainteresować się takimi programami, jak pine (klient poczty) czy Quanta Pro (zaawansowany edytor html). Oczywiście, wbrew temu co twierdzą niektórzy malkontenci, nie ma również większych problemów z kompatybilnością z innymi platformami. Poczynając od dokumentów MS Office (OpenOffice.org), poprzez popularne komunikatory ICQ czy Gadu-Gadu (Licq, Kadu, Psi) na grach kończąc. Tak, w świecie open source można znaleźć również wolnodostępne wersje takich gier, jak Doom (PrBoom, Freedoom) czy Cywilizacja (Freeciv).

Open source rządzi?

Trudno przecenić wpływ ruchu open source na rozwój technologii. Trudno wyobrazić sobie, jak bez niego wyglądałaby codzienność przeciętnego użytkownika komputera. Najlepszym przykładem niech będą wyniki badań, zgodnie z którymi większość dostępnych w sieci usług wykorzystuje rozwiązania open source. Ponad 70 proc. serwerów WWW działa w oparciu o projekt Apache, ok. 40 proc. serwerów poczty elektronicznej wykorzystuje serwer poczty Sendmail. Nawet tak, wydawałoby się, podstawowa rzecz, jaką jest tłumaczenie adresów sieciowych obsługiwana jest przez technologię open source - BIND (Berkeley Internet Name Domain). Wszystko to zaś możliwe było - i jest nadal - dzięki temu, że istnieją ludzie, którzy idee wolności i powszechnego prawa dostępu do informacji potrafią realizować również w świecie technologii. Swego czasu, w jednym z wywiadów Brian Behlendorf, twórca projektu Apache powiedział: Możesz to nazwać idealizmem. Tak rzeczywiście jest, ale... to działa.

Na koniec warto zaznaczyć, że wiele z wykorzystanych w tekście definicji terminów pochodzi z Wikipedii, czyli wolnej (a jakże), wielojęzycznej encyklopedii, dostępnej na zasadach Licencji Wolnej Dokumentacji GNU - http://pl.wikipedia.org .


Zobacz również