Pamiętnik duszy

16 września br. w warszawskiej Galerii Luksfera miało miejsce otwarcie wystawy Izabeli Jaroszewskiej pt. "Iceland No Man's Land". Ten niezwykły, pełen specyficznego klimatu, cykl fotografii, wykonanych w większości - co ciekawe - podczas podbiegunowych "białych nocy", przyciągnął tłum zwiedzających. Niezwykłe było również to, że zaprezentowano szerszej publiczności nie tyle zdjęcia, ile perfekcyjne czarno-białe cyfrowe wydruki.

16 września br. w warszawskiej Galerii Luksfera miało miejsce otwarcie wystawy Izabeli Jaroszewskiej pt. "Iceland No Man's Land". Ten niezwykły, pełen specyficznego klimatu, cykl fotografii, wykonanych w większości - co ciekawe - podczas podbiegunowych "białych nocy", przyciągnął tłum zwiedzających. Niezwykłe było również to, że zaprezentowano szerszej publiczności nie tyle zdjęcia, ile perfekcyjne czarno-białe cyfrowe wydruki.

Od lat Pani nazwisko jest kojarzone ze specyficznym gatunkiem fotografii, jakim jest reportaż subiektywny. Proszę powiedzieć, czym on się charakteryzuje?

Reportaż subiektywny odzwierciedla osobisty stosunek fotografa do świata. Jego zadaniem nie jest wpływanie na rzeczywistość lub jej kreowanie, ale coś dokładnie odwrotnego: nad światem trzeba się zastanowić, zadziwić, dostrzec jego paradoksy i ulotność wielu zjawisk. Konieczne jest zaangażowanie się w ten ogląd i smakowanie świata, by potem poprzez nasze zdjęcia odbiorca mógł dostrzec zawarty w nich ładunek emocji i przeżyć.

Czy ten emocjonalny stosunek do świata pozwala na dowolność w doborze technik fotograficznych?

W przypadku gatunku fotografii, o którym mówimy, nie może być mowy o manipulacji rzeczywistością. Istotą jest przecież wiarygodność obrazu jako odzwierciedlenia świata. Oczywiście nie oznacza to, że nie możemy używać określonych środków kreacyjnych. Mam na myśli przede wszystkim zdjęcia wykonywane w tonacji czarno-białej oraz w podczerwieni. Dlaczego akurat na te środki kładę nacisk? Pozwalają one na skupienie uwagi właśnie na przeżyciach i emocjach. Kolor raczej w tym przypadku utrudnia uzyskanie pożądanego stanu. Jest bardziej informacyjny niż refleksyjny. W kolorze ważniejsza jest forma, a nie przeżycia i emocje. Kolejnym bardzo ważnym "narzędziem" fotografa jest czas. Mamy czasem tylko1/125 s, aby w tym ułamku czasu nie tylko zauważyć coś interesującego, czego inni po prostu nie dos-trzegają, ale też dobrze skomponować zdjęcie, wykonać je i jeszcze zawrzeć w nim nasze osobiste odczucia.

Z tego wynika, że opanowanie środków technicznych choć jest istotne, nie jest jednak wystarczające. Zgranie technicznego profesjonalizmu ze światem wewnętrznych przeżyć fotografa jest zadaniem, które może dla wielu okazać się zbyt trudne. Czy oczekiwanie, by odbiorca zechciał dostrzec w naszych zdjęciach nasz osobisty stosunek do świata, nie jest aby zbyt ambitne?

To problem nieco szerszej natury. Otóż wydaje mi się, że w naszym codziennym życiu bardzo często obcujemy z silnym, wręcz agresywnym, merkantylizmem. Przenosi się on również na sztukę. Sztuka oparta na bezpośrednich przeżyciach autora nie zaw-sze jest w cenie. Można bowiem być poczytanym za ekshibicjonistę. W świecie zachodnim, do którego mentalnie wciąż pretendujemy, istnieje, odwrotnie niż u nas, bardzo duże zainteresowanie właśnie dla takiej sztuki, która wypływa z autentycznych przeżyć twórcy. Osobnym tematem jest, że dzięki elitom intelektualnym tamtych społeczeństw, które podtrzymują zainteresowanie dla sztuki, bardzo prężnie egzystuje i wciąż się rozwija rynek galerii, w których artyści fotograficy mogą prezentować i sprzedawać swoje prace. W Polsce taki rynek wciąż praktycznie nie istnieje.

A więc fotografia nie jest tylko rzemiosłem. Kiedy w Pani przypadku nastąpiło odkrycie, że jest to sztuka?

Od razu na początku mej fascynacji fotografią. Trwa ona zresztą do dzisiaj. Miało to miejsce w księgarni w Paryżu, kiedy jeszcze byłam na trzecim roku studiów prawniczych. W moje ręce wpadł wtedy album z fotografiami Henri Cartier-Bressona. Nie mogłam wprost od tych zdjęć oderwać oczu. Wewnętrznie wstrząśnięta przesiedziałam nad nimi trzy godziny. To był punkt zwrotny: mimo że dokończyłam studia na wydziale prawa, jednak całe moje dalsze życie związałam już z fotografią. Bardzo cenię mistrzostwo Cartier-Bressona, który ze swych zdjęć uczynił arcydzieło kompozycji. W jego sposobie postrzegania świata poprzez fotografię liczy się ten słynny "decydujący moment", ja jednak w moich dalszych poszukiwaniach poszłam w kierunku Roberta Franka, o którym się mówi, że jest raczej antytezą Bressona.

Z pewnością oczekuje ich Pani także u odbiorców. Jaki jest klucz do zrozumienia Pani zdjęć?

Fotografia to specyficzny sposób życia i postrzegania świata, w którym dominującą rolę odgrywa twórcza pasja. Dlatego moim zdaniem do reportażu subiektywnego dochodzi się latami. Chodzi nie tylko o perfekcyjne opanowanie technik i sprzętu fotograficznego, ale również o dojrzałość osobistą. Moje zdjęcia są jakby pamiętnikiem duszy.

Do ich zrozumienia, jak mi się wydaje, potrzeba pewnej wrażliwości i podobnego sposobu postrzegania świata. Gdybym miała krótko scharakteryzować odbiorcę, powiedziałabym, że potrzeba postawy "otwartego serca".

Wróćmy jeszcze do techniki. Jaki sprzęt jest w Pani pracy najbardziej przydatny?

Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że właściwy wybór aparatu czy też rodzaj użytych technik uzasadniony jest wyborem tematu. Gdy do dyspozycji jest więcej czasu

decyduję się na aparat dalmierzowy Voiglander Bessa (aparat jest bez lustra, przez wizjer widzi się dokładnie to, co jest potem na zdjęciu - red.). Zdjęcia średnioformatowe wykonuję zazwyczaj Hasselbladem, a wielkoformatowe 4 x 5" japońskim aparatem Toyo. Z reguły stosuję obiektywy 35 mm lub 50 mm, które pozwalają mi na bliższy kontakt z rzeczywistością, o której opowiadam na swoich zdjęciach. Gdy mam mało czasu, chętnie sięgam po aparat cyfrowy. Jest to albo Canon G3, albo Sony VDC 1. Aparaty cyfrowe służą mi jako rodzaj notatnika. Do ich niewątpliwych zalet można z pewnością zaliczyć radykalne obniżenie kosztów eksploatacji samego aparatu. Odpadają wszystkie wydatki związane z wywoływaniem zdjęć. Dysponują większą głębią ostrości, co jest bardzo przydatne w przypadku zdjęć wykonywanych w gorszych warunkach oświetleniowych, nie ma też problemu z odpowiednią temperaturą barwową. Dzięki temu nie trzeba zabierać filtrów na różne okazje. Nie bez znaczenia jest również możliwość obróbki zdjęć w komputerowych programach graficznych, co w sposób zasadniczy wpływa na szybkość i komfort pracy.

Pani wystawa jest dowodem, że cyfrowe technologie coraz śmielej wkraczają na pole sztuki. Zdjęcia nie zostały bowiem przygotowane w ciemni, ale wyszły z profesjonalnych drukarek fotograficznych. Czy jakość tych wydruków jest zadowalająca dla artysty?

Jakość jest naprawdę wysoka. Wydruki charakteryzują się bardzo dobrym odwzorowaniem szczegółów. Nie ma na nich żadnej niepożądanej dominanty kolorystycznej - biel i czerń mają odpowiednią barwę, a w cieniach nie ma zielonkawych odcieni, co zdarzało się w starszych typach wydruków zdjęć czarno-białych. Na zdjęciach nie ma też "ziarna" spowodowanego małą precyzją dysz drukujących. Prezentowane na wystawie wydruki są praktycznie nie do odróżnienia od zdjęć wywołanych w ciemni. Artystę z pewnością może cieszyć również fakt, że sporządzono je na papierze archiwalnym - jego trwałość dochodzi do 100 lat, podobnie jak normalnych odbitek fotograficznych. Ponadto pokryte są one folią UV, która chroni je przed blaknięciem. Dzięki temu te zdjęcia-wydruki mogą swobodnie funkcjonować na rynku sztuki.

Prezentowane na wystawie zdjęcia mają specyficzną szeroką perspektywę. Jak osiągnęła Pani taki efekt i jaki był powód użycia takiego środka?

Rzeczywiście, kąt widzenia aparatu jest nietypowy - 110ˇ. Zdjęcia wykonano za pomocą specjalnego ruchomego obiektywu o ogniskowej 28ˇ, który umożliwia taki zabieg. Chcąc uwiecznić krajobrazy Islandii, odkryłam, że jest to kraj kompletnie surrealistyczny. Spostrzeżenie to dotyczyło zarówno światła (większość zdjęć została wykonana około trzeciej w nocy), jak i sytuacji, jakie przyszło mi obserwować. W dodatku zdałam sobie sprawę, że te piękne krajobrazy nie są kolorowe. Wszędzie dominuje czarna lawa. To główny powód, dlaczego zdecydowałam się na zdjęcia czarno-białe. Jednak w tym bezkresnym, niemal księżycowym krajobrazie natrafiałam wciąż na przejawy zwykłego "ziemskiego" życia, które toczyło się swoim niespiesznym rytmem. To jeszcze bardziej potęgowało poczucie surrealistyczności tej "nieludzkiej" ziemi. Właśnie to chciałam uchwycić i oddać na mych zdjęciach.


Zobacz również