Pan Tadeusz jest nagi

W Polsce brakuje dobrego współczesnego kina. Masowo produkujemy za to patriotyczne "giganty" ku pokrzepieniu serc, które nie interesują nikogo poza samymi Polakami.

W Polsce brakuje dobrego współczesnego kina. Masowo produkujemy za to patriotyczne "giganty" ku pokrzepieniu serc, które nie interesują nikogo poza samymi Polakami.

Przyglądając się polskim produkcjom na przełomie ostatnich trzech lat, dochodzę do zadziwiającego wniosku. Przemysł filmowy w naszym kraju kwitnie! I mam na to przynajmniej trzy dowody: po pierwsze Ogniem i mieczem, pod drugie Pan Tadeusz, po trzecie Quo vadis. Te gigantyczne jak na nasze warunki superprodukcje zmuszają mnie do takiego stwierdzenia. I choć uparcie powtarzam sobie, że przecież nie ma pieniędzy, budżet kinematografii jest śmiesznie mały, a w dodatku mamy ogólnoświatowy kryzys, na nic się to nie zdaje. Fakty mówią same za siebie. Ostatecznie jednak nie daję się zwieść pozorom. Skoro prawica może mieć lewicowe poglądy, a lewica propagować program liberalny, to nasza biedna kinematografia w końcu może przeznaczyć ponad 100 mln zł na wyprodukowanie trzech filmów. Taka logika z pewnością bardziej skutkuje. Polak potrafi. Ta supertendencja do superprodukcji realizowanych przez superreżyserów powinna cieszyć wszystkich. Zwłaszcza że nieczęsto się zdarza, by trzech naprawdę wybitnych reżyserów: Jerzy Hoffman, Andrzej Wajda i Jerzy Kawalerowicz bez mała równocześnie wyruszyło na plan filmowy. Jednak gdy emocje już ostygną, a ich dzieła przemierzą ekrany polskich kin, zrodzą się zapewne wątpliwości...

Relacje z planów filmowych największych polskich superprodukcji pozwalają przekonać się, jak gigantyczne jest to przedsięwzięcie. Na potrzeby tych filmów pracuje cała fabryka, wytwarzająca dekoracje, rekwizyty i kostiumy. Setki ludzi, których nazwisk nawet nikt nie zauważy w czołówce, kreuje scenerię, w której kręcone będą zdjęcia. Scenograficzny rozmach w dużej mierze zależy od funduszy, jakie ma producent na realizację filmu.

Wąsy z włosia bawołu

Ogniem i mieczem w reżyserii Jerzego Hoffmana miało już stosunkowo wysoki budżet - około 30 mln zł. Wszystkie zdjęcia realizowano w kraju. Częściowo wykorzystano już istniejące obiekty, np. Rozłogi i wieś ukraińską "zagrał" skansen Muzeum Wsi Mazowieckiej, sceny audiencji u księcia Wiśniowieckiego nakręcono na Zamku Królewskim w Warszawie, a te rozgrywające się w Siczy powstały w Muzeum w Biskupinie, Dniepr "udawał" zalew na rzece Ropie koło Gorlic. Na poligonie w Biedrusku górale z Jaworek i Zakopanego wybudowali imponującą drewnianą twierdzę ze Zbaraża. Prace budowlane i adaptacyjne przed przystąpieniem do zdjęć trwały około roku, same zdjęcia - 118 dni. W filmie wystąpiło około 110 aktorów, 10 000 statystów

30 kaskaderów i 250 koni. Wykonano setki, często bardzo kosztownych rekwizytów. Ciężka jazda została zaopatrzona w skrzydła husarskie, zrobione z prawdziwych piór orłów, sępów, jastrzębi i bocianów, zakupionych w ogrodach zoologicznych. W Skoczowie odlano z brązu sześć armat. Wiele kostiumów uszyto ręcznie ze specjalnie zamawianych tkanin, często tkanych na oryginalnych XVII-wiecznych krosnach. Siodła, uprzęże, strzały i łuki dla Tatarów sprowadzono z Mongolii. Zamówiono nawet kilkaset par wąsów wykonanych z... włosów bawołów.


Zobacz również