Parszywe regiony

Drodzy moi, czy nie wkurza was, gdy na pudełku z wymarzoną płytą DVD pojawia się ostrzeżenie - ''Region 1 only''? Oznacza to ni mniej ni więcej tyle, że to płyta nie dla nas. Że w ogóle nie powinna wpaść w nasze ręce. Że jest dla Amerykanów i już. Widząc taką informację, zawsze czuję, jak ściska mnie w dołku ze złości.

Drodzy moi, czy nie wkurza was, gdy na pudełku z wymarzoną płytą DVD pojawia się ostrzeżenie - ''Region 1 only''? Oznacza to ni mniej ni więcej tyle, że to płyta nie dla nas. Że w ogóle nie powinna wpaść w nasze ręce. Że jest dla Amerykanów i już. Widząc taką informację, zawsze czuję, jak ściska mnie w dołku ze złości.

Bo właściwie cóż to za chory pomysł? Dlaczego podzielono świat na lepszych i gorszych (a region 1 jest bez wątpienia najlepszy, bo tam ukazuje się najwięcej tytułów, najszybciej i jeszcze na dodatek są tam najtańsze)? Tym razem wcale nie ze względów technicznych, jak to było w przypadku kaset VHS. Tam mogłem zrozumieć: konkurencyjne formaty telewizyjne (SECAM, PAL, NTSC) rozpowszechnione w różnych częściach świata nie były kompatybilne. Sprzęt przeznaczony do odbioru kaset nagranych w PAL-u nie nadawał się do odtwarzania kaset NTSC aż do czasu, gdy wymyślono telewizory i magnetowidy wielosystemowe, oczywiście droższe od dotychczasowych, ale jakże praktyczne.

Ale z technologią cyfrową tak nie jest. System nie gra roli, tylko nałożono nań specjalne blokady, pozwalające producentom manipulować klientami i za ten sam produkt na jednym kontynencie żądać wyższej, a na drugim niższej ceny. Marzenie Marshalla McLuhana o globalnej wiosce, które miało się ziścić dzięki telewizji i nowoczesnej technologii, zostało odesłane do lamusa z powodu małostkowych interesów finansowych. Ech!, za grosz u producentów i dystrybutorów filmowych wizjonerskiego rozmachu. Wciąż zwycięża u nich mentalność prowincjonalnego sklepikarza...

Ale życie i pomysłowość ludzi XXI wieku jeszcze raz spotkały się, by przezwyciężyć absurdalne ograniczenia. Najpierw amatorzy DVD (myślę o tych z informatycznym wykształceniem) wymyślili domowej roboty dekodery, z powodzeniem radzące sobie z przystosowywaniem naszych odtwarzaczy DVD do płyt z bajkowego "Regionu 1" i od tego momentu hulaj dusza, piekła nie ma. Przypominam, że niedozwolone dla nas płyty DVD z Ameryki za całkiem nieduże pieniądze możemy kupować za pośrednictwem Internetu. Szczególnie polecam wyspecjalizowany sklep http://www.amazon.com . Sam z niego korzystam, dzięki czemu udało mi się stworzyć interesującą "niezależną" kolekcję DVD.

Ale i sami dystrybutorzy coraz częściej zaczęli dochodzić do wniosku, że z tymi regionami to głupota. Na rynku pojawiło się więc sporo uniwersalnych płyt DVD "na wszystkie regiony". W ten sposób przygotowano na przykład kolekcję arcydzieł kina (The Criterion Collection), w której znalazł się choćby zestaw filmów Federico Felliniego w oryginalnej włoskiej wersji z angielskimi napisami albo kultowy film niemieckiej dokumentalistki, Leni Riefenstahl, "Triumf woli" z 1936 roku.

Parszywe regiony znikają więc z kina domowego DVD (byle jak najszybciej) i wracamy do stanu normalności, czyli globalnej wioski światowych kinomanów. A swoją drogą ciekawe dlaczego nikomu wcześniej nie wpadło do głowy, żeby podobnie absurdalną regionalizację wprowadzić do dystrybucji płyt CD z muzyką? Czyżby muzyka była z definicji dla wszystkich, a filmy tylko dla wybranych?

Tomasz Raczek Krytyk filmowy i felietonista. Z Zygmuntem Kałużyńskim stworzył duet znany z telewizji (Perły z lamusa) i rozmów drukowanych we Wprost oraz wydanych w trzech książkach: "Perły do lamusa?", "Poławiacze pereł" i "Perłowa ruletka".


Zobacz również