Paulina Holtz: "Komputer nie jest niezbędny do życia"

"Zniechęcam się w momencie, kiedy się nie mogę "dogadać" z komputerem. Jak mi gdzieś uciekają dane, czuję się kompletnie bezradna. I mam tylko ochotę go trzasnąć..." - mówi w rozmowie z PCWK Online Paulina Holtz, aktorka znana m.in. z roli Agnieszki Lubicz w serialu "Klan".

PCWK Online: Czy twoim zdaniem, w dzisiejszych czasach można się obejść bez komputera?

Paulina Holtz: Hm, pewnie nie. Ostatnio: odczułam pewien ostracyzm na własnej skórze. Poszłam coś załatwić do banku, a tam Pani z okienka:

- To można załatwić przez Internet.

- Tak, ale ja nie mam Internetu. - odpowiadam

- Nie ma pani Internetu? - pyta pani z okienka

- Nie, nie mam.

- No, ale ma pani chyba telefon? - drąży temat kasjerka, ja na to:

- Telefon mam, ale nie mam Internetu

- Acha... - i poszła sobie wyraźnie zdziwiona. Przyszła druga na jej miejsce i... sytuacja powtarza się niemal dokładnie słowo w słowo:

- Nie ma pani Internetu? Nawet w pracy?

Cierpliwie tłumaczę więc:

- Wie pani, w teatrze może jest jakiś komputer, ale to nie jest ogólnie dostępny komputer do korzystania z Internetu.

- Ojej, ale to dziwne!

Poczułam się jakoś odrzucona, mimo że ogólnie było to bardzo zabawne. Nie był to zresztą pierwszy i myślę, że nie ostatni, kiedy to ludzie się dziwią i pewnie będą się dziwić coraz bardziej. I ja pewnie w końcu ten Internet będę miała. Tak się jednak chwilowo złożyło, że nie mam.

Paulina Holtz
Paulina Holtz

Paulina Holtz

Paulina Holtz - córka znanej aktorki Joanny Żółkowskiej oraz filmowca Wiktora Holtza. Debiutowała w Teatrze TV już jako sześciolatka (w sztuce "Małżeństwo Marii P."), jednak na rolę na dużym ekranie poczekać musiała aż do roku 1999. Wtedy to zagrała zakonnicę w filmie Magdaleny Łazarkiewicz: "Na Koniec Świata". Jako dorosła aktorka dała się telewizyjnej publiczności poznać rok wcześniej dzięki serialowi "Klan". Rola Agnieszki Lubicz skłoniła Paulinę Holtz do przerwania studiów dziennikarskich i przygotowania się do egzaminów na Akademię Teatralną. Wcześniej zdawała do łódzkiej filmówki, nie zdobyła jednak indeksu.

Paulina Holtz nie jest aktorką dysponującą imponującą ogromem filmografią. Widzowie cenią ją jednak za talent, naturalność i urodę - dowodem czego stała się sesja zdjęciowa dla miesięcznika "Playboy". Wielu podobał się także jej występ w filmie Przemka Angermana "Jak to się robi z dziewczynami". Ciekawe jest to, że w tym ostatnim grała za darmo, podkreślając swoją sympatię dla młodych, ambitnym scenarzystów, reżyserów i aktorów.

Może będzie to jakiś bodziec, żeby wreszcie wejść w świat komputerów?

Mam już komputer. Laptopa. Bo to jest tak, że ja bynajmniej nie jestem przeciwna komputerom czy Internetowi. Z jednej strony nie mam jakieś olbrzymiej potrzeby, żeby tak bardzo się tym zainteresować, z drugiej jednak, zawodowo się to przydaje. Komunikacja mailowa, chociażby jeżeli chodzi o autoryzacje wywiadów, itd. jest bardzo szybka, przyjemna i bezstresowa. Nie trzeba nic nigdzie wozić, wysyłać, itd. Będę też pewnie pisała pracę magisterską, więc byłoby dobrze mieć np. kontakty mailowe z osobami, które tym tematem się zajmują. Nie czuję natomiast takiej presji. To nie jest element, który jest mi niezbędny - ani do pracy ani do życia.

Na jaki temat będzie Twoja praca?

Chciałam napisać o scenografii teatralnej, konkretnie o scenografie Andrzeju Witkowskim, który jest dosyć niezwykłą postacią jeśli chodzi o scenografię teatralną. Nie jest to temat wtórny, nie ma szans, że mogłabym przeczytać kilka rozdziałów jakiejś książki i wybrać z niej co ciekawsze fragmenty, tylko muszę po prostu napisać pracę o żywym człowieku, który jest ciekawą, fantastyczną postacią. I to jest tak naprawdę to, co mnie najbardziej interesuje jeżeli chodzi o pracę magisterską. Jestem co prawda bardzo spóźniona, bo powinnam ją napisać już dwa lata temu, albo i trzy, ale miałam kłopot z tematem. Wiedziałam, że to musi być coś, co mnie interesuje, coś oryginalnego i myślę, że właśnie coś takiego znalazłam.

Przy pisaniu tej pracy Internet chyba by się przydał?

Przydałby się, przydał. Tylko, że jeśli chodzi o szukanie informacji w Internecie to jestem raczej słaba i za każdym razem mam z tym duży problem, bo nie umiem "porozumiewać się" z komputerem. Nie dogadujemy się za dobrze. Znajduję podstawowe informacje, ale żeby wyszukać te, które są bardziej ukryte, do których trzeba dotrzeć w tym labiryncie to z tym mam już problem. Ale myślę, że to jest kwestia wprawy. Jak byłam mała i miałam komputer, też nie umiałam robić różnych rzeczy, ale metodą prób i błędów do nich dochodziłam. Myślę, że musiałabym się po prostu wielu rzeczy nauczyć.

Czyli jednak z komputerem masz do czynienia od dziecka?

Miałam wówczas Commodore Plus 4 i przyznam, że to była dla mnie ciekawa zabawa. Ale zawsze zniechęcam się w momencie, kiedy się nie mogę dogadać z komputerem. Jak mi gdzieś uciekają dane, czuję się wtedy kompletnie bezradna. I mam tylko ochotę go trzasnąć. A wracając do tematu... ja nie mam jakieś ogromnej potrzeby używania komputera, bo piszę ręcznie. Ponieważ myśl idzie mi poprzez rękę, która pisze. A jak mam pisać na komputerze to już jest dla mnie trochę bezmyślne. Robię dużo błędów, stylistycznych i gramatycznych, nie mam takiej łatwości pisania na komputerze. Raczej przepisuję na komputerze niż piszę.

Wracając do zamierzchłych czasów. Pamiętasz coś jeszcze z zabaw na Commodore?

Miałam taką śmieszną przygodę jeśli chodzi o, nazwijmy to programy. Do tego Commodore była książeczka z poradami, jak uzyskać różne atrakcje, typu falista linia, która wydaje jakiś dźwięk. Polegało to na wpisaniu kilku podanych komend. Ja, właśnie metodą poszukiwań, połączyłam ze sobą dwa programy, tak kompletnie dla draki, przemieszałam, wpisując linijkę z tego, linijkę z tego i wyszedł mi kompletnie nowy program, który rysował nowe linie i wydawał nowe dźwięki. Byłam ogromnie dumna, bo było to pierwsze, stworzone przeze mnie, zupełnie przypadkiem, komputerowe "dzieło" Miałam wtedy 6 lat...

Teraz już się tak nie bawisz?

Jeśli chodzi o takie przyjemne zastosowanie komputera to w domu bawimy się z fotografią. Nawet nie pamiętam dokładnie jakie to są programy, ponieważ to mój ukochany głównie zajmuje się cała tą stroną techniczną. Ja nawet nie wiem jak te programy odpalić, uczestniczę tylko w samym procesie twórczym. Na pewno jest ich kilka, czasami przenosimy pliki z jednego, który daje nam jakieś tam możliwości do drugiego, który daje jeszcze inne. Tym się głównie bawimy. Jakieś nowe efekty, zmiana kolorów, tworzenie nowego obrazka z jakiegoś tam zdjęcia.

Może kiedyś doczekamy się wystawy waszej grafiki komputerowej?

Na razie na pewno nie, nie jesteśmy jeszcze na takim poziomie (śmiech). Ale może kiedyś? Może się to nasze hobby jakoś rozwinie? Może będzie taka okazja.


Zobacz również