Picasso i komputer

Nie będę Państwa okłamywał. Temat do dzisiejszego felietonu znalazłem przypadkowo. Ktoś gdzieś w Internecie umieścił cytat: ''Computers are useless. They can only give you answers''. (Komputery są bezużyteczne. Mogą dać nam tylko odpowiedzi).

Nie będę Państwa okłamywał. Temat do dzisiejszego felietonu znalazłem przypadkowo. Ktoś gdzieś w Internecie umieścił cytat: ''Computers are useless. They can only give you answers''. (Komputery są bezużyteczne. Mogą dać nam tylko odpowiedzi).

Przypisano go Picasso. Jeśli wpisze się w Google "picasso + computer", to otrzymujemy jakieś trzysta tysięcy odpowiedzi, a wśród nich wielokrotnie pojawia się powyższy cytat, np. na stronie z wypowiedziami znanych ludzi http://www.studyworld.com/newsite/Quotes/quotebyau-thor.asp?ln=Picasso&fn=Pablo. Nigdzie jednak nie potrafiłem znaleźć oryginalnego źródła powyższej sentencji artysty. Tak jakby było oczywiste, że Picasso mógł powiedzieć lub napisać coś podobnego bez sensu. Chciałbym wziąć artystę w obronę. Oto moje przemyślenia. Pablo Picasso (1881-1973), choć żył bardzo długo, niestety, nie dożył czasów prawdziwego rozpowszechnienia się komputerów. Gdy umierał na początku lat siedemdziesiątych, do wynalezienia komputera osobistego brakowało jeszcze kilku lat. Tak więc jedynymi komputerami, z jakimi artysta mógł mieć do czynienia, były olbrzymie komputery stacjonarne, przeznaczone do przeszukiwania baz danych, wykonywania skomplikowanych obliczeń naukowych albo kontrolujące złożone procesy produkcyjne. Były już wprawdzie masowo produkowane minikomputery z serii PDP 8 firmy DEC (początek wytwarzania w roku 1965), ale ich możliwości okazały się mocno ograniczone. Przede wszystkim przez urządzenia wejścia i wyjścia. Żadnych skanerów, przetworników obrazu z kamer, porządnych ekranów kolorowych. Dźwięki emitowane przez te komputery były bardziej niż skromne, zaś drukarki matrycowe albo typu teletype w żaden sposób nie nadawały się do produkowania dzieł sztuki. To na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku w każdym ośrodku komputerowym można było zobaczyć Myszkę Miki oraz Marilyn Monroe z nadrukowanych na siebie liter. Trudno to nazwać sztuką (por. moja definicja sztuki - potrafiłbym coś takiego zrobić, a więc to nie jest sztuka). Rzeczywiście, z punktu widzenia malarza, grafika i rzeźbiarza, za życia Picassa komputery były bezużyteczne. Ciężko było nawet fantazjować, że kiedyś przydadzą się w pracy jakiegokolwiek artysty, a już szczególnie pracującego tak szybko jak Picasso (ponad dwadzieścia dwa tysiące dzieł wg oficjalnej biografii http://www.picasso.com/life/index.html ). Wątpliwości moje budzi jednak druga część złotej myśli. Cóż takiego mogła ona oznaczać, jeśli naprawdę pochodzi od samego Picassa? Najprostsza interpretacja to stwierdzenie, że bezduszne maszyny tylko udzielają odpowiedzi na zadane im pytania. Tak jest w dalszym ciągu, większość komputerów na świecie międli dane wejściowe, przetwarzając je do postaci pożądanej przez użytkownika. A więc "tylko" udzielają odpowiedzi, bo nie zadają żadnych pytań. Najwyżej czasami mylą się, szczególnie wtedy gdy dane nie są porządnie przygotowane. Czy jednak zadawanie pytań jest wyróżnikiem człowieczego artyzmu?

Owszem, każdy człowiek zadaje sobie pytania na temat pochodzenia świata, jego sensu, przemian, którym podlega, oraz celu, do którego dąży. Zadawanie takich pytań jest prawdopodobnie tym, co odróżniło nas od zwierząt i co pozwoliło na twórcze przekształcanie otoczenia. A więc na tworzenie nowego świata. Jednakże większość ludzi nie jest twórcza w sensie wymyślania nowych prądów artystycznych, wynalazków lub odkryć naukowych. Ba, to tylko wyjątkowi geniusze, tacy jak Picasso, mają rzadką przyjemność prawdziwego tworzenia czegoś od nowa. Reszta z nas tylko przetwarza, powtarzając cudze pomysły. Dobrze pamiętam wiejskie gospody z lat mej młodości, wszystkie jak jeden mąż wymalowane w "pikasy", których mistrz zapewne w ogóle nie poznałby jako swojej maniery. Zaś gołąbek pokoju, machnięty od niechcenia na ścianie mieszkania w czasie warszawskiej wizyty artysty, straszył nas potem przy wielu okazjach, malowany od nowa przez dekoratorów, a jednak nie nowy. Jest jeszcze inna możliwość interpretowania wypowiedzi Picassa. Otóż nie chodziło mu zapewne o akt pytania, ale o wyciąganie konsekwencji z odpowiedzi. W tym sensie komputer, przetwarzając dane, daje nam odpowiedź, ale nie mówi, co zrobić, aby świat był ładniejszy, lepszy, bardziej ludzki. Komputer może być oryginalny, może jak artysta tworzyć nowe formy, może jak uczony odkrywać nowe twierdzenia, może jak wynalazca projektować nowe kształty. W tym sensie komputery są dziś twórcze. Fraktale Mandelbrota http://kosmoi.com/Science/Mathematics/Fractals/Mandelbrot/, twierdzenie o czterokolorowej mapie (Appel i Haken, 1977 http://www-gap.dcs.st-and.ac.uk/~histo-ry/HistTopics/The_four_colour_theorem.html ) albo budynki Franka Gehry'go (jak Stata Center na MIT http://web.mit.edu/evolving/stata/ ) - to wszystko są efekty pracy komputerów. Bez nich nie zaistniałyby, a w każdym razie nie w takiej liczbie i natężeniu, jak się to wydarzyło po koniec dwudziestego wieku. Szkoda, że Picasso tego nie dożył. Wyobrażam sobie, że gdyby Picasso żył w dzisiejszych czasach, to pewnie tak samo wg Wyspiańskiego jako Chopin piłby z rozpaczy, iż komputer może więcej i szybciej niż on sam. Choć z drugiej strony nie jest wykluczone, że zamiast kieliszka wziąłby myszkę do ręki i zaczął tworzyć jeszcze więcej i jeszcze szybciej. Ostatecznie komputer to nic innego niż narzędzie, takie samo jak pędzel, ołówek lub dłuto. Nikt nie pyta pędzla, ołówka lub dłuta, dokąd idziemy. Komputer nie potrafi na to pytanie odpowiedzieć. Ludzie też nie.

Czyżbyśmy byli narzędziem? W czyim ręku?


Zobacz również