Piekielne prędkości - recenzja Need for Speed Hot Pursuit (Xbox 360)

Dobrze się stało, że to właśnie brytyjskie studio Criterion zajęło się najnowszą odsłoną wyścigów od Electronic Arts. Twórcy zakręconego i piekielnie szybkiego Burnouta doskonale wiedzieli na co czekają najwięksi wielbiciele Need for Speed. Dokładnie tego, co ma ona w tytule. Wjeżdżający na sklepowe półki Hot Pursuit jest szybki, ładny i uzależniający. Właśnie taki, jaki powinien być Need for Speed.

Po przeczytaniu wstępu wiadomo, że najnowsza Potrzeba Prędkości jest dobrą produkcją. Na ile dobrą? Na tyle, że bez wysiłku, już na starcie zostawia swoje poprzedniczki - Undercover czy Pro Street - daleko w tyle. To doskonała wiadomość dla wielbicieli serii, którzy od dłuższego czasu narzekali na widoczny i duży spadek formy tytułów z cyklu Need for Speed.

Rajdowcy

Hot Pursuit wraca do tego, co kilka lat temu zaprezentowano w grze o tej samej nazwie. W trakcie zabawy wcielamy się w dwie postaci - kierowcy lubiącego szybką, ostrą jazdę i gonitwy z policją oraz w stróża porządku. Kampania dla pojedynczego gracza składa się z wyścigów rozwijających karierę obu tych postaci. W dowolnej chwili możemy opowiedzieć się po stronie policji lub piratów drogowych i wyruszyć na jedną z wielu tras. Ukończenie wyścigu odblokowuje kolejne. Przy okazji zdobywamy punkty pozwalające wchodzić na następne szczeble kariery (jest ich 20). Awans równoznaczny jest ze zdobyciem lepszego samochodu lub ulepszeniem sprzętu, o którym kilka słów napiszemy później.

Rozgrywka w żadnym stopniu nie przypomina jednak tego, co widzieliśmy chociażby w Need for Speed: Shift. W Hot Pursuit czuć pazur i olbrzymie doświadczenie tworzącego go studia. Ludzie z Criterion oddają w nasze ręce niezbyt realistyczne, ale szybkie i efektowne zręcznościowe wyścigi.

Policja też jeździ szybkimi maszynami

Policja też jeździ szybkimi maszynami

Tu liczy się jeżdżenie z włączonymi dopalaczami, pokonywanie zakrętów efektownym poślizgiem i ostra walka o pierwsze miejsce. Już w chwilę po włączeniu gry poczujemy olbrzymią przyjemność płynącą z prowadzenia samochodów. Martwić nie ma się specjalnie czym. Nawet uderzaniem w bandy pod ostrym kątem. Ważne żeby gnać przed siebie na złamanie karku, od czasu do czasu demolując auta policji lub rywali, którzy postanowili się do nas zbliżyć. Wyraźnie czuć tu posmak innej serii, którą stworzyli autorzy Hot Pursuit - świetnego Burnouta. Zarzucić grze można tylko to, że poszczególne auta w niewielkim stopniu różnią się między sobą jeśli chodzi o styl ich prowadzenia. Pamiętajmy jednak, że Hot Pursuit nawet nie próbuje udawać, że jest realistycznym symulatorem. Tu liczy się tylko dobra zabawa i małe różnice między prowadzeniem aut na to nie wpłyną.

W lesie i w górach

Wyścigi, które możemy wybrać, ukazywane są na ładnej i dużej mapie. Przedstawia ona fikcyjne Seacrest County, w którym znajdziemy aż 160 kilometrów utwardzonych dróg. Swiat gry jest więc czterokrotnie większy od i tak bardzo dużego miasta z Burnout Paradise. To widać i czuć. Poszczególne trasy mogą tu mieć nawet ponad dwadzieścia kilometrów długości. Jeśli zaś chodzi o ich jakość, to jest to najwyższa światowa klasa. Ścigać będziemy się w ślicznych lasach, na nadmorskich drogach, górskich serpentynach w trakcie ulewy czy na kilkupasmowej autostradzie, na której rozpędzimy naszą maszynę do ponad 300km/h. Wszystkie trasy są bardzo ładne, znajdziemy na nich sporo charakterystycznych obiektów, a pokonywanie kolejnych kilometrów sprawia, że do ostatnich sekund siedzimy na samej krawędzi fotela. Oczywiście co kilka kilometrów możemy zjechać z asfaltu i spróbować pokonać część trasy na skróty. Słowa uznania należą się ludziom z Criterion za przygotowanie tak dopracowanego świata gry.

Czerwony znaczy się szybki

Czerwony znaczy się szybki

W temacie rodzajów wyścigów może nie jest aż tak dobrze, ale narzekać generalnie nie ma na co. Mamy tu dobrze znane próby czasowe, policyjne pościgi, pojedynki z konkretnymi modelami aut czy rajdy, w których liczy się precyzyjna jazda (uderzanie w cokolwiek sprawia, że otrzymujemy karę czasową). Warto też podkreślić, że ciągle możemy wybrać przynajmniej kilka różnych rajdów. Nie jesteśmy więc skazani na powtarzanie jednego z nich lub ściganie się w jednym konkretnym trybie przez dłuższy czas. Należy również pochwalić autorów za dobre wyważenie poziomu trudności. Nie zanudzimy się więc przejeżdzając każdy wyścig na pierwszym miejscu już przy pierwszym podejściu. Czasami trzeba je powtarzać albo poczekać aż zdobędziemy lepszy samochód.

Tu trzeba jednak zaznaczyć, że jedną z większych (choć to w sumie i tak drobiazg) wad gry jest niemożliwość natychmiastowego restartowania wyścigu. Za każdym razem musimy poczekać kilka sekund na jego ponowne wgranie. To powinno było wyglądać inaczej.


Zobacz również