Pierwszy polski internauta - sierpień 1991 r.

Rafał Pietrak - fizyk z wykształcenia, współtwórca polskiego Internetu, autor pierwszego e-maila wysłanego z Polski za pomocą protokołu internetowego TCP/IP, obecnie dyrektor w firmie autoryzującej karty kredytowe PolCard.

Rafał Pietrak - fizyk z wykształcenia, współtwórca polskiego Internetu, autor pierwszego e-maila wysłanego z Polski za pomocą protokołu internetowego TCP/IP, obecnie dyrektor w firmie autoryzującej karty kredytowe PolCard.

- Kiedy zaczęła się Pańska przygoda z sieciami i Internetem?

Pracowałem w latach 80. w Instytucie Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego (FUW) przy ul. Hożej w Warszawie, później administrowałem siecią komputerów Unix w Centrum Astronomicznym UW im. Mikołaja Kopernika przy ul. Bartyckiej (obecnie w tym budynku mieści się także NASK). Już nie pomnę dokładnie, jak i kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z protokołami internetowymi TCP/IP. Może były to systemy Unix laboratoriów jądrowych w DESY (Hamburg, RFN) czy zainstalowane na Wydziale Fizyki UW pierwsze Unixy.

- Jak doszło do zastosowania TCP/IP w Polsce?

Istniejący wtedy szkielet sieci komputerowej NASK był zbudowany z użyciem 4-kanałowych multiplekserów. Wykorzystywały one jednak tylko trzy protokoły: BITNET (poczta elektroniczna do EARN), komercyjny X.25 oraz DECnet (firmy DEC, wykupionej potem przez Compaq Computers). Czwarty był wolny - NASK pozwolił nam spróbować TCP/IP. Zaproponowaliśmy to na konferencji w Miedzeszynie wiosną 1991 r. Jeszcze zanim przeszły pierwsze pakiety z zagranicy i za granicę od wiosny 1991 r. Fizyka UW była połączona przez TCP/IP z UJ w Krakowie. Brał w tym udział drugi fizyk, Krzysztof Heller z Krakowa. Niemniej e-maile tamtędy jeszcze nie chodziły, a jedynie Telnet i FTP. Nie mieliśmy jeszcze porządnie skonfigurowanego Sendmaila.

- Jak wspomina Pan te wydarzenia z perspektywy lat?

Wtedy (na konferencji w Miedzeszynie wiosną 1991 r., kiedy poznałem K. Hellera), wydawało się, że NASK się zgodził na wpuszczenie ruchu IP w swoje linie dzierżawione i multipleksery, bo nikt tam nie wierzył, iż to się uda - ale może to oszczerstwa :) Prawdą jest, że NASK nie płacił żadnemu z nas, którzy uruchamiali polski Internet, jakby nie traktował tego jako pracę, którą ktoś dla niego wykonuje. Ale prawdą jest też, że długi czas nie żądał żadnej zapłaty za ruch IP, który wtedy generowaliśmy, jakby traktował to jako eksperyment, na

który sobie pozwala. Natomiast wydaje się, że bez tego eksperymentu Internet by do Polski zawinął dużo później. Fakt, iż kilku ludzi (Krzysztof, ja itd.), luźno związanych z telekomunikacją, umiało zorganizować tę łączność, nie oznacza, że mieli szansę otrzymać znaczące fundusze, które mogłyby pozwolić na budowę niezależnej od ówczesnego NASK infrastruktury z dzierżawionych łączy międzymiastowych. Grant, o który wystąpiliśmy - projekt POLIP - zakładał wykorzystanie łączy NASK. Nikt z nas nie wierzył, że dostalibyśmy go, gdybyśmy proponowali nabycie z jego pieniędzy łączy dedykowanych do TCP/IP. Budżet przewidziany na zakup routera krajowego i tak wydawał się stawiać to wystąpienie na granicy akceptowalności KBN. Nawet traktując nasze wysiłki jako ciekawostkę, NASK ogromnie przysłużył się budowie polskiego Internetu.

- Dlaczego przekonywał Pan na korzyść TCP/IP, zamiast pozostać przy modnym wówczas X.25?

Być może dlatego że TCP/IP było naturalnym protokołem Unixów. Ale nie tylko. W końcu dla Unixów tamtego okresu UUCP było bardziej naturalne. Oprogramowanie Unix-to-Unix Copy Program było używane powszechnie do przesyłania danych pomiędzy systemami unixowymi za pomocą połączeń modemowych typu dial-up. Co jakiś czas dane maszyny łączyły się ze sobą dzwoniąc i przekazując wzajemnie oczekującą pocztę. Nie wiem właściwie i trudno teraz spekulować. Na pewno TCP/IP od pierwszej chwili wydawał mi się TYM protokołem. Wydaje mi się, że wtedy uważałem, iż używając TCP/IP mogę łatwo skomunikować wszystko ze wszystkim. Znaczy wszystkie komputery :) A o to w sieciach chodzi. O innych sieciach miałem i mam opinię: X.25 - można taryfikować wszystkich, Novell - można sprzedać wszystkim, DECcnet/SNA/UUCP - reszta niech się dopasuje, TCP/IP - wszystko ze wszystkim.

Tak jak z każdym sloganem, takie pojmowanie sieci to potworne uproszczenie, ale w owym czasie na pewno była to moja opinia o tych sieciach i kierowała moimi preferencjami. Może gdybym wtedy nie był zwykłym użytkownikiem sieci tylko:

1) specjalistą od telekomunikacji - wybrałbym X.25;

2) handlowcem - wybrałbym Novella.

Ale byłem po prostu administratorem Unixów i tylko użytkownikiem sieci. Na początkowym etapie było też istotne, że aby poznać TCP/IP, nie trzeba kupować norm (CCITT) albo manuali (Digital/IBM) ani brać płatnych lekcji (Novell). Wszystkiego można było się nauczyć samemu, ściągając dokumentacje z sieci.

- Jak doszło do wysłania za granicę pierwszego e-maila 17 sierpnia 1991 r.?

Sama data jest właściwie umowna. To może być plus minus tydzień. Pierwszy e-mail z Polski po protokole TCP/IP wysłałem ok. 17 sierpnia 1991 r. Odbiorcą był Duńczyk, Jan Sorensen, szef Ośrodka Komputerowego Uniwersytetu Kopenhaskiego. Jan Sorensen bardzo pomógł uruchomić łącze IP pomiędzy Warszawą a Kopenhagą. Jednak pierwsza łączność, która była zestawiona przy użyciu TCP/IP na tym kanale, to był Telnet na Suna w Kopenhadze. Pamiętam, że ten pierwszy Telnet się nie udał, bo wykonywałem go jakoś tak nieszczęśliwie, że łącze (9600 b/s, dzielone jeszcze z BITNET-em) było zapchane pocztą EARN i login mi „wytimeout-ował” (przekroczył dopuszczalny limit czasowy). Ale samo połączenie było zestawione i ZOBACZYŁEM login prompt z tamtego Suna! E-mail był kilka dni po tym.

- Dlaczego poczta elektroniczna nie ruszyła od razu?

Nie mieliśmy jeszcze porządnie skonfigurowanego oprogramowania pocztowego Sendmail. Łączność Kraków - Warszawa została w sierpniu „rozpięta”, ponieważ jedyny router (czytaj: PC386 z oprogramowaniem KA9Q) w krajowym węźle NASK (czytaj: pokój nr 3 w CIUW-ie, gdzie stały multipleksery NASK) miał tylko dwa porty WAN (czytaj: asynchroniczne porty szeregowe RS232, ustawione na prędkość 9600 b/s). Jeden port był wykorzystany do łączności z Wydziałem Fizyki UW (Warszawa ul. Hoża 74), drugi łączył CIUW z Kopenhagą, a był stosowany wcześniej do łączności z Krakowem tylko tymczasowo. Pierwsza poczta ruszyła dzień czy dwa później, bo praktycznie wszystko (czytaj: /etc/sendmail.cf) było gotowe. Chociaż nie przetestowane, nie włączone. Jak się potem okazało, nasz wydziałowy hub pocztowy (UNIX na i386) zachowywał się bardzo źle bez dostępu do globalnego DNS-a. Włączenie linii kopenhaskiej nie dało tego w pełni, na routing naszych sieci do Stanów Zjednoczonych czekaliśmy jeszcze parę miesięcy, ale forwarding DNS już działał i Sendmail nie głupiał. Objawy, które braliśmy za niewłaściwą konfigurację, zanikły, kiedy system zobaczył DNS-a.

- Czyli w sierpniu 1991 r. Internet ruszył w Polsce pełną parą?

O ile połączenie 9600 b/s można nazwać „pełną parą”. Ale można powiedzieć, że rzecz poszła w miarę sprawnie, mieliśmy już wcześniej przygotowane konfiguracje dla łączności z Krakowem, więc po powrocie Duńczyków z wakacji potrzeba było dzień, 2 dni na ostateczne konfigurowanie samego routingu - świat już stanął otworem. Niemniej łączność CIUW - Kopenhaga nie oznaczała jeszcze łączności świat – Polska. Routing do USA został otwarty późną jesienią. Ponadto przez jakiś czas FUW pozostawał jedyną polską siecią włączoną do Internetu. CIUW (Centrum Informatyczne Uniwersytetu Warszawskiego), czyli wówczas główny polski węzeł BITNET-u, nie miał wtedy żadnej maszyny TCP/IP, a myśmy (FUW) mieli naszego huba pocztowego.

- Wtedy powstał pomysł podłączenia całej Polski do globalnej sieci?

Polska już była podłączona do EARN, europejskiej części BITNET-u. Była w tym pewna zasługa listy dyskusyjnej POLAND-L. Na początku 1992 r. założyłem poświęconą problemowi TCP/IP listę dyskusyjną POLIP (Polski IP). Wymieniano tam poglądy, jak to zorganizować i jak się podłączyć do Internetu, czyli właśnie tej sieci, która wykorzystywała protokoły TCP/IP. O ile pamiętam, grupę POLIP miałem zainstalowaną na serwerze mailowym na FUW (polip@fuw.edu.pl). To, że był podłączony Fizyka UW i Fizyka UJ czy kilka innych wydziałów, nie znaczy, że w całej Polsce nie było ludzi, którzy chcieliby, a jeszcze nie byli podłączeni. Sporo z tych ludzi miało dostęp do innej poczty, chociaż nie musiała to być poczta internetowa. W końcu od ponad roku był już wtedy BITNET – mogli więc korespondować. Byli subskrybentami polip@fuw.edu.pl, ale nie mieli jeszcze Internetu u siebie. Potem zresztą jak już mieli, to też było o czym pogadać.

- Czy spodziewał się Pan 10 lat temu takiego wybuchu Internetu?

Wybuchu - tak, ale takiego - nie :) Było wtedy mnóstwo całkiem prozaicznych problemów, które dzisiaj aż trudno sobie wyobrazić. Poważnym problemem było oczywiście pasmo - przecież cały kraj był włączony kablem 9600. Jakość łączy (raczej efektywna jakość łączy, bo gdyby nie obciążenie, nie sprawiałyby kłopotu) była jakby tego rezultatem. Już we wrześniu (może w październiku) linia kopenhaska była nasycona ruchem IP. Ale problemem były też routery. Nasycone łącze powodowało powstawanie długich kolejek pakietów na iface i router nie przeżywał dłużej niż tygodnia bez re-boota.

- A jak Pan widzi Internet za kolejne 10 lat?

W pierwszych latach Internetu (mógł to być rok 1992, 1993) udzielałem wywiadu radiowego (choć nie pamiętam już dla którego radia) na ten temat – musiałem tłumaczyć co to jest sieć. Pan reporter chciał przybliżyć tematykę szerszemu gronu słuchaczy. Byłem poproszony o sformułowanie tego w „możliwie przystępny sposób” :-) W czasie rozmowy padło pytanie, jak wyobrażam sobie Internet za 10 lat. Przyznam, że stchórzyłem i powiedziałem, że na pewno będzie wyglądał inaczej. Wtedy nie było WWW, dziś dzięki WWW Internet wygląda inaczej niż wtedy, ale „przepowiednia” się spełniła tylko przypadkiem – z tchórzostwa.

Dziś Internet jako zjawisko jest już całkiem nieźle rozpędzony i, w przeciwieństwie do lat 1992-93, dziś można się pokusić o prognozę. Myślę, że za 10 lat Internet będzie jak powietrze: wszędzie obecny i przez nikogo nie zauważany (o ile oczywiście nie zostanie zakuty w kajdany własności intelektualnej albo nie zostanie skrzywiony przez prywatne technologie warstw aplikacyjnych – Java/.NET – to jest jak „phantom manace” jeszcze nie niszczące ,ale już groźne). W polskim ogródku myślę, że największym przełomem będzie rozwój handlu w Internecie. Ten rozwinie się przynajmniej tak jak przez ostatnie lata rozwinął się sam polski Internet. Za dziesięć lat nikogo nie będzie trzeba przekonywać, że zakupy w Internecie są bezpieczne, ani wyjaśniać jak to robić, tak jak dziś (w przeciwieństwie do tamtego wywiadu radiowego) nie muszę wyjaśniać (w prostych słowach), co to jest Internet i jak się podłączyć. Perspektywicznie, myślę, że najistotniejszym motorem rozwoju globalnego Internetu będą technologie poprawiające anonimowość w sieci – rozwiązania typu freenet. Oczywiście, technologie, umożliwiające identyfikowanie się, muszą nadążać, bo tylko wtedy Internet, oprócz rozrywki, stanie się również okazją do szeroko pojmowanego handlu. Prawdziwą rewolucję społeczną Internet spowoduje tylko wtedy kiedy zagwarantuje anonimowość i umożliwi identyfikowanie się (ale właśnie nie zagwarantuje identyfikacji wbrew użytkownikowi – podstawowy błąd drogi na skróty).


Zobacz również