Piractwo wyniszcza przemysł rozrywkowy? Nie. Piractwo mu pomaga!

London School of Economics and Political Science opublikował interesujący raport na temat wpływu piractwa na przemysł rozrywkowy.

Walka z piractwem trwa. Co jakiś czas słyszymy o sukcesach policji, której czasami udaje się zatrzymać podejrzaną o takie działanie osobę. Wówczas też zazwyczaj podawana jest informacja, jakie to straty poniósł np. przemysł rozrywkowy poprzez sprzedaż pirackich gier, czy też muzyki. Wielu z nas jest jednak zdania (zresztą słusznie), że dane te są mocno przesadzone. To, że ktoś kupił/pobrał piracki plik wcale bowiem przecież nie oznacza, że gdyby nie miał takiej możliwości, zdecydowałby się na jego zakup.

Czy więc piractwo faktycznie niszczy przemysł rozrywkowy?

Nie zgadzają się z tym naukowcy z London School of Economics and Political Science, którzy opublikowali właśnie raport przedstawiając w nim kilka bardzo interesujących faktów:

- Hollywood odnotował w 2012 roku rekordowy przychód ze sprzedaży biletów (o 6% wyższy niż w 2011 roku)

- przemysł muzyczny trzyma się dobrze rekompensując sobie straty z mniejszej sprzedaży płyt CD większymi przychodami z cyfrowej dystrybucji muzyki, usług abonamentowych, streamingu i występów

- przemysł gier jest tak samo opłacalny, jak dawniej

W raporcie możemy też przeczytać o tym, jak bezpłatna dystrybucja treści za pomocą serwisów takich jak YouTube pomogła wypromować się wielu artystów. Ponadto jego autorzy przypominają, że wiele przeprowadzonych do tej pory badań jednoznacznie potwierdza, iż "pirat" jest też jednocześnie najlepszym klientem wydającym na legalne treści nawet 3x więcej od "niepiratów".

Płynący z raportu wniosek jest więc następujący: piractwo nie tylko nie rani przemysłu rozrywkowego, ale mu pomaga.

Zgadzacie się z tym?


Zobacz również