Pół godziny do przodu

Prezydent Wenezueli Chavez nie tylko rozdaje petrodolary ubogim, kupuje broń gdzie się da oraz przyjaźni się z Fidelem. Ostatnio postanowił przesunąć czas w kraju o pół godziny.

Prezydent Wenezueli Chavez nie tylko rozdaje petrodolary ubogim, kupuje broń gdzie się da oraz przyjaźni z Fidelem C. Ostatnio postanowił... przesunąć w kraju zegarki o pół godziny do przodu. Twierdzi, że dzięki temu obywatele będą czuli się lepiej, bo ich czas lokalny będzie bardziej naturalny. No i ropa będzie wydobywana na konto nowego roku szybciej. O pół godziny.

Ciekawe, że wszyscy rewolucjoniści muszą coś zmieniać w rytmie życia. Francuscy wzięli się za kalendarz oraz za miary. Kalendarz dawno został zapomniany, ale metrem wszyscy dalej posługujemy się. Rosyjscy zmienili kalendarz, ale pewnie tylko dlatego, że woleli Boże Narodzenie mieć pod koniec roku. Inne zmiany nie lepiej im wyszły - uproszczenie alfabetu zamiast zamiany na łaciński odbija się do dziś czkawką w rosyjskich komputerach. Chińscy też manipulowali pisownią i na alfabet łaciński nie przeszli, co powoduje jeszcze większą zgagę.

Pomysł Chaveza jest jednak iście szatański - żaden ze znanych mi systemów komputerowych nie pozwala wybierać stref czasowych przesuniętych o pół godziny. Oznacza to, że np. wszystkie transakcje bankowe z Wenezuelą będą problematyczne w nowym roku. Kupowanie on-line czegokolwiek w Wenezueli także. Osobiście nabyłem dotąd w Boliwii sweterek z alpaki à la Evo Morales - wspaniały na polskie chłody. Nie wiem, co mógłbym kupić w Wenezueli - baryłka ropy mnie nie interesuje. O lataniu samolotami do tego kraju można też zapewne zapomnieć. Ciekawe, kiedy zewnętrzny świat zbuntuje się? Za dolary ma się wielu przyjaciół... tylko o komputery będzie trudno.


Zobacz również