Polski e-urząd - fikcja, czy rzeczywistość?

W marcu 2005 roku Komisja Europejska opublikowała raport na temat rozwoju e-governing, czyli usług świadczonych przez urzędy publiczne obywatelom i firmom. Jego wnioski są miażdżące: opóźnienie Polski wobec państw "starej" Piętnastki, jeśli chodzi o wdrażanie e-usług, sięga co najmniej pięciu lat!

W marcu 2005 roku Komisja Europejska opublikowała raport na temat rozwoju e-governing, czyli usług świadczonych przez urzędy publiczne obywatelom i firmom. Jego wnioski są miażdżące: opóźnienie Polski wobec państw "starej" Piętnastki, jeśli chodzi o wdrażanie e-usług, sięga co najmniej pięciu lat!

Nikogo nie trzeba przekonywać, że Internet jest nie tylko niezastąpionym środkiem komunikowania się, źródłem informacji i rozrywki, ale może stanowić bardzo przydatne narzędzie do załatwiania bieżących spraw w codziennym życiu. Chyba nikt, kto skorzystał z usług internetowego banku, nie zamieniłby go już na bank tradycyjny. Zakupy w dobrych sklepach internetowych również są łatwe i przyjemne, a towary mają w nich przeważnie niższe ceny niż w sklepach "realnych". Chociaż Internet jest powszechnie wykorzystywany przez ogromną rzeszę Polaków pozostały jeszcze bastiony, które dzielnie mu się opierają. Są nimi państwowe instytucje i urzędy.

Chcesz zamówić wycieczkę lotniczą na Karaiby przez Internet? Nie ma problemu. Nie pójdzie ci jednak tak łatwo z wirtualnym załatwieniem najprostszej urzędowej sprawy, np. wymianą dowodu osobistego lub prawa jazdy. Praktycznie Polacy mogą przez Internet jedynie wypełniać deklaracje celne oraz formularze dla ZUS-u. Składanie zeznań podatkowych, wnoszenie do urzędów jakichkolwiek pism i podań jest w naszej rzeczywistości nierealne. Dla porównania, Szwedzi mogą w ten sposób załatwić aż 74 proc. swoich spraw.

Jak wynika ze wspomnianego raportu, Polska pod względem informatyzacji urzędów jest na przedostatnim miejscu w Europie i wyprzedza jedynie Łotwę. Nie można jednak mówić, że tak daleka pozycja Polski wynika z ogólnego opóźnienia, jakie ma nasz kraj w stosunku do krajów "starej" unijnej Piętnastki. Startująca z tego samego poziomu co my Estonia jest dzisiaj w ścisłej europejskiej czołówce - przez Internet jest w niej dostępnych ponad 60 proc. usług publicznych!

Jaka jest więc przyczyna takiego stanu rzeczy? Po pierwsze, pauperyzacja polskiej budżetówki - widok pokoju prokuratura lub sądowej sali rozpraw, w której jedynym narzędziem protokolanta jest długopis lub kilkunastoletnia, zdezelowana maszyna do pisania w dalszym ciągu nikogo nie dziwi (chyba że cudzoziemców, którzy mają do czynienia z polskim wymiarem sprawiedliwości...). Po drugie, winna jest mentalność części polskich urzędników, którzy uważają, że skoro obywali się bez komputerów przez całe swoje zawodowe życie, to nie będą przed emeryturą inwestować w poznawanie tajników nowych technologii. Przede wszystkim jednak brakuje odpowiednich uregulowań prawnych, które wymuszałyby na polskich urzędach i instytucjach wejście w XXI wiek. Rozwiązania, które już funkcjonują, nie sprawdziły się w naszej rzeczywistości. Przykładowo, we wrześniu 2001 roku została uchwalona ustawa o podpisie elektronicznym. Do dzisiaj tym podpisem posługuje się jedynie niewielka liczba osób i instytucji. Uzyskanie tzw. bezpiecznego podpisu elektronicznego, który jest równoważny podpisowi własnoręcznemu jest kosztowne, a w dodatku nie ma gdzie się nim posłużyć, ponieważ instytucje publiczne nie są obowiązane do przyjmowania podań w wersji elektronicznej, opatrzonych takim podpisem.

W tej ponurej rzeczywistości pojawił się jednak płomyk nadziei: w marcu br., po kilkunastu miesiącach prac, została uchwalona ustawa o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne. Ustawa reguluje zagadnienia związane z zapewnieniem obywatelom dostępności do administracji publicznej drogą elektroniczną. Jednym z jej założeń jest standaryzacja rozwiązań w zakresie używanych przez sądy i administrację systemów teleinformatycznych służących realizacji zadań publicznych, prowadzenia rejestrów oraz wymiany informacji.

Co to w praktyce oznacza? Organy władzy publicznej będą miały obowiązek przyjmowania i rozpatrywania podań obywateli wnoszonych wirtualnie, a także odpowiadania tą samą droga, jeżeli petent wyraźnie sobie tego zażyczy. Ponadto urzędy i instytucje państwowe będą musiały docelowo zapewnić powszechny dostęp on-line do informacji publicznych oraz umożliwić obywatelom i innym zainteresowanym podmiotom załatwianie swoich spraw z zakresu administracji publicznej w sposób interaktywny, za pośrednictwem systemów teleinformatycznych. Równie istotnym celem tego aktu prawnego jest - jak piszą w uzasadnieniu projektu ustawy jego autorzy - zapewnienie korzystnego środowiska prawnego w dziedzinie społeczeństwa informacyjnego, w szczególności przez stworzenie ram normatywnych do funkcjonowania elektronicznej administracji. W ten sposób stanie się możliwe zapewnienie obywatelom łatwiejszego dostępu do urzędów administracji publicznej przez uczynienie z urzędów instytucji zorientowanych na potrzeby obywateli i dostępnych 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu.

Opisane wyżej idee są jak najbardziej słuszne, natomiast duże problemy mogą pojawić się w ich praktycznym wdrażaniu. Wspomniana ustawa wymaga wydania kilkudziesięciu (jeżeli nie kilkuset) aktów wykonawczych, a jej pełne wdrożenie będzie niezmiernie kosztowne i długotrwałe. Co nam bowiem przyjdzie po nawet najlepszych prawnych regulacjach, jeżeli w urzędach nadal będzie brakowało zwykłych komputerów i drukarek, nie mówiąc już o osobach, które potrafią je obsługiwać...

Autor jest prawnikiem specjalizującym się w prawie cywilnym i prawie nowych technologii


Zobacz również