Portfolio - Dariusz Komorek

Podczas pierwszych zajęć z typografii na warszawskiej Akademii wyprowadził z równowagi profesora Leona Urbańskiego. Zachętę znanego projektanta, autora niezwykle eleganckich, klasycznych projektów książek - ''podejdźcie do kaszt i zróbcie z odbitką drukarską wszystko co tylko możliwe'' - potraktował poważnie. Wykorzystał wszystkie dostępne kroje liter, ułożył je w poziome i pionowe linie , następnie kilkakrotnie odbił tak przygotowaną matrycę w trzech kolorach i na sucho - bez farby. Na końcu wydarł w środku dziurę.

Podczas pierwszych zajęć z typografii na warszawskiej Akademii wyprowadził z równowagi profesora Leona Urbańskiego. Zachętę znanego projektanta, autora niezwykle eleganckich, klasycznych projektów książek - 'podejdźcie do kaszt i zróbcie z odbitką drukarską wszystko co tylko możliwe' - potraktował poważnie. Wykorzystał wszystkie dostępne kroje liter, ułożył je w poziome i pionowe linie , następnie kilkakrotnie odbił tak przygotowaną matrycę w trzech kolorach i na sucho - bez farby. Na końcu wydarł w środku dziurę.

Polska grafika projektowa w latach 80. przeżywała okres burzliwych przemian. Choć nadal plakat pozostawał najbardziej znaną i prestiżową "polską specjalnością", pojawia się generacja grafików z pełną świadomością odrzucających malarskie efekty i poetyckie metafory uznanych mistrzów. Większą uwagę zaczęli zwracać na czysto graficzne i typograficzne walory druków. Wielu z nich zaangażowanych było w działalność wydawniczą "Solidarności", projektowali ulotki, plakaty, znaczki pocztowe, które najczęściej samodzielnie powielali za pomocą powielacza lub konstruowanej domowym sposobem matrycy sitodrukowej.

Gdy światem grafiki europejskiej około połowy lat 80., a w Polsce na początku lat 90., wstrząśnie rewolucja cyfrowa, będą należeć do pierwszych, którzy komputer przyjmą z entuzjazmem i nadzieją na nieosiągalną wcześniej realizację wielu pomysłów.

Komorek na długie lata pozostawał wierny sitodrukowi, technice z pogranicza grafiki warsztatowej i druku, która dawała jak żadna inna w czasach zapaści polskiej poligrafii możliwość pełnej kontroli procesu druku plakatów, projektowanych m.in. dla studenckiego klubu "Riviera Remont" czy Festiwalu Jazzu Tradycyjnego "Złota Tarka". Wiele z nich zostało wyróżnionych w organizowanym do końca lat 80. przez redakcję "Życia Warszawy" konkursie na Najlepszy Plakat Miesiąca. Samodzielna praca nad realizacją własnego projektu wymagała nie tylko wiedzy, ale i pomysłowości, choćby w pozyskiwaniu trudno dostępnych farb czy reglamentowanego przez państwo papieru. I tak plakat dla "Złotej Tarki" z 1987 roku oraz afisz dla Polskiego Towarzystwa Muzyki Współczesnej powstały na makulaturze z żółtym offsetowym nadrukiem.

W połowie lat 80. Komorek zaskoczył publiczność przyzwyczajoną do malowanych plakatów, grafiką łączącą na zasadzie kontrastu geometryczne płaszczyzny i staranne liternictwo ze składu drukarskiego z wykonanym z rozmysłem szkicowym, powiększonym kilkakrotnie rysunkiem kredką. Łączenie przeciwieństw w grafice projektowej stało się znakiem rozpoznawczym niepokornego projektanta, szukającego inspiracji raczej w najnowszych trendach europejskiego designu niż w rodzimej, skrępowanej kanonem "polskiej szkoły plakatu", tradycji. W ten sposób działania Komorka już na początku lat 90. przeniosły do Polski budzący do dziś dnia kontrowersję tzw. dekonstruktywizm, czyli dyskusyjny postmodernizm graficzny w czystej postaci. Dzięki nawiązanemu w połowie lat 80. kontaktowi z środowiskiem holenderskich designerów, zawdzięczał nie tylko nieosiągalne wówczas fluoroscencyjne farby sitodrukowe, ale również swojego pierwszego Macintosha Plus. Zawarta wówczas znajomość i trwająca do dziś przyjaźń ze znanym typografem Martinem Mayoorem, autorem m.in. rodziny czcionek "Scala", zaowocowała cennymi doświadczeniami w wykorzystaniu możliwości składu komputerowego, a powyższy krój należy dziś do najczęściej przez Komorka stosowanych (druki Teatru Wielkiego - Opery Narodowej). Poza dostępem do podstawowych, niezbędnych w pracy grafika materiałów, Komorek zyskał niezwykle dla siebie ważną wiedzę o toczącej się wówczas na świecie rewolucji typograficznej, na czele której stanął niepokorny Neville Brody.

Już na początku lat 90. Komorek nawiązał współpracę z Polskim Towarzystwem Muzyki Współczesnej, dla którego projektował niezwykle odważne foldery/plakaty, anonsujące koncerty współczesnej awangardy muzycznej. Jak wspomina: "Było to poszukiwanie nowej metody projektowania. Eksperymentalna, nowoczesna muzyka oraz krąg jej odbiorców prowokował do niestandardowych, ekstrawaganckich prób komunikowania". Nachodzące na siebie, rozrzucone we wszystkich kierunkach napisy, w których każda informacja była wyróżniona inną wielkością i krojem liter, stworzyły śmiały wizerunek imprez muzycznych organizowanych w Zamku Ujazdowskim.


Zobacz również