Premiere Elements 3.0 - półprofesjonalna edycja wideo

Premiere Elements 3.0 firmy Adobe jest już trzecią z kolei odsłoną półprofesjonalnego oprogramowania do nieliniowej edycji video. Na początek drobna uwaga - jeśli nie posiadasz procesora obsługującego zestawy instrukcji SSE2, to masz pecha. Jest ona wymagana do poprawnego działania programu, bez tego ani rusz. Dlatego jeżeli jesteś dumnym posiadaczem procesora z serii AMD Athlon, Athlon XP lub Intel Pentium III możesz spokojnie darować sobie "premiera". Adobe (świadomie bądź nie) postanowiło nie czynić swojego programu kompatybilnym z twoim komputerem.

Zaraz po uruchomieniu programu nastawiony byłem do niego raczej sceptycznie. Szarobury wygląd menu, niezbyt atrakcyjne paski narzędziowe po bokach, okno powitalne tak rzucające się w oczy, że dopiero po paru chwilach zorientowałem się, że wyłączyłem je nieświadomie na wstępie.

Premiere Elements 3.0 jest idealnym rozwiązaniem dla użytkowników, którym idea edycji filmów nigdy nie była przesadnie bliska, którzy wychodzą z założenia, że "filmy raczej się ogląda niż robi". Bardzo prosto można to wytłumaczyć. Przechodziłem żmudnie z menu do menu, klikałem ikony, czytałem help, przerzucałem sceny i filtry, dodawałem efekty i narrację, aż w końcu po trzech godzinach pracy uświadomiłem sobie, iż z paru bezładnie walających się po dysku klipów z Bieszczad "zrobiła się" nagle całkiem składna relacja z chronologicznie ustawionymi wydarzeniami, komentarzem i w dodatku całkiem zgrabnie zmontowana. To było niechcący. Bo tak właśnie działa Premiere Elements 3.0, z zaskoczenia i szybko pozwala przetworzyć posiadane filmiki w jedną spójną całość. Jak to się dzieje? Przyjżyjmy się bliżej nowym funkcjom oferowanym w programie, a być może odpowiedź na to pytanie zostanie udzielona.

Sceneline

Sceneline

Pierwszą, od razu zauważalną, nowością jest opcja Sceneline, która pozwala tworzyć filmy za pomocą metody drag&drop. To ten pasek na dole nad/pod (w zależności od preferencji użytkownika) Timeline. Działa na podobnej zasadzie, tylko że zamiast edytować sekunda po sekundzie pozwala na umieszczanie w nim całych scenek w dane miejsce i łączenie ich za pomocą różnych typów przejść (wyciemnienie, stopniowe przenikanie się obrazu, itp.). Nie jest to opcja niespotykana we wcześniejszych tego typu programach, ale jest ona na tyle przyjemnie i intuicyjnie zrobiona, że korzystanie z niej nie nastręcza trudności. Dla porównania przytoczyć można chociażby storyboard z Pinnacle Studio, opanowanie którego doprowadzało do szewskiej pasji już niejednego profesjonalnego użytkownika. Sceneline nadaje się wręcz doskonale do wstępnego, ogólnego ustawienia scen, które następnie obrobić można w Timeline.


Zobacz również