Profesjonalista

Zdecydowanie nie jest to wzór do naśladowania, jeśli chodzi o lekkość konstrukcji i miniaturyzację. Ale logika obsługi i wygoda korzystania są na najwyższym poziomie. aparat ten, choć poza zasięgiem portfela amatora, jest doskonałą propozycją nie tylko dla profesjonalistów.

Zdecydowanie nie jest to wzór do naśladowania, jeśli chodzi o lekkość konstrukcji i miniaturyzację. Ale logika obsługi i wygoda korzystania są na najwyższym poziomie. aparat ten, choć poza zasięgiem portfela amatora, jest doskonałą propozycją nie tylko dla profesjonalistów.

D2X zdecydowanie nie jest sprzętem amatorskim. Ten aparat nie ma nawet wbudowanej lampy błyskowej. Zresztą waga, wielkość i cena tego aparatu sprawią, że amator nigdy na niego nie spojrzy, a jeśli spojrzy, to tylko z ciekawości. Za to profesjonaliście korzystanie z tego sprzętu sprawi ogromną przyjemność. Bo jak tu nie lubić urządzenia, nad którym sztab inżynierów pracował z jedną tylko myślą: jak maksymalnie ułatwić życie właścicielowi.

Aparat dla atlety

Mocna, zwarta konstrukcja, przemyślana w najdrobniejszych szczegółach. Korpus Nikona D2X, zaprojektowany w słynnej pracowni Giorgetto Giugiaro jednoznacznie kojarzy się z profesjonalną fotografią.

Mocna, zwarta konstrukcja, przemyślana w najdrobniejszych szczegółach. Korpus Nikona D2X, zaprojektowany w słynnej pracowni Giorgetto Giugiaro jednoznacznie kojarzy się z profesjonalną fotografią.

D2X jest ogromny. Sam korpus waży ponad kilogram. Jego bryła powstała w pracowni słynnego włoskiego stylisty Giorgetto Giugiaro. Aparat ma dwa spusty migawki, jeden tradycyjnie umieszczony z prawej strony nad uchwytem, a drugi na spodzie, zainstalowany specjalnie z myślą o kadrach pionowych. Z tyłu znajduje się wiele przycisków sterujących i ogromny, 2,5-calowy wyświetlacz LCD. Na uwagę zasługuje klapka, pod którą jest schowana karta pamięci. Zabezpieczona jest guzikiem skrytym pod metalową klapką. Rozwiązanie przypomina spust karabinu maszynowego w helikopterze. By strzelić (czyli otworzyć klapkę i wyjąć kartę pamięci), trzeba wykonać świadomy ruch kciuka. Nie da się nacisnąć guzika przez przypadek, ale jeśli już chcemy wymienić kartę to wystarczy jeden ruch, klapka odskakuje i już mamy pod palcami kartę pamięci. Cała operacja nie trwa dłużej niż sekundę.

Aparat reaguje niezwykle szybko. Po włączeniu zasilania od razu gotów jest do pracy, a opóźnienie spustu migawki wynosi jedynie 37 ms. Autofokus też działa błyskawicznie, bardzo szybko ustawia ostrość, a ponadto oferuje tryb śledzenia poruszających się obiektów.

Urządzenie robi zdjęcia w tempie do 5 klatek na sekundę w rozdzielczości 12 mln pikseli. Gdy ograniczymy rozdzielczość do 6,8 mln pikseli, aparat potrafi wykonać aż 8 kl/s. Ograniczenie rozdzielczości jest realizowane w ciekawy sposób. Odczytywane są wtedy dane ze środka matrycy. Obszar, z którego pobierane są dane, jest zaznaczony na matówce, dzięki czemu łatwiej jest kadrować. Co ważniejsze, fotograf widzi większy wycinek kadru, może więc przewidywać co się wydarzy. Przy okazji zmniejszenie wycinka obrazu, z którego pobierane są dane, oznacza zmniejszenie kąta widzenia obiektywu, czyli dodatkowe wydłużenie ogniskowej.

Z dziennikarskiego obowiązku trzeba powiedzieć, że jedyny konkurent D2X-a, Canon EOS 1D Mark II robi zdjęcia w tempie 8,5 klatki na sekundę w pełnej rozdzielczości matrycy, która wynosi 8 mln pikseli.

Studio bez kabli

Automatyczny balans bieli znakomicie radzi sobie w każdych warunkach, również w sytuacji gdy mamy do czynienia z mieszanym oświetleniem.

Automatyczny balans bieli znakomicie radzi sobie w każdych warunkach, również w sytuacji gdy mamy do czynienia z mieszanym oświetleniem.

Fotoreporterowi aparat oferuje wiele udogodnień. Każdą fotografię można uzupełnić notatką głosową, a gdy podłączymy urządzenie do odbiornika GPS w każdym zdjęciu można umieścić informację o geograficznych koordynatach towarzyszących jego zrobieniu.

Najciekawszym urządzeniem jest jednak przystawka WL-2, która pozwala podłączyć aparat do sieci bezprzewodowej, w tym do Internetu. Teoretycznie umożliwia to podłączenie aparatu do dowolnego serwera FTP i wysłanie zdjęć w dowolny punkt świata, pod warunkiem że mamy dostęp do sieci bezprzewodowej. Parametry konfiguracyjne pozwalają bez trudu podłączyć aparat do publicznych sieci Wi-Fi, jakie można spotkać na przykład na stadionach. W ten sposób udaje się wysłać zdjęcia np. z igrzysk olimpijskich bezpośrednio do redakcji. Przystawka pozwala wybrać kilka trybów transmisji. Jeden to proste kopiowanie danych na serwer FTP, drugi to przenoszenie - aparat na bieżąco usuwa dane, zwalniając miejsce na karcie pamięci. Trzeci tryb to wysyłanie samych plików JPG, a na karcie w aparacie zostają zdjęcia w formacie RAW.

Moduł WL-2 (w zestawie) pozwala wysyłać zdjęcia przez sieć Wi-Fi wprost do komputera lub na serwer FTP umieszczony w Internecie.

Moduł WL-2 (w zestawie) pozwala wysyłać zdjęcia przez sieć Wi-Fi wprost do komputera lub na serwer FTP umieszczony w Internecie.

Tyle teorii. Praktyka w naszych testach była trochę inna. Aparat nie potrafił połączyć się z serwerami FTP Microsoftu, niezależnie od tego, czy były one w tej samej sieci lokalnej, czy serwer był gdzieś w Internecie. Trudno powiedzieć dlaczego tak się działo - D2X nie oferuje żadnych narzędzi diagnostycznych i nie informuje dlaczego połączenie się nie powiodło. Z kolei komputery "widziały" go w sieci bez problemów, ale za ich pomocą nie sposób było domyślić się dlaczego urządzenie milczy. Instrukcja była w tym przypadku bezużyteczna - postępowanie ściśle wg niej kończyło się fiaskiem.

Przystawka oferuje też inny tryb pracy - po zainstalowaniu specjalnego oprogramowania na komputerze można połączyć się z aparatem bezprzewodowo i ściągać zdjęcia z jego pamięci na przykład prosto do aplikacji graficznej. I w tym przypadku nie było żadnego problemu - system działał bez zarzutu i to przez ścianę.

Skrojony na miarę

Test ostrości ISO 12233. Obiektyw Nikkor DX 17-55 mm spisał się znakomicie. Tworzy obrazy równie dobre, jak obiektywy stałoogniskowe.

Test ostrości ISO 12233. Obiektyw Nikkor DX 17-55 mm spisał się znakomicie. Tworzy obrazy równie dobre, jak obiektywy stałoogniskowe.

Praca z aparatem to czysta przyjemność. Faktem jest, że po przykręceniu odpowiednio dużego obiektywu cały zestaw waży dwa kilogramy i po kilku chwilach zaczynają boleć ręce. Ale akurat w przypadku sprzętu reporterskiego masa nie stanowi wady, a atut - taki aparat łatwiej utrzymać stabilnie. Poza tym obudowa jest tak wyprofilowana, że mimo dużego ciężaru, aparat bardzo pewnie leży w dłoni. Znakomitą większość funkcji można uruchomić bez odrywania dłoni od uchwytu, operując kciukiem i palcem wskazującym prawej dłoni.

Aparat znakomicie radzi sobie z automatycznym balansem bieli. Zawdzięcza to głównie specjalnemu czujnikowi światła zastanego, który wygląda jak biała kropka na wierzchu pryzmatu pentagonalnego. Dzięki temu rozwiązaniu D2X zawsze prawidłowo dobiera balans bieli. Oczywiście, jak na maszynę tej klasy przystało, można też ustawić go ręcznie, wybierając odpowiednią temperaturę barwową.

Układ przycisków sterujących aparatem został bardzo dokładnie przemyślany. Dzięki temu fotografujący szybko uczy się obsługi aparatu i może zmieniać parametry ekspozycji bez odrywania oka od wizjera. Zamek otwierający klapkę osłaniającą kartę pamięci zabezpieczony jest przed przypadkowym otwarciem dodatkową osłoną.

Układ przycisków sterujących aparatem został bardzo dokładnie przemyślany. Dzięki temu fotografujący szybko uczy się obsługi aparatu i może zmieniać parametry ekspozycji bez odrywania oka od wizjera. Zamek otwierający klapkę osłaniającą kartę pamięci zabezpieczony jest przed przypadkowym otwarciem dodatkową osłoną.

Aparat dotarł do nas wraz z obiektywem Nikkor AF-S DX 17-55 o stałym świetle f1:2,8, o rozdzielczości porównywalnej ze szkłami stałoogniskowymi. Dlatego w teście ostrości aparat zasługuje na najwyższe noty.

Gorzej jest niestety z szumami. Matryca o rozdzielczości 12 mln pikseli ma bardzo małe komórki światłoczułe, przez co stosunek sygnału do szumu jest stosunkowo duży. Przy niskich czułościach ISO, rzędu 100-200 szum jest niezauważalny, ale każdy kolejny stopień podnosi jego poziom. Przy 800 szumy są wyraźnie widoczne na zdjęciach oglądanych na ekranie komputera, a przy czułościach 1600 i 3200, które zresztą oznaczane są w aparacie nie wartościami liczbowymi, a jako H1 i H2, szumy widać nawet na wyświetlaczu LCD.

Cena luksusu

Bardzo pomaga funkcja redukcji szumu, którą można włączyć oddzielnie dla zdjęć robionych przy dużej czułości i dla fotografii z długim czasem naświetlania. Niestety, spowalnia ona pracę aparatu - przy włączonej redukcji szumów można zapomnieć o 8 klatkach na sekundę.

Zdjęcia tablicy testowej ISO 12233 wykonanej przy różnych wartościach przesłony i zdjęcia wzorca kolorów Gretag-Mackbeth robione przy różnych czułościach zamieściliśmy na płycie, tak by każdy zainteresowany mógł sam ocenić poziom szumów i rozdzielczość zdjęć.

Reasumując, Nikon D2X to doskonały, bardzo ergonomicznie zaprojektowany sprzęt, który zadowoli niejednego profesjonalistę. Największą wadą tego aparatu jest tak naprawdę cena, wynosząca ok. 21 tys. zł.

<hr size="1" noshade>Żal się rozstawać

Marcin Łobaczewski, fotoreporter, od 10 lat używa sprzętu Nikona. Pracuje w tygodniku "Ozon", wcześniej fotoreporter "Gazety Wyborczej" Przez tydzień miałem okazję korzystać z tego aparatu. Mam mieszane uczucia. Pod względem mechanicznym jest rewelacyjny. Nigdy nie spotkałem tak wygodnego aparatu. Widać, że inżynierowie projektujący go zrobili wszystko, by logika ułożenia elementów sterujących i ergonomia odpowiadały profesjonalnemu fotografowi. Nawet takie drobiazgi, jak guziki blokujące ekspozycję i autofokus, ułożone są we właściwej kolejności. D2X jest do wszystkiego. Nadaje się do reportażu i do studia, więc niewielu jest fotografów, którzy wykorzystają wszystkie jego możliwości.

Oczywiście nowy Nikon nie zwalnia z myślenia. Ustawiając kolejne parametry ekspozycji, czy wybierając obszar autofokusa, trzeba wiedzieć co chcemy zrobić. Urzekł mnie balans bieli - w trybie automatycznym działa bez zarzutu, a nadto można oczywiście ręcznie ustawić temperaturę barwową światła w kelwinach.

Jest też niesamowicie szybki. Trudno zauważyć jakiekolwiek opóźnienie spustu migawki. Rozmieszczenie klawiszy sterujących pozwala błyskawicznie ustawić wszystkie istotne parametry ekspozycji bez potrzeby odrywania oka od wizjera.

Niestety, ma dwie wady. Pierwszą są szumy matrycy. Rozdzielczość 12 mln pikseli ma przykre konsekwencje w postaci ponadprzeciętnych szumów przy wyższych czułościach ISO. Porównywałem zdjęcia z tym co oferuje Canon 1D Mark II, który ma tylko 8 mln pikseli, i niestety matryca Nikona wydaje się gorsza. Drugą wadą jest cena. Za te pieniądze albo powinienem dostać sprzęt o mniejszym poziomie szumów, albo pełnowymiarową matrycę. Przy tych parametrach 21 tys. zł to za dużo.

<hr size="1" noshade>


Zobacz również