Projektowanie dla komputera

Zaczyna się niewinnie: grafik na co dzień rysujący ilustracje tuszem, ekoliną i akwarelami postanawia przy robieniu okładki do pisma wspomóc się komputerem. Potrzebne są gładkie aple kolorów, skanuje więc rysunek i dodaje kolory w Photoshopie. Zamiast godzinnego ślęczenia, kilka sekund - i gotowe. Jest to tak proste, że nasz grafik coraz częściej używa do kolorowania ilustracji swego Maca, jednego narzędzia więcej - jak twierdzi...

Zaczyna się niewinnie: grafik na co dzień rysujący ilustracje tuszem, ekoliną i akwarelami postanawia przy robieniu okładki do pisma wspomóc się komputerem. Potrzebne są gładkie aple kolorów, skanuje więc rysunek i dodaje kolory w Photoshopie. Zamiast godzinnego ślęczenia, kilka sekund - i gotowe. Jest to tak proste, że nasz grafik coraz częściej używa do kolorowania ilustracji swego Maca, jednego narzędzia więcej - jak twierdzi...

W miarę jednak zaznajamiania się z Photoshopem odkrywa, jak do wielu rzeczy jest mu ten program niezbędny. Dotychczas, kiedy robił kolaże, wycinał nożyczkami skserowane grafiki - teraz skanuje je i wycina na komputerze. Kolory - wiadomo - już tylko w Photoshopie dodaje, ale mało mu tego: zaczyna posługiwać się maskami, warstwami, suwać różnymi suwakami, wpisywać jakieś cyferki, wciskać po kilka klawiszy naraz. Żeby nie skanować swych rysunków, kupuje pulpit przyciskowy. Zaczyna porozumiewać się ze swymi kolegami-grafikami komputerowymi specyficznym językiem. Żona krzywi się, kiedy mówią o "saturacji", "wektoryzowaniu", "lejersach" i "krzywych Beziera". Jakoś nie ekscytują jej nowe systemy, procesory i zegary, gigahertze, gigabajty i gigaflopy.

Nasz grafik już jest w szponach komputera, ale to dopiero początek. Niedługo potem on i kolega zaczynają rozmawiać o "behaviorach" i "modifierach" - znak, że poznali program do tworzenia "interaktywnych multimediów", mTropolis. Wspomniany kolega od pewnego czasu para się grafiką 3D, nasz bohater - namiętnie grający na swoim komputerze w Mysta i Rivena - zaraża się więc i trzecim wymiarem. Tematami wspólnych rozmów stają się od tego czasu "splajny", "NURB-y" i "operacje Boole'a". Gdyby nie zamówienia niektórych pism dla dzieci i młodzieży, uparcie żądających ilustracji ręcznie robionych, nasz grafik zupełnie przestałby rysować...

Wreszcie obaj z kolegą zakładają firmę, mającą projektować "interaktywne multimedia" i strony internetowe. Pani w urzędzie dzielnicy wpisująca ich firmę do ewidencji pyta: "O jakie media właściwie tu chodzi?". Wirtualny świat komputerów jest jej widać obcy...

Obaj panowie ślęczą godzinami, całymi dniami przed monitorami. Nasz bohater zamiast rysować wydaje polecenia we Flashu. Problemem nie jest już to, czy strona jest ładna, ale czy jest "lekka". Innymi słowy, czy "szybko się załaduje". Jego artystyczna wizja - i tak nadwątlona promieniowaniem ekranu - musi pogodzić się z ograniczeniami, jakie nakłada kiepska jakość linii telefonicznych, albo to że użytkownik nie ma w swoim komputerze potrzebnego rozszerzenia. Jego projekty nie dość, że powstają w stu procentach na komputerze, to jeszcze służą już tylko do oglądania na monitorze. Jego praca odbywa się w świecie wirtualnym, nie na papierze, ale w obwodach maszyny...

Pewnego dnia, oglądając jego projekty, przybyły z USA znajomy zapoznaje naszego bohatera z obowiązującą w Stanach nazwą takiej twórczości, mówiąc: "Widzę, że i ty zajmujesz się projektowaniem dla komputera".

Kiedy nasz grafik zrozumiał, co znajomy miał na myśli, było już za późno. Lecz Ty, Czytelniku, pamiętaj, że gdy kupujesz komputer do projektowania, możesz skończyć projektując dla komputera...

Mikołaj Kamler ukończył studia na Wydziale Grafiki warszawskiej ASP w 1995 roku. Ilustruje książki i pisma dla dzieci i młodzieży. Projektuje także strony www i aplikacje multimedialne na CD. Mieszka w Warszawie.


Zobacz również