Protonet - bat na NSA?

Jak ważna jest dla internautów prywatność? Bardzo. A najświeższym dowodem na to fakt, że twórcy zabezpieczenia przeciwko wirtualnym podsłuchom potrzebowali zaledwie 213 minut na zebranie okrągłego miliona Euro na jego produkcję.

Urządzenie to zwie się Protonet, a na pomysł jego stworzenia wpadli nasi zachodni sąsiedzi, Niemcy. Wspomniany milion uzbierali na stronie Seedmatch, czyli takim lokalnym Kickstarterze. Szef projektu, Ali Jelveh, jest zaszokowany tempem, w jakim udało się uzyskać wymagane środki. A jak właściwie wygląda Protonet i na czym polega jego rewolucyjne działanie? Urządzenie widać na poniższym zdjęciu - małe, pomarańczowe pudełko to serwer, pozwalający trzymać dane poza zasięgiem jakichkolwiek organizacji, a zwłaszcza usług chmurowych, które w większości mają swoje serwery w USA.

Protonet zabezpiecza dane za pomocą 2048-bitowego szyfrowania SSL, które jest aktualnie jednym z najtrudniejszych do złamania. Aby można było odszyfrować dane, odbiorca musi posiadać specjalny certyfikat. Rozwiązanie to nie oferuje oczywiście 100% ochrony danych, jednak pozwala znacznie wzmocnić prywatność informacji i zadecydować, kto ma dostęp do danych na serwerze. Gdy Protonet działa, traktowany jest jako usługa chmury, przy czym nie ma tu jakichkolwiek elementów firm trzecich. Serwery Protonet działają na zmodyfikowanej wersji Ubuntu, oferując podobne usługi przechowywania danych jak np. Dropbox. Jest to jednak obieg zamknięty, do którego teoretycznie nie może dostać się nikt niepowołany. W 2013 powstały dwa modele Protonetu - kosztujące odpowiednio 3 tysiące oraz 4,7 tysiąca Euro (odpowiednio 12 i ok. 19 tysięcy złotych). Modele, na których produkcję ogłoszono zbiórkę, mają być o wiele tańsze, aby mogli pozwolić sobie na nie zwykli użytkownicy. Pierwsze egzemplarze ujrzą światło dzienne w 2015 roku.


Zobacz również