Prywatne jest piękne

Czy były kiedyś lepsze czasy dla prywatnych firm? Podczas gdy te będące w obrocie publicznym dręczone są bessą i uważnymi spojrzeniami akcjonariuszy, prywatne firmy mogą uśmiechać się beztrosko – tę odważną tezę stawia Financial Times.

Des Gunewardena, detalista i właściciel restauracji twierdzi, że sytuacja prywatnych przedsiębiorców w USA zmienia się. „Przez ostatnich dziesięć lat odbierałem mnóstwo telefonów od dziennikarzy pytających, czemu nie wchodzimy na giełdę. Ale w ostatnim roku pytania są zupełnie inne - o to jak działa firma nie poddawana zewnętrznej presji” - mówi w rozmowie z Financial Times.

Prywatne firmy, zwłaszcza te od dawna już prywatne, mają wiele zalet. Wprawdzie nie mogą podnieść swojego kapitału poprzez sprzedaż akcji, ale za to nie są zmuszane do podejmowania krótkoterminowych decyzji inwestycyjnych, aby usatysfakcjonować akcjonariuszy.

Prywatne firmy mają również prawo do swoich tajemnic. Cargill, amerykańska firma rolnicza, największe prywatne przedsiębiorstwo na świecie, ma siedzibę ukrytą w sercu Minnesoty. Jej szefowie zdają się dawać tym do zrozumienia: cenimy naszą prywatność.

Dyrektorzy prywatnych firm podkreślają, że luksusem jest brak dobijających się do drzwi udziałowców. Mogą sobie pozwolić na nieprzynoszenie zysków przez lata. Mogą zarządzać i rozwijać firmę tak jak chcą, a nie tak, jak wyobrażają to sobie zewnętrzni akcjonariusze. W radzie nadzorczej nie ma obcych osób, co również niektórzy właściciele bardzo sobie cenią. Choć oczywiście takie przedsiębiorstwa są tak samo nieodporne na globalną recesję jak wszystkie inne.

Zła sytuacja na giełdach drastycznie zmniejszyła liczbę nowych firm w ofercie publicznej. Jednak ruch w kierunku przeciwnym – ze spółki giełdowej w firmę prywatną – również zdecydowanie zmalał, wbrew temu, czego można by się spodziewać. Jak podaje firma badawcza Dealogic, w USA i Europie Zachodniej w 1999 r. 128 firm giełdowych zmieniło stan na prywatny, a w 2002 roku – już tylko 88 spółek.

W 1999 roku technologiczna hossa zmniejszała wartość firm „starej gospodarki”, zachęcając je do opuszczania parkietu. Teraz, gdy wartość spółek technologicznych gwałtownie spadła, trudno byłoby im wycofać się z giełdy i przekształcić w spółki prywatne, po prostu ich na to nie stać.

Oczywiście, kluczowym problemem dla wszystkich firm pozostaje zarabianie pieniędzy. I nie jest przypadkiem, że wiele spośród największych prywatnych marek to detaliści: Aldi z Niemiec, Ikea ze Szwecji, czy amerykański John Lewis.

David Forbes z banku inwestycyjnego NM Rothschild, który specjalizuje się w transakcjach przekształcania spółek z publicznych w prywatne, uważa, że rynek firm prywatnych jest bardziej doceniany w czasach spowolnienia gospodarczego. Inwestorzy coraz wyżej cenią sobie płynność i są coraz mniej skłonni inwestować w średniej wielkości spółki giełdowe. Tym ostatnim jest więc coraz trudniej utrzymać się na giełdzie.

Życie firm prywatnych również nie jest usłane różami, w przeciwnym razie byłoby ich znacznie więcej w rankingach największych światowych przedsiębiorstw. Prywatnej firmie trudniej jest zbudować relacje oparte na zaufaniu np. z dostawcami. Bankom trudniej jest sprawdzić firmę prywatną, podczas gdy publiczna z zasady musi odpowiadać określonym standardom.

Dużą rolę odgrywają wreszcie względy kulturowe. W Niemczech na przykład firmy prywatne są czymś powszechnym – spośród 50 największych europejskich firm prywatnych połowa należy do Niemców. Tymczasem amerykański Cargill co prawda jest największą prywatną firmą na świecie, lecz w USA jest pod względem zysków poza pierwszą setką rankingu.

Na podstawie artykułu Alexa Skoreckiego z Financial Times, „Enjoying life out of the spotlight”


Zobacz również