Przed Gwiazdką czeka nas zalew tanich smartfonów. Ostrzeżcie rodziców i znajomych!

Manta, MyPhone, HomTom – to raptem część nazw z długiej listy marek, które w ostatnich tygodniach wypuściły budżetowe smartfony. A będzie ich jeszcze więcej.

iPhone za 200 zł?

Nie zrozumcie mnie źle. Nie mam nic przeciwko tańszym sprzętom. To świetnie, że są na rynku smartfony za 199 zł. Mniej wydajne, ale pozwalające liznąć smart-świata. Albo po prostu przeznaczone dla tych, którzy nie chcą lub nie mogą wydać na nie więcej.

Chodzi o to, że mniej zainteresowani technologią konsumenci, jakich na pewno macie w rodzinie czy najbliższym otoczeniu, mogą zobaczyć kształt podobny do nowego iPhone’a czy Galaxy (a większość smartfonów wygląda bardzo podobnie, zwłaszcza dla laików), naklejkę z logo Androida i skusić się na zakup, spodziewając się sprzętu o mocy i możliwościach dwóch wspomnianych.

Dlatego obowiązkiem naszym, nieco bardziej zainteresowanych technologią konsumentów, jest ich ostrzec, bo sprzedawca w markecie może, ale nie musi tego zrobić. Żeby potem nie było rozczarowań.

Smartfon do selfie i smartfon z pojemną baterią

Na potwierdzenie, że skala problemu jest duża, wymienię tylko kilka ostatnich premier. Manta zachęca do kupna MSP94501 Easy Selfie Premium (za 399 zł), który jest ponoć idealny do robienia sobie selfie (ma do tego specjalny przycisk). 199 zł zapłacimy z kolei za myPhone Pocket (cena atrakcyjna, jeśli nie przeszkadza nam ekran o rozdzielczości 400 x 800).

Nieco więcej, bo 599 zł, zapłacimy za smartfon Ulefone Tiger. Ten wyróżnia się przede wszystkim pojemną baterią.

Tani, klasyczny telefon

Zaznaczam jeszcze raz, że nie mam nic przeciwko istnieniu tak zwanych budżetowców. Kto wie, być może wyżej wymienione są nawet mistrzami w swoich kategoriach cenowych. Nie są natomiast topowymi smartfonami i warto uprzedzić o tym tych, którzy mogą się naciąć.

Z tanich telefonów moje oko przykuł za to myPhone Halo Mini za 109 zł. Ma klasyczne przyciski z numerkami, które pamiętamy z czasów Nokii 3310. Taki zakup ma sens, jeśli mamy w rodzinie seniora, który ma w nosie te całe dotykowe ekrany albo kogoś, kto ma wystarczająco dużo internetu w pracy i domu, a gdy wychodzi, to faktycznie chce tylko podzwonić i popisać SMS-y.


Zobacz również