Przystań tonie

Katastrofalna sytuacja portalu Ahoj.pl pozwala przypuszczać, że na polskim rynku rozpoczął się etap ekonomicznej weryfikacji przedsięwzięć internetowych.

Katastrofalna sytuacja portalu Ahoj.pl pozwala przypuszczać, że na polskim rynku rozpoczął się etap ekonomicznej weryfikacji przedsięwzięć internetowych.

Ahoj.pl przeżywa poważne problemy finansowe w związku z brakiem inwestora. Od kilku miesięcy The Mother.Ship Poland Internet Holdings - właściciel portalu Ahoj.pl – intensywnie poszukuje partnera, który zapewni portalowi płynność finansową. Nieoficjalnie mówi się, że chodzi o kwotę 20-25 mln zł. Do tej pory promocja i tworzenie portalu pochłonęły ok. 20 mln USD, co wystarczyło na zaledwie rok działalności. 12 lutego br. na konferencji prasowej Jeffrey Grady, prezes The Mother.Ship Poland, zagwarantował, że portal ma jeszcze środki finansowe, zapewniające 6-8 tygodni działalności. Jednak pomimo tych zapewnień, spółka nie spłaca długów swoim wierzycielom. Pod koniec zeszłego miesiąca portal zredukował liczbę zatrudnionych ze 160 do 120 osób. J. Grady ogłosił również pracownikom portalu, że od tej chwili przychodzą do pracy na własną odpowiedzialność, gdyż firma nie jest w stanie wypłacić im wynagrodzenia.

Sytuacja taka zaistniała mimo faktu, iż ostatnio portal pozyskał jednego inwestora – belgijski fundusz inwestycyjny Deficom Group. Firma z Belgii początkowo postawiła warunek, że zainwestuje w portal jedynie w sytuacji, kiedy znajdzie się przynajmniej jeszcze jeden, dodatkowy inwestor. Jednak na przełomie roku 2000/2001 Deficom Group nabył mniejszościowy pakiet akcji i udzielił firmie kredytu, mimo że drugi inwestor się nie znalazł. Obecnie jednak belgijska firma wstrzymała wszelkie inwestycje. „Z tej grupy funduszy nikt nie chce być jedynym inwestorem, gdyż jest to zbyt ryzykowne. Chciałbym jednak podkreślić, że Deficom nie wycofał się z dalszych inwestycji – zostały one jedynie wstrzymane” – stwierdził na konferencji Jeffrey Grady. Przedstawiciele Ahoj.pl prowadzą już rozmowy z kilkoma potencjalnymi inwestorami. „Mamy nadzieję, że jeszcze w lutym rozwiążą się nasze problemy finansowe. Prowadzimy negocjacje z pięcioma firmami – w tym z jedną spółką publiczną, które zainteresowane są inwestycją w Ahoj.pl – twierdzi Marcin Gruszka, rzecznik prasowy Ahoj.pl.

Sytuację portalu znacznie komplikuje fakt, że firma OMD Poland 21 grudnia ub.r. złożyła do Sądu Gospodarczego w Warszawie wniosek o upadłość firmy The Mother.Ship Poland (sygnatura U-593/00). Bezpośrednią przyczyną takiego posunięcia było niedopełnienie przez The Mother.Ship Poland zobowiązań finansowych wynikających z zawartej wcześniej przez obie firmy umowy.

„Firma The Mother.Ship Poland zleciła OMD Poland przeprowadzenie kampanii reklamowej portalu Ahoj.pl i nie zapłaciła za jej realizację. Wielokrotnie prowadzone w tej sprawie negocjacje nie przyniosły żadnego skutku. Umowy emisyjne oraz porozumienie podpisane z zarządem The Mother.Ship Poland po zgłoszeniu przez nas wniosku upadłościowego bezspornie potwierdzają wartość zaległych płatności na sumę 2 mln zł – twierdzi Jakub Bierzymski z OMD Poland. „Wystąpiliśmy do prokuratury z wnioskiem o popełnienie przestępstwa – obowiązkiem zarządu The Mother.Ship Poland było ogłosić upadłość w sytuacji, gdy firma nie dysponowała kapitałem na swą dalszą działalność i regulację zobowiązań”.

Sąd rozpatrzy wniosek firmy OMD Poland najprawdopodobniej w marcu b.r. – obecnie The Mother.Ship Poland została wezwana do uzupełnienia braków w aktach sądowych (chodzi m.in. o dokumenty majątkowe firmy). „Sprawa jest bardzo sporna i o winie zadecyduje sąd” - komentuje te informacje Marcin Gruszka, rzecznik prasowy portalu Ahoj.pl.

Długi, ale jakie?

Nieznana jest liczba firm, którym Ahoj.pl winny jest pieniądze, jak również nie wiadomo ile wynosi w tej chwili zadłużenie portalu. Jednym z wierzycieli jest TCH Components – zobowiązania The Mother.Ship Poland wobec tej firmy wynoszą ok. 22 tys. zł. TCH Components początkowo chciało odsprzedać wierzytelności za 90% ich wartości, jednak cenę można jeszcze negocjować. „Wystawiliśmy całą listę wierzytelności firmy The Mother.Ship Poland na sprzedaż za 90% ich wartości. W chwili obecnej, jeżeli ktoś zapłaci nam choćby 25% ich wartości, to chętnie je sprzedamy” – twierdzi Marek Jankowski, prokurent TCH Components. Ahoj.pl zadłużony jest również w warszawskiej firmie komputerowej Comtech. Firma ta zaopatrywała portal w sprzęt komputerowy przez ponad rok, jednak gdy Ahoj przestał płacić za usługi, współpraca została zerwana. Bartosz Piech – właściciel Comtechu, także chętnie sprzeda wierzytelności, które wynoszą ok. 65 tys. zł, za 90% ich wartości.

Przedstawiciele innych portali nie chcą komentować problemów Ahoj.pl, a jedynie współczują mu ciężkiej sytuacji finansowej. „Jeśli Ahoj nie pozyska w najbliższej przyszłości poważnego inwestora, będzie w bardzo trudnej sytuacji” – twierdzi Jacek Lorenz z Poland.com. Podobnego zdania jest Rafał Plutecki, prezes zarządu Arena.pl, dodaje jednak, że: „w chwili obecnej pozyskanie inwestora nie jest łatwe, gdyż rynek jest jeszcze bardzo młody, a działalność internetowa w Polsce nie udowodniła na razie, że potrafi przynosić zyski z samych reklam”.

Rozczarowania inwestorów

Na pewno rozpoczął się etap weryfikacji ekonomicznej przedsięwzięć, zarówno portali, jak i innych serwisów internetowych. „Inwestorzy wymagają zwrotów zainwestowanych pieniędzy, a doświadczenie uczy, że tylko 2, 3 największe portale osiągną na polskim rynku masę krytyczną, by generować wystarczające zyski” – twierdzi Tomasz Zabolski, dyrektor ds. marketingu i sprzedaży w Wirtualnej Polsce. Przedstawiciele najpopularniejszych portali uważają, że sytuacja, w której niektóre ośrodki internetowe nie mogą znaleźć inwestora, jest naturalna. Internet nie ruszył w Polsce z taką szybkością, z jaką przedstawiano perspektywy jego rozwoju wczesną wiosną ubiegłego roku. Ahoj.pl tworzony wg prostej recepty: przejęcie kilku serwisów (m.in. kaktus.pl, linuxnews, flashzone.pl, sciaga.pl, zlotowka.pl), zatrudnienie znanych osobistości (Tomasz Raczek, Karolina Korwin-Piotrowska) oraz kampania reklamowa uruchomiony został w punkcie kulminacyjnym internetowego szału - w maju 2000 r.

Mimo iż w ostatnich kilku latach przez cały czas przybywa internautów, a wiele spółek pragnie zaistnieć w sieci, to nadzieje inwestorów na szybkie wykreowanie nowych portali horyzontalnych się nie spełniają. „Inwestorzy widzą, że na rynku jest za dużo podmiotów i nie chcą już ryzykować swoich pieniędzy” – uważa Adam Niwiński. Podobnego zdania jest Tomasz Zabolski: „W obecnej sytuacji inwestorzy nie są skłonni do inwestycji w mniej znane, mniejsze portale”. Z pewnością nie ma miejsca na naszym rynku na dużą ilość portali wielotematycznych. Dlatego część z nich musi zdecydować się na specjalizację w określonej dziedzinie.

Pracownicy portali zgodnie twierdzą, że obecnie ilość portali internetowych jest zbyt duża, by wszystkie mogły się utrzymać na rynku. Specjaliści uważają, że w niedalekiej przyszłości (być może już w tym roku) dojdzie do konsolidacji firm, a także do upadku niektórych portali. „Spodziewałem się w tym roku upadków niektórych portali, czy też ich połączeń z firmami z branży medialnej lub telekomunikacyjnej– nie myślałem jednak, że stanie się to tak szybko. Bieżący rok zapowiada się bardzo ciekawie, gdyż z pewnością zajdą poważne zmiany na rynku” – uważa Marek Tomkiewicz, prezes zarządu Internet Idea SA – właściciela portalu YoYo.pl. Jednak połączenia dwóch portali w jeden może okazać się nie takie proste. „Z konsolidacją rynku będzie bardzo trudno, gdyż każdy portal rozpoczynając działalność miał swój pomysł na charakter firmy, rozwój, koncepcje pracy czy też technologie. Połączenie tych rzeczy może być niemożliwe” – twierdzi Adam Niwiński, prezes Expandera.

Za duża konkurencja

Agata Olbrycht, dyr. ds. projektów internetowych w firmie TCH Components, uważa, że biorąc pod uwagę kryterium kapitałowe, portale na polskim rynku podzielić można na trzy grupy: doinwestowane (np. Onet, WP, Portal, Poland.com, PF.pl), nie posiadające inwestora, ale zaawansowane w drodze na giełdę (Arena, Hoga) oraz te, których sytuacja jest niepewna – nie udało im się pozyskać inwestora, a przynajmniej publikowane informacje nic na ten temat nie wspominają, czyli Yoyo.pl i Ahoj.pl. Nie wiadomo też czy E.pl nie ma zbyt słabego akcjonariusza kapitałowego. „Portale Ahoj.pl i Yoyo.pl zajmują 5-6 miejsca w rankingach popularności, wyżej niż Hoga i E.pl. Jest bardzo prawdopodobne, że te z końcówki rankingów, a wśród nich Hoga.pl, E.pl, Yoyo.pl i Poland.com, jeśli nie pozyskają inwestorów, znikną z rynku” – twierdzi Agata Olbrycht.

Hoga podała, że wpływy w roku 2000 wyniosły ok. 0,5 mln zł, koszty natomiast 2 mln zł. Prawdopodobnie podobne proporcje przychodów i kosztów wystąpiły również w Ahoj.pl. YoYo.pl wcale nie zamierza opuścić rynku. „YoYo finansowo czuje się jak najlepiej. Na początku marca przedstawimy wiele ciekawych propozycji, które będą nowymi rozwiązaniami na naszym rynku” – uważa Marek Tomkiewicz. Prezes zarządu YoYo.pl nie chciał jednak zdradzić żadnych szczegółów co do nowych rozwiązań portalu. Nie wiadomo również jaki los spotka Ahoj.pl. „Najgorszą perspektywą dla naszego portalu jest to, że zniknie z rynku. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie” – twierdzi rzecznik prasowy Ahoj.pl, Marek Gruszka.

Tak więc trudno w tej chwili wskazać, kto pozostanie na rynku, a kto odpadnie. „Istotne może być stwierdzenie, że niektóre z dzisiejszych witryn - nazywające się portalem lub hubem - mogą stać się interesującą dla jakieś grupy użytkowników witryną z wysoce specjalizowanymi, ciekawymi i kompetentnymi treściami, co będzie prowadzić do ich finansowego sukcesu” – twierdzi Wacław Iszkowski, prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji.


Zobacz również