Przywołany do tablicy

Okres między świętami Bożego Narodzenia a Nowym Rokiem poświęcam zwykle na robienie komputerowych porządków. Tydzień to mniej niż 2 procent całego roku, nikt i tak nie pracuje, więc w sam raz czas na retrospekcję. Nim zasiadłem do pisania felietonu, zajrzałem do ostatniego numeru digita-on-line, bo papierowe to widzę średnio raz do roku, jak się pojawię w Warszawie. Nie wiem, dlaczego pod koniec roku ''nowy numer'' to ten z października, ale widać tak musi być. W numerze Tomasz Bitner wywołuje mnie do tablicy. Za co? Za robienie archiwum! http://www.digit.pl/artykuly/44855.html . Panie Tomaszu! - ja wiem, żem stary dinozaur, który pamięta jeszcze tasiemki papierowe z programami, ale akurat porządkowanie przeszłości bardziej przydaje się młodym niż starym.

Okres między świętami Bożego Narodzenia a Nowym Rokiem poświęcam zwykle na robienie komputerowych porządków. Tydzień to mniej niż 2 procent całego roku, nikt i tak nie pracuje, więc w sam raz czas na retrospekcję. Nim zasiadłem do pisania felietonu, zajrzałem do ostatniego numeru digita-on-line, bo papierowe to widzę średnio raz do roku, jak się pojawię w Warszawie. Nie wiem, dlaczego pod koniec roku ''nowy numer'' to ten z października, ale widać tak musi być. W numerze Tomasz Bitner wywołuje mnie do tablicy. Za co? Za robienie archiwum! Panie Tomaszu! - ja wiem, żem stary dinozaur, który pamięta jeszcze tasiemki papierowe z programami, ale akurat porządkowanie przeszłości bardziej przydaje się młodym niż starym.

Ostatecznie co jeszcze czeka staruchów? Do piachu i tak CD-R nie weźmiemy ze sobą, a młodym przypominanie sobie niedawnych grzechów może jak najbardziej pomóc uniknąć tych samych błędów.

Skoro już jestem przywołany do porządku, no to postanowiłem opowiedzieć nieco o tym, jak układam, czyszczę, archiwizuję, a wszystko bez żadnych połączeń między półkulami, bo to działania automatyczne, prawie jak refleks kierowcy, który unika wypadku, gdyż przewiduje zachowanie innych. Moja pamięć sięga nie tylko okresu tasiemek papierowych, ale także czytników, które owe tasiemki niszczyły, nim się człowiek obejrzał. Nic więc dziwnego, że nie tylko programy, ale także dane do obliczeń trzymało się wtedy co najmniej w dwu kopiach. Tak na wszelki wypadek. Dobrze pamiętam tę szczęśliwą chwilę, gdy do zestawu pomiarowo-obliczeniowego dostaliśmy magnetofon kasetowy, na którym można było nagrać nieprawdopodobnie dużo danych. A potem kasetę schować do pudełka. Jak się szybko okazało, wcale często zaglądaliśmy do tych pierwotnych archiwów. Czytelnicy łatwo mogą sobie wyobrazić radość całej grupy eksperymentalnej, gdy zakupiono pierwszy napęd z dyskami wymiennymi. Do dziś trzymam nad biurkiem wkład magnetyczny z takiego dysku - od czasu do czasu ktoś pyta mnie, co to za staroświeckie freesbee. A mieściło ono, o ile dobrze pamiętam, całe 5 MB danych - gęstość zapisu była na pewno niższa niż na współczesnych dyskietkach. Sam zaś napęd przypominał szafkę nocną, tyle tylko, że robiącą strasznie dużo szumu.

W tym samym okresie na prawdziwym komputerze programy zapuszczało się z kart. Jakiś przedsiębiorczy rodak zaczął robić do nich pudełka z rączką oraz plastykową przykrywką. Na brzegach kart pisało się grubym mazakiem co to za program oraz jaki zestaw danych. Mam jeszcze w piwnicy jedno takie pudło, pełne niepotrzebnych kart z kopiami procedur dopasowujących i starych danych. Oryginały szlag trafił, a może wyrzuciłem w trakcie dorocznych porządków, już nie pamiętam. Kiedy niedawno zobaczyłem w muzeum MIT http://web.mit.edu/ museum perforator do kart, to pomyślałem sobie, że tylko ten, kto nie musiał od nowa wklepywać co drugiej karty po ich rozsypaniu, może lekceważyć robienie kopii. Gdyby kopiowanie było tak łatwe, jak wypalanie CD-R, to nie mam wątpliwości, czy do dziś miałbym zachowane wszystkie swoje programy. Teraz mogę liczyć tylko na archiwa biblioteczne, na przykład te w Oak Ridge National Lab http://www-rsicc.ornl.gov/codes/ccc/ccc3/ccc-305.html .

Wbrew pozorom najgorszy okres dla moich archiwów nastąpił, gdy wszedłem w posiadanie pierwszego Macintosha. Pisałem już kiedyś o kłopotach z przenoszeniem danych z dyskietek, szczególnie tych 400 kB, ale dają się one rozwiązać (kopie oryginalnych dyskietek z pierwszym polskim systemem operacyjnym Macintosha przekazałem do muzeum historii komputerów http://www.computerhistory.org także na CD-R jako pliki .dmg). Prawdziwym problemem jest konwersja nietypowych formatów plików. Przecież nawet Microsoft przez ostatnie 20 lat zmienił format standardowego pliku Worda bodajże sześć razy. Można jednak otwierać takie stare pliki jako tekst i wyłuskiwać z nich esencję tego co się napisało. Gorzej z programami rysunkowymi, arkuszami obliczeniowymi (Excel nie zawsze był jedynym standardem), a szczególnie bazami danych. Istnieją wprawdzie programy tłumaczące, ale wymagają one zachowania makowego formatu (istnienie tzw. resource fork) dla rozpoznania programu kreującego. Nagranie pliku na CD-R w formacie ISO 9660 usuwa tę informację. Mam cichą nadzieję, że przez następne ćwierć wieku makowe CD-R będą odczytywalne na standardowych napędach optycznych.

Tymczasem wbrew komplementom red. Bitnera moja pasja archiwizacyjna czasami odbija się już czkawką. Otóż pierwsze zapisywarki CD-R były bardzo powolne i w praktyce wymagały tworzenia obrazu CD na osobnym, specjalnie sformatowanym dysku. Dziesięć lat temu w małej firmie był to problem i dlatego dałem się skusić na zakup niestandardowego urządzenia firmy Optima, które z pomocą specjalnego oprogramowania pozwalało pisać dane wprost na CD-R. Niestety, do czytania wymagają one odpowiedniego rozszerzenia, które oczywiście dostępne jest tylko pod Mac OS-em 9. Dopóki żona ma starego iMaca, którego można wystartować z tego systemu, wszystko jest w porządku. Powinienem jednak zrobić kopie wszystkich danych z tych CD-R na DVD-R. Myślę, że zajmie mi to jakieś dwa tygodnie. Nie mam tyle wolnego czasu. Cała nadzieja, że iMac wytrzyma jeszcze kilka lat. Na wszelki wypadek w prywatnym muzeum trzymam jeszcze inne komputery, które mogą okazać się zbawienne http://www.apple.com.pl/kuba/moma.html .

Wracając do przypuszczeń redaktora Bitnera, że jestem uporządkowany, muszę się Państwu przyznać, że jestem flejtuchem i bałaganiarzem. CD-R, a szczególnie DVD-R, bardzo mi w tym pomagają. Po prostu kopiuję na nie wszystko jak leci, nie tylko swoje, ale także żony śmieci, często wielokrotnie. Jak już zostaniemy emerytami, będziemy mieli co wspominać. Bo tak naprawdę z życia zostają tylko wspomnienia. Najlepiej więc jeśli są dobrze zachowane. Cyfrowo.


Zobacz również