RIAA wciąż atakuje

RIAA (Recording Industry Association of America) - organizacja stojąca na straży interesów wielkich wytwórni muzycznych - kontynuuje swoją nierówną walkę z piractwem. Tym razem do swojej listy wyższych uczelni, których studenci rzekomo wymieniają się nielegalnymi plikami muzycznymi w Internecie, dodała kolejne dwadzieścia trzy pozycje.

Co ciekawe, Uniwersytetowi Harvarda cały czas udaje się pozostawać poza "czarną listą" organizacji. Powodem takiego zachwowania RIAA jest z pewnością obawa przed ostrą reakcję dwóch profesorów prawa z tegoż uniwersytetu, którzy już wcześniej ostudzili trochę zapał organizacji w tępieniu "piractwa", proponując jej przedstawicielom aby... spadali.

Obecnie strategia "ciemiężyciela piratów" polega na wysyłaniu do władz uczelni pism z adresami IP komputerów, z których rzekomo wymieniano pliki. Według RIAA, to uczelnia powinna dostarczyć owe listy zainteresowanym (czytaj "oskarżonym") osobom. Problem polega na tym, że jakakolwiek odpowiedź na taki list da natychmiast organizacji szczegółowe dane osobowe delikwenta, a co za tym idzie możliwość podjęcia innych kroków prawnych. W listach tych RIAA proponuje w zamian za zapłatę 3000 dolarów odstąpienie od dalszego ścigania i konsekwencji skierowania sprawy do sądu.

Absurdalnym jest fakt, że RIAA próbuje wykreować osoby udostępniahące pliki w Internecie na przestępców, a faktycznie do samych procesów dochodzi rzadko. Organizacja woli "załatwić sprawę" poza salą sądową, gdyż pewnie obawa się spraw takich jak na przykład wytoczona przeciw Debbie Foster, w której została zmuszona do pokrycia kosztów poniesionych przez niesłusznie oskarżoną na swoją obronę (więcej w artykule "RIAA: kolejna sądowa porażka").

Więcej informacji na ten temat można znaleźć w wątku "RIAA na wojennej ścieżce", czy też w serwisie internetowym p2pnet.


Zobacz również