RPG po sowiecku

Twórcy gier wywodzący się z krajów dawnego ZSRR mają na koncie wiele sukcesów. Ich strategie, symulatory i gry FPP podbijają zachodnie rynki. Jednak rosyjskim i ukraińskim developerom nie udało się nigdy opracować dobrej gry fabularnej.

Twórcy gier wywodzący się z krajów dawnego ZSRR mają na koncie wiele sukcesów. Ich strategie, symulatory i gry FPP podbijają zachodnie rynki. Jednak rosyjskim i ukraińskim developerom nie udało się nigdy opracować dobrej gry fabularnej.

Chylę czoło przed produkcjami tworzonymi w krajach dawnego ZSRR. Kozacy: Europejskie boje, Sudden Strike czy Etherlords zdobyły dużą sławę, a nadchodzące przeboje, jak STALKER czy Kreed zajmą zapewne wysokie miejsca na listach przebojów. Dziwnym trafem jednak twórcy wywodzący się z Rosji i Ukrainy nie mogą dać sobie rady z opracowaniem ciekawej gry fabularnej. Ich RPG to zazwyczaj siermiężne "roliepliewyje igruszki", które śmieszą prymitywnym poziomem. Pierwsze takie produkcje stworzone na terenie dawnego ZSRR pojawiły się w Polsce w 2000 roku.

Te gry cRPG, których zwiastunem był Konung, okazały się bardzo słabymi, wręcz kuriozalnymi tytułami. Zaraz po nich jednak zaczęły pojawiać się inne produkcje, które od razu zapewniły sobie miejsce w historii, na przykład Kozacy czy Etherlords. Były to jednak pozycje z gatunku strategii, w cRPG natomiast wszystko pozostało po staremu. Późniejsze gry fabularne, takie jak Heath czy Fatherdale oraz Spells of Gold, nie różniły się poziomem od Konunga i nie odniosły żadnego sukcesu.

Ziemek i Dziwa, czyli jest słowiańsko

Wcześnie wstali Pirogowie z Samborza. Ktoś ukradł wieszcze żyto i świętą śmietanę. Wraży wróg zginie jednak od sulicy w słusznej ideowo, słowiańskiej prawicy.

Wcześnie wstali Pirogowie z Samborza. Ktoś ukradł wieszcze żyto i świętą śmietanę. Wraży wróg zginie jednak od sulicy w słusznej ideowo, słowiańskiej prawicy.

Prawie wszystkie postsowieckie gry fabularne, począwszy od wspomnianego już wcześniej Konunga, a skończywszy na ostatnio wydanym Spells of Gold chorowały na syndrom, który pojawiał się we wczesnych latach dziewięćdziesiątych (a i teraz czasem się odzywa) w polskiej fantastyce, polegający na wykorzystywaniu słowiańskich motywów fantasy. Mówiąc krótko: akcja prawie wszystkich wspomnianych gier rozgrywała się w swojskiej krainie, gdzie było przaśnie, słomiano i podpiwkowo-lniano, całkiem jak w Starej Baśni, która właśnie weszła na ekrany naszych kin. W krainie przypominającej Słowiańszczyznę, gdzie zamiast strzelistych zamków i mrocznych podziemi gracz oglądał słomiane wioski dawnej Rusi, dworzyszcza, chałupy i chramy: Rujewitów, Dadźbogów oraz wiele innych świętych bóstw.

Takie scenerie, które wyglądają jak wzięte prosto ze skansenu imienia towarzysza Lenina, możesz obejrzeć w Konungu, Spells of Gold czy w niewydanym do tej pory Fatherdale'u. W dodatku widoczki te są zwykle przedstawione w ordynarnej, grafice 2D, w rzucie izometrycznym, a postacie poruszają się sztywnym, wyprostowanym krokiem, jakby chciały iść w zawody z Robertem Korzeniowskim.

Od razu zniechęca to gracza - zwłaszcza pochodzącego z USA - do zabawy, motywy słowiańskie bowiem zupełnie nie nadają się na materiał, z którego można stworzyć ciekawy świat fantasy. Nie jest to zresztą moje zdanie, gdyż uważa tak na przykład Andrzej Sapkowski, najsławniejszy polski pisarz tworzący utwory z tego gatunku. Baśniowa fantastyka to eskapizm, mistycyzm oraz motywy pochodzące z kręgu mitów o królu Arturze i rycerzach Okrągłego Stołu, legend germańskich i celtyckich, daleko więc do nich naiwnym wierzeniom słowiańskim. Poczciwy kmieć Woiborz czy Rzepicha nigdy nie zastąpią legendarnego wojownika, rycerza lub maga znanego z klasycznego kanonu fantasy. Słowiańskie klimaty są nie tylko mało komercyjne, ale przede wszystkim niezrozumiałe dla zachodnich graczy. Dlatego w wykorzystaniu tych motywów należy upatrywać jednej z przyczyn klęski rosyjskich pseudosłowiańskich gier cRPG. Jest to też przestroga dla potencjalnych polskich twórców cRPG.

Gry niefabularne

Ten kmieć z Fatherdale nie zdążył jeszcze postawić swej słowiańskiej kleci.

Ten kmieć z Fatherdale nie zdążył jeszcze postawić swej słowiańskiej kleci.

Kolejne kwestie, z którymi nie mogą sobie poradzić twórcy gier z dawnego ZSRR, to fabuła i złożoność gier RPG. Zazwyczaj historie przedstawiane w ich produkcjach były równie proste, jak budowa samowara albo tory na bajkalsko-amurskiej magistrali kolejowej. Zwykle scenariusz polegał na odnalezieniu artefaktu lub uratowaniu świata. W Konugu na przykład trzeba było połączyć kawałki magicznej bransolety. Fabuła Fatherdale była bardziej zawiła, tak że do dziś nie jestem pewien, o co w niej chodziło. Z angielskich materiałów prasowych wynikało, iż głównym celem gry (chyba?) była tajemnicza dolina Fatherdale, w której znajdowały się nieprzebrane skarby. Rosyjska wersja prasowej zapowiedzi tego tytułu różniła się jednak od angielskiej. Po pierwsze gra nie nazywała się Fatherdale, ale nosiła wdzięczny tytuł Wsiesław Czarodiej. Fabuła opowiadała zaś o dolinie, w której żyli spokojni i dostatni Słowianie (rzecz jasna wschodni - potomkowie zwycięskich Rusów - zacni, szczerzy, waleczni i otwarci, a nie takie euroentuzjasty jak nasi przodkowie). Tej wyspie szczęśliwości w oceanie barbarzyństwa zagrażali wikingowie, połowcy i brodnicy. Gracz wcielał się zatem w czerstwego, rosyjskiego wieśniaka i ruszał, aby bronić magicznych przedmiotów, bić faszystów i nieść ratunek ojczystej ziemi.

Fabuła wspomnianej gry byłaby jeszcze do przyjęcia, jednak już na początku rozgrywki od razu pojawiały się sielskie rosyjskie klimaty, które odstręczały od gry. Gdy zagrałem w wersję beta, pierwszy napotkany człowiek wyzwał mnie od razu na kułaczyj boj, chciał bowiem odebrać memu bohaterowi buty. Naprawdę poczułem się, jakbym znalazł się za Uralem, na głębokiej prowincji, w kołchozie w Kraju Krasnojarskim albo guberni permskiej. To ci dopiero było zadanie. Zaczynasz grę epickim bohaterem, który ma uratować świat, a tu bach - być może twój heros wyruszy na dziejową misję boso.

Gra nie ukazała się, choć była już gotowa wersja beta. Trochę szkoda, bo rozgrywała się w 1072 roku, a autorzy odtworzyli broń i realia życia we wczesnym Średniowieczu. Z ciekawostek wspomnę fakt, iż gdy w grze odpaliło się mapę Europy, okazywało się, że pomiędzy Kijowem a hm... Magdeburgiem (wschodnie Niemcy) rozciągała się dzika, niezbadana puszcza, a o jakimś Gnieźnie czy Krakowie nie słyszał nikt. Ot historia sovietica. A może zemsta twórców gry za czyny naszego Bolesława Śmiałego, który w 1069 roku zajął Kijów?


Zobacz również