Rachunek opłacalności polityki

Ekonomiści obliczają koszty i efekty długookresowych programów państwowych w podobny sposób, jak biznesmeni liczą zwrot z inwestycji. Podejście to wzbudza kontrowersje, ale z rachunkiem ekonomicznym niełatwo dyskutować.

Głos w dyskusji, na łamach czołowego naukowego czasopisma Nature, zabrało dwóch ekonomistów: Lawrence H. Goulder z Uniwersytetu Stanford i Robert N. Stavins z Uniwersytetu Harvarda. Piszą oni, że skoro dzisiejsze decyzje mają wpływ na przyszłe wydarzenia, to ich ocenę ekonomiczną standardowo prowadzi się przy pomocy rachunku dyskontowego.

Przykład jest uproszczony. Przypuśćmy, że wdrażamy politykę, która pozwoli uniknąć istotnego pogorszenia jakości życia za 100 lat. Przypuśćmy, że całkowity koszt tej polityki ponosimy dzisiaj i wynosi on 4 miliardy, natomiast korzyść pojawi się dokładnie za 100 lat i będzie wówczas warta 800 miliardów. Czy jest to "inwestycja" opłacalna? Przy stałej 5-procentowej stopie oprocentowania kapitału musielibyśmy dziś zainwestować 6,08 miliarda, aby za 100 lat uzyskać z tego 800 miliardów. Rachunek wskazuje więc, że dzisiejsza inwestycja 4 miliardów to dobry interes.

Oczywiście bardziej realistyczna ocena powinna uwzględniać, że w rzeczywistości każda polityka pochłania koszty w różnych momentach i korzyści przychodzą w różnych momentach. Mechanizm rachunku jest jednak ten sam, opiera się na obliczaniu ile warte byłyby dzisiaj przyszłe wydatki i przyszłe korzyści. Autorzy uprzedzają zastrzeżenie często wysuwane przez nieekonomistów: rachunek ten bynajmniej nie oznacza, iż niżej cenimy dobrobyt przyszłego społeczeństwa, lecz jest to tylko technika sprowadzania przyszłych kosztów i korzyści do wspólnej podstawy, aby możliwe było ich porównanie.

Rachunek jest elegancki pod względem formalnym, ale jako model procesów realnych nasuwa szereg wątpliwości. Najbardziej oczywista to ta, że nie sposób dzisiaj przewidzieć oprocentowanie kapitału w przyszłości, więc założenie o stałej jego stopie jest zbytnim uproszczeniem. Oprocentowanie daje wkład do mianownika formuły dyskontowej, więc wystarczyłoby przyjąć niższą stopę i wówczas rachunek pokazałby wyższe przyszłe korzyści i nakłady. Skoro główna masa korzyści ma napłynąć później, niż wypływa masa nakładów, to wiele przedsięwzięć wątpliwych zostałoby w ten sposób ocenionych pozytywnie. Autorzy replikują, że taki właśnie sposób moglibyśmy "naciągnąć" obecne pokolenie na wyrzeczenia, które w końcu okazałyby się nadmierne lub niepotrzebne.

Z drugiej strony trzeba wziąć pod uwagę, że wartości i preferencje przyszłych generacji nie muszą być takie same, jak dzisiaj, że ludzie inaczej będą cenili poszczególne składniki swego dobrobytu. Na przykład to, co dzisiaj tolerujemy jako niewielką niedogodność może być w przyszłości odczuwane jako uciążliwość nie do zniesienia (powiedzmy spaliny w miejskim powietrzu). Dzisiaj możemy uważać za niepotrzebną ochronę pewnych gatunków roślin, a w przyszłości może to być cenny i nazbyt rzadki surowiec do wyrobu leków. Krótko mówiąc, przyszłość jest w znacznym stopniu nieprzewidywalna.

To wszystko prawda, ale oznacza tylko tyle, że w rachunek dyskontowy musimy włączyć czynniki, których konwencjonalna ekonomia nie uwzględnia, jak np. prognozy zmian kulturowych i ewolucji stylu życia, przewidywane tempo postępu technologii itd. Dobra polityka to polityka z szerokim spojrzeniem.

Realizm każe zdawać sobie sprawę z nieprzewidywalności przyszłości, nauka nakłania do uwzględniania naukowych prognoz, aby tę niepewność zredukować. Czy zatem rachunek dyskontowy ma jakieś znaczenie? Autorzy namawiają do pragmatyzmu: jeśli ocena danej polityki wykazuje wynik ujemny, to nawet biorąc pod uwagę margines nieznanych czynników pozaekonomicznych musimy zgodzić się, że prawdopodobieństwo "cudu", czyli korzystnego obrotu spraw jest mniejsze, niż w przypadku polityk wykazujących plus.

Jednak prawdziwa sztuka projektowania dobrej perspektywicznej polityki nie polega na samym pokonaniu trudności rachunku opłacalności "inwestycji w przyszłość". Trzeba przede wszystkim skonstruować mechanizm międzypokoleniowej dystrybucji "nadwyżki", który zapewni, że nie będzie przegranych, że spełnione zostanie tzw. kryterium postępu Pareto. Mówi ono, że beneficjanci nie muszą koniecznie zyskać wszystkiego, co możliwe, ważne, żeby zyskali chociaż trochę, natomiast potencjalni poszkodowani niech otrzymają pełną rekompensatę strat. Innymi słowy dobra polityka jest po to, aby ten świat stawał się każdego dnia choć trochę lepszy.


Zobacz również