Readneck Rampage

Życie na wsi płynie sobie spokojnie i beztrosko. Nie ma hałasu dochodzącego z pobliskiej ulicy, dzwoniących co chwila telefonów. Praca sprowadza się do karmienia i doglądania zwierząt, a także do uprawy ziemi. Niestety wszystko to może się zmienić i to bardzo szybko.

Życie na wsi płynie sobie spokojnie i beztrosko. Nie ma hałasu dochodzącego z pobliskiej ulicy, dzwoniących co chwila telefonów. Praca sprowadza się do karmienia i doglądania zwierząt, a także do uprawy ziemi. Niestety wszystko to może się zmienić bardzo szybko. Wystarczy, że nad takie spokojne miejsce nadleci statek kosmiczny i porwie jedno ze zwierząt. W takiej sytuacji znalazł się Leonard, któremu kosmici porwali ulubioną świnię Bessie. Jak wiadomo miłośnicy muzyki country nigdy nie popuszczą płazem kradzieży, dlatego w kolejnej grze FPP zostaliśmy zmuszeni wcielić się farmera poszukującego swego tucznika.

Gra została zrobiona na engine pochodzącym z gry Duke Nukem 3D i na pierwszy rzut oka klimatem przypomina jego parodię. Nie oznacza to, że gra jest od Duke'a gorsza, wręcz przeciwnie w wielu aspektach go przewyższa. Zdecydowanie lepsza jest grafika, na przykładzie której doskonale widać rok dzielący te dwie gry. Mimo iż świat w Rednecku również jest zbudowany ze sprite'ów, to wszystko jest jakby bardziej trójwymiarowe. Sekwencje ruchu postaci i zwierząt są dopracowane w wysokim stopniu, co niestety odbiło się na wymaganiach sprzętowych. Nie ma co marzyć o płynnej grze na komputerze 486. Znane z Duke'a melodyjki midi zostały wyparte przez dźwięk CD-Audio, a i maksymalna rozdzielczość wzrosła do 1600x1200.

Rozpoczynając grę niemal czujemy prowincjonalny klimat. Biegające po podwórzu kurczaki, chrumkające świnie, pasące się krowy czy olbrzymie kąsające komary to efekty, które w bardzo udany sposób oddają atmosferę wsi. Pamiętne z DN3D wysokie wieżowce Los Angeles zostały zastąpione przez niewielkie zabudowania kilkusetosobowych miasteczek. Nasz bohater odwiedza wiele miejsc i obiektów, które z reguły są umiejscowione poza miastem. Prowincjonalne sklepiki i stacje benzynowe to tylko początek, bowiem kolejno poznajemy tartak, ubojnie kurczaków, kopalnie uranu... a nawet szpital psychiatryczny. Świat jest przedstawiony bardzo realistycznie. Podobnie jak w pierwowzorze większość urządzeń możemy uruchomić, rozwalić przedmioty stojące u sąsiada w domu lub nawet wysadzić w powietrze stację benzynową.

Wszystko to jednak jest tyko oprawa, bowiem najważniejsze są kreatury, które stają na naszej drodze. Do pierwszej grupy naszych wrogów należą zmutowani mieszkańcy prowincji. Pierwszy farmer to śmieszny brodacz z nadwagą, mierzący do nas z dwururki, drugi to jego wiecznie pijany kolega z rewolwerem. Nadzwyczaj wytrzymały jest ich pies, a także świnia której drażnić nie radzę. Ale nie na farmerach i zwierzętach Leonard pragnie najbardziej wyładować swój gniew, on szuka kosmitów - sprawców całego zamieszania. Jeden, a właściwie jedna z nich to piękna Vixena. Okazuje się, że wśród kosmitów są także samice, które nie dość, że laserem potrafią nieprzyjemnie popieścić, to jeszcze mają zdolność teleportowania. Znacznie mniej atrakcyjny jest mały Minion o denerwującym chichocie i ogromny Hulk. Na tego ostatniego należy uważać, gdyż potrafi zmartwychwstać. Aby do tego nie dopuścić należy rozczłonkować jego zwłoki (najlepiej dynamitem). Po takim zabiegu możemy podnieść sobie jego niezwykle skuteczną broń (niestety z przytwierdzoną doń ręką). Na podstawowym wyposażeniu każdej farmy musi być: łom, śrutówka i rewolwer, stąd takie wyposażenie nikogo nie dziwi. Beczkę dynamitu lub piłę spalinową także można znaleźć na wsi, ale do tej pory zastanawiam się skąd Leonard zdobył karabin maszynowy. Ciekawym gadżetem jest także kula do kręgli, która równie dobrze wywraca gromadę kreatur. Bronie broniami, ale czasami zdarza się oberwać. I na taką okoliczność jest przygotowany nasz farmer - łyk whisky lub butelka piwa i z powrotem stoimy na nogach. Może nie tyle stoimy co się chwiejemy, bo o ile nasze zdrowie powróciło do normy to nie możemy tego powiedzieć o koncentracji i równowadze.

Jak w każdej grze tego typu najważniejsze jest ukończyć etap. Wbrew pozorom nie jest to takie proste. Obszary poszczególnych etapów są znacznie większe i trudniejsze niż w DN3D. Liczne sekretne przejścia i zamknięte drzwi powodują, że ukończenie mapy przysparza problemy i zabiera dużo czasu. Zagadki typu: znajdź klucz, a potem otwórz drzwi powodują, że po pewnym czasie zaczynamy krążyć po zupełnie pustych pomieszczeniach. Problemy takie nie mają miejsca, gdy zechcemy pograć sobie w trybie multiplayer. Podobnie jak inne gry tego typu, w tym aspekcie Redneck Rampage wypada nadzwyczaj dobrze. Uciekające spod nóg, podczas gonitwy za kumplem, kurczaki - to jest to!!!

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że era gier opartych na engine Duke'a odchodzi w niepamięć, zostają one wypierane przez w pełni trójwymiarowe obiekty. Gdyby Redneck miał być wspominany jako jedna z ostatnich gier w tym stylu, wcale nie będzie to obraz niekorzystny. Ta strzelaninka będąca chyba jednym z ostatnich potomków Doom powinna się znaleźć u każdego fana gier FPP.


Zobacz również